Za skorpiona czy szympansa nawet do więzienia

Właśnie weszło w życie rozporządzenie ministra środowiska, z listą groźnych zwierząt, których nie można prywatnie hodować w domu. Znalazło się na niej kilkaset gatunków zwierząt. Ich właściciele mają pół roku na pozbycie się pupili. Jednak - jak informuje TOK FM - w Polsce praktycznie nie ma instytucji, które mogłyby i chciały je przyjąć.
Na liście zwierząt szczególnie niebezpiecznych, objętych całkowitym zakazem prywatnej hodowli, znalazło się ponad 250 gatunków. Są tam na przykład węże, skorpiony, pająki, lwy, pumy, niedźwiedzie, czy krokodyle - o których wiadomo powszechnie, że mogą być niebezpieczne. Ale znalazły się tam również zwierzęta, których nie kojarzymy jakoś z niebezpieczeństwem, jak na przykład niektóre jaszczurki, makaki, szympansy, czy niektóre foki.

Nikt nie wie, ani nawet nie próbował szacować, ile zwierząt z listy może obecnie być w polskich domach. Pewne jest, że są. - Do tej pory na giełdach zoologicznych bez problemu można było kupić chociażby jadowite skorpiony. Kupowały je między innymi kompletnie nieświadome zagrożenia dzieci, nastolatki. Dostawały je w opakowaniach po serkach homogenizowanych, gdzie ryzyko ukąszenia jest ogromne i niejednokrotnie były z tego powodu problemy - mówi Monika Jakubiak z Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Ale Polacy trzymają w domach też dużo większe zwierzęta. Niedawno Gazeta Wyborcza pisała o pumie, która mieszka w jednym z domów w Częstochowie. Jej właściciele zwierzę kupili w Czechach i podobnie jak psa, codziennie wyprowadzali na smyczy na spacer. Portal nowiny24.pl donosił natomiast o lwie, którym opiekuje się jeden z mieszkańców Głogowa Małopolskiego.



Za niebezpieczne zwierzę, nawet za kratki

Właściciele tych zwierząt, żeby uniknąć pięciu tysięcy złotych grzywny, albo nawet trafienia do więzienia, będą musieli się ze swoimi pupilami pożegnać. Mają na to pół roku.

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, odpowiedzialna za przygotowanie listy sugeruje, żeby z zakazanymi zwierzętami zgłaszać się do instytucji, którym prawo pozwala je hodować. - Te najbardziej niebezpieczne mogą posiadać wyłącznie cyrki, ogrody zoologiczne i placówki naukowe - wylicza Monika Jakubiak.

Nikt groźnych zwierząt nie chce

Jednak na przykład jadowitego skorpiona do cyrku raczej nie oddamy. Podobnie, cyrki raczej nie będą zainteresowane większymi zwierzętami, które są zbyt stare, żeby je wytresować.

Niebezpiecznych zwierząt nie chcą też ogrody zoologiczne. - Naszym celem jest hodowla zagrożonych i ginących gatunków, lub takich, które już w naturze wymarły, a nie zbieranie niechcianych, czy nieakceptowanych z tego czy innego powodu zwierząt - mówi dyrektor warszawskiego zoo dr Andrzej Kruszewicz. - To tak jakby na salę operacyjną wtargnął bezdomny i powiedział, że go ząb boli. Nie to miejsce, i nie w ten sposób - dodaje.

Przedstawiciele ogrodów zoologicznych przekonują też, że nie mają pieniędzy, ani wystarczająco dużo pomieszczeń, żeby wszystkimi oddawanymi zwierzętami się zajmować. - Ogrody niestety nie są z gumy. Poza tym nie wiemy, skąd takie zwierze pochodzi, może być chore i pozarażać zagrożone gatunki - mówi Ryszard Topola z wrocławskiego zoo.

Za podrzucenie prokurator

Ogrody już zapowiadają, że przed takimi żywymi prezentami będą się broniły. - Jeżeli ktoś na przykład podrzuci nam takie zwierzę, będziemy składali doniesienia do prokuratury, bo ustawa o ochronie zwierząt zabrania porzucania zwierząt, które ma się pod opieką - ostrzega dr Kruszewicz.

Sprawdziliśmy też, jak wygląda sytuacja na uczelniach, na których są wydziały zoologiczne. Tam słychać podobne głosy. Szkoły niebezpiecznych zwierząt nie mają gdzie trzymać, a nie widzą też szczególnego powodu, by się nimi zajmować.

Jedyne wyjście - sprzedać za granicę

- Niestety w Polsce nie ma obecnie instytucji, do której można by oddać takie zwierzę - mówi dr Krzysztof Klimaszewski ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Dlatego, jego zdaniem, sugestie urzędników są co najmniej nietrafione. - Często w naszym kraju, szczególnie w dziedzinie ochrony przyrody, pojawiają się słuszne zapisy, które wydają się być bardzo potrzebne i dobre ideologicznie, jednak nie zawsze możliwe jest ich wykonanie, w taki sposób, jak to sobie ustawodawca wymyślił - dodaje.

Jedyne rozwiązanie, jakie w tej sytuacji podpowiadają eksperci to sprzedaż zwierzęcia za granicę, do kraju w którym jego hodowla nie jest zakazana. - Niestety teraz trzeba wziąć sprawy we własne ręce, bo to jest problem konkretnej osoby, która miała fanaberię, żeby kupić sobie takie groźne zwierzę - mówi dr Kruszewicz.

Pozwolenie na "mniej niebezpieczne"

Obok listy zwierząt "zakazanych", od 23 listopada obowiązuje też druga lista: zwierząt niebezpiecznych, na których posiadanie trzeba mieć zezwolenie regionalnej dyrekcji ochrony środowiska. Nie są one tak groźne, jak te zaliczane do pierwszej grupy, ale żeby je hodować trzeba spełnić określone wymogi.

Lista ta obejmuje ponad 300 gatunków. Znalazły się na niej oprócz długiego wykazu węży i skorpionów takie zwierzęta jak żyrafy, wilki, mrówkojad olbrzymi, czy ryś.

Zgodnie rozporządzeniem, na zdobycie odpowiedniego pozwolenia, właściciele mają rok.

Suczka zatrzymała ruch na autostradzie [ZDJĘCIA I WIDEO]>>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Więcej o: