"Gastronomia jest tylko dla twardzieli. Własny biznes? Zastanów się 10 razy" [LIST DO REDAKCJI]

"Od 3 lat prowadzę własną działalność. Nie każdy miesiąc jest na plus, nie każda noc jest przespana. Gastronomia jest tylko dla twardzieli" - pisze Bartek, który własny biznes prowadzi od trzech lat. I na podstawie swojego doświadczenia wylicza, z jakimi problemami zmaga się branża.
Swoją historię w liście przesłanym do redakcji opisał Bartek, rocznik '86:

Z gastronomią jestem związany od 10 lat (...). Pracowałem w różnych miejscach i na różnych stanowiskach. Zacząłem jako pomoc w 5-cio gwiazdkowym hotelu; zmiany zwykle po 12, ale czasem i 36h, z przerwami na krótki sen w pracowniczej stołówce. Teraz wiem, że im więcej pracowników, tym większy braku szacunku dla drugiej osoby - w takich molochach wytwarzają się "kasty", które trzymają się razem. Nowozatrudnieni albo byli silni psychicznie, albo po kilku dniach sami rezygnowali - płacz w pracy nie był tolerowany. Jak ktoś się nie podobał "górze", to podkładano się mu "świnię", i to był koniec kariery w hotelu. Strasznie odczuwałem tam tzw. wyścig szczurów. Po ok. 30 miesiącach i 5 sekcjach kuchni zdecydowałem się opuścić to gastronomiczne korpo.

Najmilej wspominam pracę w Anglii, gdzie przyjąłem się do małej włoskiej sieciówki. Na 20 pracowników było tylko 3 rodowitych Anglików. Atmosfera była OK, a kierownicy restauracji umiejętnie motywowali pracowników. Żal było wracać.

Mając 24 lata otrzymałem propozycję objęcia funkcji menagera obiektu i szefa kuchni w nowo otwartym hotelu (świetnie wyposażonym) z trzema salami balowymi i miejscami noclegowymi na 150 osób - marzenie każdego, kto pracuje w gastronomii z powołania.

"Wróciłem do stolicy. Znalazłem pracę w ciągu 30 minut"

Właściciel udostępnił mi również dwupokojowe mieszkanie, które mieściło się w tym obiekcie. Byłem w siódmym niebie! Po 3 latach pracy 7 dni w tygodniu, telefonem, który dzwonił 24h/dobę (hotel), z wymazanym słowem "urlop" w słowniku, wizytami u psychologa, bo się żyć odechciewało, zrozumiałem, że nawet niezłe pieniądze nie zmuszą mnie do dalszego wypruwania flaków dla kogoś. Wróciłem do stolicy.

Znalazłem pracę w ciągu 30 min jako kucharz w renomowanej restauracji na Starym Mieście. Nikomu nie powiedziałem, kim byłem w poprzedniej pracy. Przychodziłem do restauracji, robiłem, co mi kazano i kończyłem zmianę - czysty relaks. Po kilku miesiącach zrozumiałem, że ludzie, którzy prowadzą własną gastronomię, ale wiedzą o niej tyle, co widzieli w TV, jest całkiem sporo. To jest powodem wszelakich zamieszań na linii pracownicy - szefostwo. Ludzie, którzy mają pieniądze i myślą, że fajnie jest założyć restaurację albo salę balową, a potem jakoś to będzie, popełniają wielki błąd. Myślą, że jak zatrudnią "menagera" za 2 tys./mies., albo kucharkę za 1,5 ty./mies., a do tego armię stażystów z Urzędu Pracy, to wszystko będzie hulać! Nie, nie będzie.

"Od 3 lat prowadzę własną działalność. Wziąłem kredyt na 1 mln zł..."

Obecnie od 3 lat prowadzę własną działalność. Uznałem, że skoro potrafiłem dla kogoś pracować jak wariat, to sam poprowadzę biznes równie dobrze. Wziąłem kredyt na 1 mln zł, kupiłem restaurację z domem weselnym. Mając jakiś bagaż doświadczeń uważam, że najważniejszą kolumną utrzymującą każdy biznes są pracownicy. Zatrudniam 10 osób. Staram się, aby ich wynagrodzenie było wysokie, aby praca sprawiała im nie tyle przyjemność, co satysfakcję, i pracuję równo z nimi.

Problemy zaczęły się kilka miesięcy temu. Na sezon letni zawsze dodatkowo przyjmuję kilka osób; w tym roku nie ma chętnych do pracy. Powód? Młodzież, gdy słyszy o pracy w weekendy, kręci nosem. Znalezienie młodej kelnerki też graniczy z cudem. Kobiety mające dzieci wolą siedzieć w domu, bo pieniądze z 500+ wpływają na konto, mąż gdzieś pracuje - starczy. Ostatnią rzeczą, o której chciałbym powiedzieć, jest sezonowość w gastronomii. Dobry lokal ma 8 miesięcy sezonu, a potem zęby w ścianę. Najtrudniej znaleźć pieniądze na utrzymanie stałej ekipy pracowników poza sezonem. Wtedy też trzeba kombinować, bo pracownicy to jedno, a tu jeszcze ZUS, prąd, ZAiKS itp. Po takiej zimie do połowy lata łata się dziurę budżetową restauracji.

