Bortnowska popiera internautów: nie wolno brnąć w niesłuchanie protestów

- Byliśmy ostatnio świadkami bubli prawnych na ogromną i dotkliwą dla ludzi skalę. Dlaczego mieliby oni teraz w sprawie swojego ukochanego, nowego kontynentu - internetu - tak na ślepo i od razu wprost zaufać władzy? - pytała w TOK FM Halina Bortnowska, teolog, publicystka, przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
- Kiedy słucham argumentów za ACTA, to one mnie przekonują. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że one nie mogą przekonać wszystkich, a mnie samą przekonują jedynie na chwilę, bo powstaje pytanie: dlaczego ja ich nie słyszałam wcześniej? - mówiła w rozmowie z Grzegorzem Chlastą Halina Bortnowska.



Porozumienie ACTA, pomimo protestów społecznych, w imieniu rządu podpisała ambasador Polski w Japonii.

Internet, czyli nowy kontynent

Bortnowska w Popołudniu TOK FM odniosła się do wpisu Grzegorza Chlasty na jego blogu. Dziennikarz porównał tam internet do nowego kontynentu, na którym tworzy się nowe prawo. I do tego odniosła się publicystka. - Ja osobiście - z powodu wieku i pogarszającego się wzroku - nie mam jak przeprawić się na ten kontynent, ale całe mnóstwo młodych ludzi przebywa na nim i coraz to mi coś przynoszą, o coś pytają - komentowała. Podkreśliła też, że ona sama, żeby zrozumieć internet używa znanych sobie nauk. - Sięgam do złóż swoich studiów uniwersyteckich z zakresu logiki i metodologii nauk i mam wrażenie, że mi się to przydaje. Że jesteśmy w stanie przy pomocy logiki to i owo wyjaśnić, zrozumieć jak to działa.

- Jestem pełna fascynacji dla internetu, ale podzielam też agnostycyzm, że właściwie nie wiemy, co tam się kryje - kontynuowała Bortnowska. I podała przykład nieistniejącej rzeczy, które za kilka lat mogą być rzeczywistością: - Nie będziemy mieli dla nich normy prawnej, bo ona nie może powstać wcześniej. Dzisiaj podobnie jest z internetowymi chmurami. Czy my się znamy na tym, co w nich się dzieje? Wiemy o tym wszystkim zdecydowanie za mało. A ci, którzy wiedzą dużo, to mam wrażenie, że należą do ruchu oburzonych takim lekkim traktowaniem tej totalnej nowości - podkreśliła.

Prawo rzymskie a internet? "Można je wykorzystać"

Zdaniem Bortnowskiej - trzymając się porównania internetu do nowego kontynentu - możemy w podróż na niego zabrać ze sobą dotychczasowe doświadczenia.

- Mamy filozofię prawa i ona nie musi stać się nieaktualna. Warto się zastanowić, jak ona będzie wyglądała w dobie internetu. Mamy też prawo rzymskie. Przeżyło tyle zmian, że mam wrażenie, że niektóre zasady z prawa rzymskiego na tym kontynencie mogą się przydać - uważa teolog.

- Wśród moich studentów niektórzy narzekają na prawo rzymskie. Ja nie jestem prawnikiem, ale mówię im, że żadne przestępstwo nie istnieje bez odnośnego prawa. To rzymianie do tego doszli w obronie swoich obywateli. W internecie też ta zasada powinna istnieć - nie ma przestępstwa, jeśli nie ma odnośnego prawa. Mam wrażenie, że dużo mówi się o przestępstwach, a nie ma odpowiednich uporządkowań prawnych. Powstają za to buble prawne i doskonale po imieniu nazwała to prof. Łętowska.

Czy zawsze ktoś musi przegrać?

Grzegorz Chlasta przytoczył komentarz jednego z blogerów TOKFM.pl:



Dziennikarz skomentował: - Ale do tego jest potrzebne zaufanie. A może ludzie nie ufają władzy, a władza ludziom? - zapytał Bortnowską.

- W Polsce w ogóle mamy niski poziom zaufania między ludźmi. Jeszcze do tego wszystkiego doznaliśmy rozczarowań. Ale bardzo ważne jest, żeby mieć świadomość, że istnieją gry, w których wszyscy mogą coś wygrać. I że taki wynik jest lepszy od wyniku, w którym ja zabieram wszystko, a przegrany wszystko traci - odpowiedziała publicystka. - Jest też brak świadomości, jak niebezpieczny jest ten, kto przegrał wszystko - on się zamienia w takiego zombie.

- Nawet w polityce międzynarodowej mamy doświadczenia, że po wojnie z ugody powojennej nie może być tak, że ktoś wychodzi kompletnie zmiażdżony. Że ci, którzy wyszli mocno uszkodzeni, np. po I wojnie światowej, i pozbawieni tego, z czym utożsamiali dobry los, stali są niebezpieczni. Dlatego staraliśmy się po II wojnie światowej tego uniknąć - dodała.

"Rząd zaniedbuje swoją zasadniczą pracę"

Bortnowskiej nie podoba się to, że w Polsce władza w sposób niedostateczny informuje społeczeństwo o skutkach wprowadzanego prawa. - Byliśmy ostatnio świadkami bubli prawnych na ogromną i dotkliwą dla ludzi skalę. Dlaczego mieliby teraz w sprawie swojego nowego ukochanego kontynentu - internetu - tak na ślepo i od razu wprost zaufać? - zapytała. - Kiedy słucham argumentów za ACTA, to one mnie przekonują, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że one nie mogą przekonać wszystkich, a mnie samą przekonują na chwilę, bo powstaje pytanie: dlaczego ja ich nie słyszałam wcześniej? Dlaczego w ogóle zaniedbuje się zasadniczą pracę, polegającą na tłumaczeniu tego, co rząd uchwala?

Publicystka podsumowała i przestrzegła rząd: - Nie wolno brnąć dalej w niesłuchanie protestów.

Więcej o: