Kanibalizacja mediów. "Polityka": Skąd się bierze news?

Czy news bierze się z podsłuchów, przekupstwa i szantażu? Nie w Polsce. My mamy problem odwrotny - mediów nie stać na samodzielne poszukiwanie źródeł. Skąd zatem pochodzą nasze codzienne informacje? - sytuację polskich dziennikarzy neswowych analizuje Juliusz Ćwieluch.
- Wiedza pracowicie gromadzona i po wielokroć sprawdzana, wychodzona (jak to się mówi w dziennikarskim żargonie) w sferach urzędniczych, politycznych, artystycznych, policyjnych, gdzie na zaufanie informatorów pracuje się latami, to raczej dziś chlubny wyjątek niż reguła. Bo po pierwsze, na taki rzemieślniczy mozół (czyli na opłacanie ryzyka, że dziennikarz traci czas) redakcje coraz częściej nie mają pieniędzy. Po drugie news, który nie jest newsem sensacyjnym, przyciągającym natychmiast wszystkie kamery i mikrofony, nie jest dziś żadnym newsem - czytamy w najnowszej "Polityce".

Kwity, przecieki i wiedza wychodzona

Tekst Juliusza Ćwielucha jest godny uwagi nie tylko dlatego, że bez ogródek przedstawia kulisy pracy dziennikarza newsowego. Pokazuje też branżowy język.

Według autora polskie media mają się źle, bo bardzo długo bazowały tylko na " zewnętrznych źródłach informacji " (materiałach na czyjś temat przyniesionych do redakcji), kwitach (materiałach na polityków pochodzących od zawistnych konkurentów lub wstrząśniętych obywateli) oraz przeciekach kontrolowanych (materiałach, do których dostęp mają tylko odpowiednie instytucje: policja, IPN, prokuratura etc.). Najtrudniej mają media działające 24 godz. na dobę. Jeśli nic się nie dzieje, media muszą grzać stare newsy lub szyć bokami .

Ponieważ redakcji brakuje pieniędzy na trzymanie dziennikarzy, którzy wiedzę umieją sobie wychodzić po instytucjach, zajmuje się newsami ogólnodostępnymi.

"Media się kanibalizują"

- Te kilka wiadomości, które uda się znaleźć danego dnia, siła rzeczy zaczynają żyć w zamkniętym obiegu. News wrzucony do jednego medium przetacza się przez wszystkie inne - od internetu, przez radiowe seriwsy, telewizyjne wiadomości, po poranne gazety i tygodniki. Albo na odwrót. Media zaczęły się wzajemnie kanibalizować, zbiorowo goniąc za tymi samymi bohaterami i wydarzeniami - pisze Ćwieluch.

O powszechności czerwonych telefonów

Autor analizy wskazuje też, że redakcje czasem sa gotowe zapłacić za news. Pierwszym medium, które oficjalnie się na to zdecydowało było Radio Zet, które uruchomiło w 1992 roku Czerwony Telefon. - Idea była taka, żeby w świecie bez internetu i ze szczątkową telefonią komórkową docierać do newsów najszybciej jak się da. Dziś większość mediów elektronicznych skopiowała ten pomysł pod różnymi nazwami. Ale oficjalnie o płaceniu już się nie mówi - czytam w analizie "Polityki".

Kliknij, by zobaczyć zdjęcia

Więcej o: