Znów mamy "zimną Zośkę". Z czego wynika ochłodzenie pogody w połowie maja?

Ludowy przesąd głosi, że w połowie maja pogoda powinna być chłodna i deszczowa. Mówi się wtedy o tzw. "zimnej Zośce". Zjawisko to ma naukowe uzasadnienie.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Maj znów okazał się przewidywalny. Od kilku dni temperatura jest niższa niż na początku miesiąca. Ochłodzanie klimatu jest w tym czasie dość częste, stąd zjawisko to przeniknęło do ludowej tradycji. A ta nadała mu własne nazwy.

12 maja zaczyna się czas tzw. "zimnych ogrodników". Mianem tym określani są patroni poszczególnych mroźnych dni: św. Pankracy (12 maja), św. Serwacy (13 maja) oraz św. Bonifacy (14 maja).

15 maja przypada z kolei wspomnienie św. Zofii - stąd dzień ten zwany jest "zimną Zośką". Ludowa wieść niesie, że po tym krótkim okresie chłodów i ulew aż do jesieni nie pojawią się przymrozki.

Ostatni podmuch zimy

Dni te zdecydowanie nie sprzyjają uprawie roślin. Stąd jedno z ludowych przysłów głosi: "Pankracy, Serwacy, Bonifacy to źli na ogrody chłopacy". O zimnej Zośce krąży natomiast opinia, że "kłosy rozwija". W połowie maja na wsiach mawia się również, że " za świętą Zofiją pola w kłos wybiją".

W tym czasie nie tylko my zakładamy jednak na siebie grubsze ubrania. Mroźni patroni grasują nad całą środkową Europą. "Nawiedzają" zwłaszcza naszych sąsiadów - Niemców, Czechów i Słowaków. Chłodniejsze dni nie zawsze występują przy tym w połowie maja - można się ich spodziewać praktycznie przez cały miesiąc.

Nie ma mowy o przypadku

- To zjawisko jest obserwowane prawie co roku. Przeprowadzona kiedyś analiza danych z okresu 100 lat wykazała, że prawdopodobieństwo ochłodzenia pogody w maju wynosi 95 proc. - mówi Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

- Natomiast szansa, że ochłodzenie wystąpi między 10 a 17 maja, a więc w okresie obejmującym "zimnych ogrodników", wynosi jakieś 35 proc. - dodaje. Oznacza to, że prawdopodobieństwo spadku temperatury jest największe właśnie w tych konkretnych dniach. Druga, mniej prawdopodobna i nieco łagodniejsza fala chłodu może wystąpić między 20 a 26 maja.

Jak wyjaśnia klimatolog, przyczyną załamania pogody jest niż baryczny z rodziny niżów islandzkich. - Pod koniec kwietnia nad Skandynawią i Europą Wschodnią rozwija się cyklicznie obszar wysokiego ciśnienia atmosferycznego. W okolicach maja jest on wypierany przez niż baryczny, który ściąga chłodne powietrze z obszarów polarnych. Temperatura zaczyna wówczas spadać średnio o 10 stopni - mówi Michał Kowalewski.

Chłodniejsze dni wywołane niżem mogą pojawić się jeszcze w czerwcu i w lipcu. - Tzw. "zimna Zośka" to jednak ostatni okres, gdy temperatura może spaść poniżej zera - podkreśla klimatolog.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!