Po raporcie Millera. "Dziennikarze ulegają agresywnym"

- Na równych prawach stają enuncjacje profesjonalistów z komisji i żenujące banialuki wygłaszane przez rozgoryczoną wdowę - pisze Paweł Wimmer w Studio Opinii, komentując stan medialnej dyskusji o raporcie Millera. - Dziennikarze bezceremonialnie zagłuszają ludzi stonowanych, a ulegają tym, którzy szermują agresją i hucpą - alarmuje publicysta.
- Przez długi czas szacunek dla pamięci ofiar katastrofy samolotu i uczuć członków ich rodzin nie pozwalał dziennikarzom bardziej stanowczo reagować na oczywiste nonsensy wygłaszane bez zmrużenia oka przed kamerami i mikrofonami. Po kilkunastu miesiącach wypada jednak otrząsnąć się już z tego szantażu emocjonalnego i podejmować racjonalną polemikę - ogłosił na stronie Studio Opinii Paweł Wimmer, ekonomista, dziennikarz i esperantysta.

Po raporcie Millera: enuncjacje profesjonalistów vs żenujące banialuki wdowy

Jego uwagę przykuł brak hierarchii ważności poszczególnych informacji w wiadomościach polskich mediów po opublikowaniu raportu ws. katastrofy smoleńskiej. - Na równych prawach stają obok siebie enuncjacje profesjonalistów referujących wyniki wielomiesięcznych badań oraz żenujące banialuki wygłaszane przez rozgoryczoną wdowę po zmarłym pośle, użalającą się, że komisja nie przeprowadziła badań na okoliczność ewentualnego użycia bomby próżniowej. Można by ironicznie przy tym zauważyć, że komisja posunęła się w swoim braku profesjonalizmu jeszcze dalej, nie badając ewentualności użycia czarów, przelotu archanioła Gabriela czy napaści UFO - pisze na portalu Studio Opinii

Według autora "trudno też liczyć na zdrowy rozsądek publiczności", powołując się na wyniki badań opinii publicznej mówiących o tym, że połowa Polaków nie akceptuje ustaleń komisji Millera, a "co czwarty - jak pisze publicysta - wyżej stawia żałosne dyrdymały zaserwowane przez zespół Macierewicza".

Reporterzy zajmują się łapaniem polityków za guzik

Paweł Wimmer wypowiada na głos żal, który może odczuwać wielu telewidzów, czytelników i radiosłuchaczy: - Dziennikarze rozmawiający z osobami publicznymi, zwłaszcza politykami, bezceremonialnie zagłuszają ludzi spokojnych i stonowanych, kulturalnie wykładających swój punkt widzenia, a ulegają tym, którzy szermują agresją i hucpą - mówi publicysta. Na stronie Studio Opinii wyraża też oczekiwanie rzetelności i profesjonalizmu od poważnych mediów, by agresywne kłamstwo nie zagłuszyło prostej, choć często mało efektownej medialnie prawdy.

Wobec reporterów politycznych formułuje zarzut, że pokornie "przyjmują najbardziej żenujące klepy ich rozmówców, występując jedynie w roli uchwytu do mikrofonu" i że zawodowo zajmują się "łapaniem polityków za guzik gdzieś w sejmowym korytarzu czy na ulicy".

Doświadczony dziennikarz vs doświadczony rozmówca

- Boję się, że najbliższe dwa miesiące staną się repliką słynnych już rozmów Moniki Olejnik z Beatą Kempą w "Kropce nad i", w których ta ostatnia potrafiła całkowicie "obezwładnić" swoim monologiem doświadczoną dziennikarkę telewizyjną, nie odpowiadając przy tym na żadne ze stawianych jej pytań. Mówienie nie na temat, bezkarne omijanie kłopotliwych kwestii, jest zresztą powszechnie stosowaną taktyką polityków tego ugrupowania, z którą na ogół nie dają sobie rady telewizyjni żurnaliści.

Kliknij, by zobaczyć zdjęcia