Jedna zmiana w przepisach, która daje służbom potężną broń. Mogą ją wykorzystać przeciwko każdemu z nas

W czasie głośnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, Zbigniew Ziobro - trochę po cichu - zmienia polski wymiar sprawiedliwości. Niedawno w kodeksie postępowania karnego dokonano zmiany bardzo niepokojącej - od teraz sądy będą mogły dopuszczać w sprawach tzw. ?owoce zatrutego drzewa?, czyli nielegalnie zdobyte przeciwko oskarżonemu dowody.

Polub i bądź na bieżąco!

Pojęcie "owocu zatrutego drzewa" (w polskim kodeksie postępowania karnego art. 168a) wywodzi się z USA. Pierwszy raz tego sformułowania użyto w 1939 r., jednak już 20 lat wcześniej uznano, że sądy muszą odrzucać dowody zebrane w sposób nielegalny. Powiedział o tym sędzia, rozpatrujący sprawę Silverthorne Lumber Co. vs. U.S.

Oskarżonemu zarzucono unikanie płacenia podatków. Agenci federalni mieli potwierdzające to dokumenty - zdobyli je włamując się do pomieszczeń firmy. Sąd Najwyższy, mimo twardych dowodów, uniewinnił jednak oskarżonego mężczyznę - tłumaczył, że skoro obciążające dowody zdobyto niezgodnie z prawem, nie mogły zostać użyte w postępowaniu. Większość osób zapyta teraz: co w tym złego, że sąd skazałby oszusta? Przecież był winny.

Działania poza prawem

A teraz zastanówcie się, co myślicie o powiedzeniu "dajcie mi człowieka, paragraf się znajdzie"? Idealnie oddaje ono zagrożenia, jakie niesie za sobą ta zmiana przepisów.

Oskarżeni, przeciwko którym przedstawia się "owoce zatrutego drzewa", są niemal bezbronni. Policja i inne służby mogą użyć nagrania z nielegalnie założonego podsłuchu. Sąd zobaczy dokumenty zdobyte po przeszukaniu mieszkania bez wymaganego nakazu, a oskarżony może zostać skazany po nielegalnej prowokacji policyjnej.

Wszystkie nielegalne i nieetyczne działania służb, jeśli pomogą im w znalezieniu dowodu przeciwko oskarżonemu (a oskarżonym może być każdy), będą brane pod uwagę przy ocenie materiału dowodowego.

Dowód nie zostanie dopuszczony jedynie, gdy służby zdobyły go popełniając zabójstwo, bezprawnie kogoś więziły lub umyślnie doprowadziły do pogorszenia czyjegoś zdrowia. Wciąż jednak będą mogły złamać wiele przepisów, by zdobyć dowody. Zdarzało się to już wcześniej. Ale o tym za chwilę.

Uwaga na sąsiada!

O opinię w sprawie nowego przepisu poprosiliśmy byłego ministra sprawiedliwości (za rządów PO) Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Ćwiąkalski przyznał, że zmiana wprowadzona przez PiS, może zachęcać do łamania prawa. Ostrzegał, że teraz nie tylko służby będą nielegalnie zdobywać dowody, ale też nasi znajomi, sąsiedzi, czy współpracownicy. Jak?

Mogą np. wynieść z naszego mieszkania obciążające nas dokumenty i dostarczyć je policji lub prokuraturze. Później zostaną one wykorzystane przeciwko nam w sądzie. - Możliwe więc, że takich dowodów organy ścigania będą dostawać coraz więcej - przyznaje Ćwiąkalski.

- Pamiętajmy jednak, że pomimo iż "owoce zatrutego drzewa" mogą doprowadzić do czyjegoś skazania, przed sądem stanie również ten, kto nielegalnie je zdobył - przypomina były szef resortu sprawiedliwości.

Co z prowokacjami CBA?

Nielegalne prowokacje dobrze znamy z naszego podwórka, z całkiem niedawna.

W latach 2005-2007, za czasów rządów PiS, CBA przeprowadzało nielegalne prowokacje wycelowane w polityków i dziennikarzy - agenci, pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego, m.in. nakłaniali wybrane osoby do przyjęcia łapówek. Jednak ostatecznie sądy orzekające w tych sprawach stwierdzały, że działania CBA były nielegalne, a dowody zdobyte z naruszeniem prawa nie mogą zostać dopuszczone.

W 2007 r. "agent Tomek" (Tomasz Kaczmarek) z CBA nakłonił posłankę PO, Beatę Sawicką, do wzięcia łapówki. Przyjęła 100 tys. zł za to, że wpłynie na burmistrza Helu i doprowadzi do korzystnej sprzedaży atrakcyjnej działki nad morzem.W tym samym roku służby sfałszowały dokumenty w sprawie afery gruntowej w ministerstwie rolnictwa. Agenci, wręczając łapówkę dwóm pracownikom resortu, chcieli doprowadzić do odrolnienia działki na Mazowszu.

Sądy uznały jednak prowokacje za niezgodne z prawem - posłanka Sawicka została uniewinniona, a wyroki skazanych w pierwszej instancji pracowników ministerstwa rolnictwa uchylono. Natomiast szef CBA, Mariusz Kamiński, oraz jego współpracownicy zostali nieprawomocnie skazani za nadużycie prawa. Gdyby obecne przepisy, dopuszczające wykorzystanie "owoców zatrutego drzewa" obowiązywały teraz, wyroki mogłyby być inne.

Kamiński ułaskawiony, teraz kontroluje służby

W listopadzie 2015 r. Mariusz Kamiński oraz jego współpracownicy zostali ułaskawieni przez prezydenta Andrzeja Dudę przed wydaniem wyroku sądu apelacyjnego. Stało się to tuż po mianowaniu Kamińskiego na koordynatora ds. służb specjalnych. Oznacza to m.in., że to on kontroluje prowokacje prowadzone przez agentów.

Z kolei minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, po tym jak doprowadził do wykorzystania "owoców zatrutego drzewa", został prokuratorem generalnym. Teraz sprawuję kontrolę nad prokuratorami, którzy przed sądem mogą przedstawiać nielegalnie zdobyte dowody.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

.