Jeśli komuś się wydaje, że właściciel zarabia grubą kasę, to jest w błędzie - chyba, że wykorzystuje pracowników i oszukuje swoich gości, ale takie działania zawsze kończą się zamknięciem biznesu. Podsumowując, prowadzenie własnej działalności jest cholernie trudne - tym bardziej, gdy zatrudnia się ludzi. Każdy normalny pracodawca czuje się odpowiedzialny za swoich pracowników. Jeśli chcesz założyć swój własny biznes, zastanów się 10 razy, bo nie każdy miesiąc jest na plus. Nie każda noc jest przespana. Gastronomia jest tylko dla twardzieli.



Na Wasze listy czekamy pod adresem listydoredakcji@gazeta.pl.

Redakcja zastrzega sobie prawo do niepublikowania wszystkich listów.

Komentarze (122)
"Gastronomia jest tylko dla twardzieli. Własny biznes? Zastanów się 10 razy" [LIST DO REDAKCJI]
Zaloguj się
  • anjay0811

    Oceniono 26 razy 26

    Nie tylko gastronomia. Prowadze firme w innej branzy i tez lekko nie jest. A firme otworzylem bo nikt nie byl zainteresowany zatrudnieniem pracownika 50+. Nawet w tym liscie jest zdanie :znalezienie mlodej kelnerki graniczy z cudem

  • magwol2

    Oceniono 24 razy 20

    "Znalezienie młodej kelnerki też graniczy z cudem."

    Nie kompetentnej, odpowiedzialnej, uczciwej, pracowitej.

    Młodej.

  • medycynaradziecka

    Oceniono 12 razy 12

    Po 25 latach przekształceń własnościowych, po 25 latach lobbingów i mobbingów (tudzież bilingów), po 25 latach upraszczania (he he) prawa, walki z biurokracją... itp. sukcesach odtrąbianych w TVN24 i Gazecie Wyborczej... Okazuje się, że Polska gospodarka opiera się na neokolonialnych i neoniewolniczych układach prawnych i finansowych. I gdy zabraknie niewolników (bo przecież nie pracowników) to wszystko jebnie.
    Do tego doprowadziła doktryna szoku i niewidzialna ręka rynku.
    W Polsce istnieje wiele firm, które mogą działać pod warunkiem, że nie wypłacaja pensji tylko zasiłki w wysokości 400 euro i mniej.

  • Swaggy Pi

    Oceniono 11 razy 11

    Tak, bo w innych branżach prowadzenie działalności to bułka z masłem. Jak nie masz znajomości to tak samo jest trudno znaleźć łatwą i dobrze płatną robotę jak i uczciwie prowadzić działalność.

  • farmer_mendoza

    Oceniono 10 razy 10

    Traktowanie inwestycji w knajpę jako samograja to gruba naiwność. Właściciel, który sam nie pracował w gastronomii, nie ma pojęcia jak i gdzie wyciekają pieniądze.

  • paseo

    Oceniono 13 razy 9

    Wróciłem do stolicy.

    Znalazłem pracę w ciągu 30 min jako kucharz w renomowanej restauracji na Starym Mieście. Nikomu nie powiedziałem, kim byłem w poprzedniej pracy.....
    wzialem kredyt na milion zlotych....kupilem restauracje z domem weselnym.
    -------------------------------
    Ludzie,komu wciskacie te brednie ?????

  • korollaq

    Oceniono 8 razy 8

    Na południu Europy obsługują kelnerzy- mężczyźni w przeróżnym wieku, często cała rodzina właścicieli (kobiety gotują). U nas się utarło, że musi być młoda kelnerka, najlepiej bez niemal żadnych wymagań finansowych, dostanie napiwki za cierpliwe znoszenie upokorzeń. Młodzież ma się, proszę pana, uczyć, a matki niemowląt opiekować dziećmi. Niech pan poszuka doświadczonej i pracowitej osoby płci dowolnej i zapłaci.

  • aniawitkowska3

    Oceniono 17 razy 7

    "Znalezienie młodej kelnerki też graniczy z cudem. Kobiety mające dzieci wolą siedzieć w domu, bo pieniądze z 500+ wpływają na konto, mąż gdzieś pracuje - starczy."

    Kolego! To zatrudnij starsze kelnerki. Ale co, młodsze dadzą się wykiwać, popracują za mniej, niż starsze z doświadczeniem, hmm?
    I co ty możesz wiedzieć o kobietach które dostają 500 plus, kiedy program ledwo ruszył? Już wiesz, że właśnie te od 500 plus do ciebie do pracy nie przyjdą?
    Ogólnie list żenada, nie wiem, facet żali się czy chwali...?
    Nie wiem, czemu mają służyć tego typu wypociny.

  • kayll

    Oceniono 6 razy 6

    Składam serdeczne podziękowania autorom program Kuchenne Rewolucje - po tym programie jak zobaczyłem brud I niechlujność wielu lokali nigdy już nie chodzę do restauracji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX