Listy Nowej Prawicy. Dlaczego PKW nie odważyła się działać na korzyść obywatela?

Krótkie przypomnienie: PKW do 30 sierpnia zarejestrowała listy KW Nowej Prawicy w 19 okręgach wyborczych. Dopiero 6 września w 21 okręgu, co uniemożliwiło komitetowi rejestrację dalszych list bez konieczności zbierania wymaganych podpisów. Ostatnie wymagane dokumenty zostały przez Nową Prawicę złożone w terminie, ale faktyczna rejestracja dokonała się kilka dni po tym fakcie. Oznacza to, że w nadchodzących wyborach partia nie wystawi kandydatów w całym kraju. Korwin-Mikke to postać, z którą się nie identyfikuję. Większość jego poglądów jest utopijna, ale tu chodzi o co innego.
Zastanawia mnie, co kierowało urzędnikami Państwowej Komisji Wyborczej, którzy świadomie podjęli decyzję o zamknięciu drogi Nowej Prawicy do rejestracji kandydatów w całym kraju? Mając anachroniczne prawo przed oczyma, PKW podjęła decyzję, stawiając literę prawa nad jego duchem. Zamiast brać pod uwagę intencję, skupiono się na enigmatycznym zapisie, który pozbawił możliwości udziału pewnej grupy obywateli w podstawowym mechanizmie demokracji, jakim są wybory. Konstytucjonaliści, którzy wypowiadali się w Radiu TOKFM są zgodni, że decyzja PKW była legalna, to kodeks wyborczy jest niekonstytucyjny. Dlaczego w takim razie PKW nie odważyła się na interpretację z korzyścią dla obywatela?

Przypadek wyborów senatorskich na Alasce w 2010 roku powinien stać się wzorem, jak interpretować niejasne, mało precyzyjne prawo. Członkini Partii Republikańskiej - Lisa Murkowski - musiała wystartować samodzielnie i wykorzystując stanowe prawo poprosiła wyborców, aby ręcznie dopisywali ją na listach.

Marcouski, Marcovsky, Murkrowsky, Mirkowsky, Markovsky - m.in. takie nazwiska wpisywano na listę. Wyborcy mieli problemy z pisownią, ale nie z decyzją. Podobnie Komisje Wyborcze, które uwzględniły wszystkie karty, na których intencja głosującego nie budziła wątpliwości. Lisa Murkowski jest dziś senatorem Alaski wybranym przez dopisanie po raz pierwszy od ponad 50 lat.

Janusz Korwin-Mikke, nawet gdyby przyszedł do PKW na minutę przed północą, powinien dostać zielone światło na rejestrację dalszych list bez zebrania wymaganych podpisów. PKW argumentuje, że "to w gestii samego komitetu wyborczego pozostaje kwestia podejmowania czynności wyborczych w takim czasie, aby możliwe było spełnienie wymogów uprawniających do uzyskania określonego statusu prawnego". Można ironizować, prosząc członków PKW o udostępnienie w przyszłości statystyk, mówiących o tym, w jakim tempie urzędnicy sprawdzają i rejestrują listy wyborcze. Dopiero wówczas, na podstawie odpowiedniego wzoru matematycznego, będzie możliwe obliczenie kiedy, o której godzinie trzeba zgłosić się do Komisji, aby ze wszystkim zdążyć na czas. Żarty żartami, ale kodeks wyborczy trzeba znowelizować. 

Łukasz Grass, Zastępca Redaktor Naczelnej TOK FM, Szef Programów Informacyjnych Radia.

Zobacz także: Blog Łukasza Grassa