Gigantyczne różnice w szacunkach liczby uczestników marszu. Czy da się to zrobić dokładnie? Oto kilka metod

1. Dane dotyczące uczestników sobotniego marszu mocno się różnią
2. Policja mówi o 45 tys. w szczytowym momencie, ratusz - o 240 tys.
3. Podajemy różne metody szacowania, wymieniane przez ekspertów

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Ile osób wzięło udział w dzisiejszym marszu Obrońców Demokracji? Jak zwykle, różne instytucje podają znacznie odbiegające od siebie dane liczbowe, które wahają się w przedziale od 45 do nawet 240 tys. uczestników.

Skąd biorą się rozbieżności? Przede wszystkim z tego, że na marszach i demonstracjach - kiedy uczestnicy nie muszą się w jakiś sposób rejestrować, np. kupując bilet - uzyskanie dokładnych danych jest bardzo trudne, a kiedy w grę dodatkowo wchodzi polityczny spór, obie strony mają tendencję do przesadzania. Kiedy w 2013 roku w Kairze doszło do potężnych demonstracji antyrządowych, niektóre media mówiły o 30 milionach protestujących, inne - o 14.

Od 45 do aż... 240 tys. osób. Znowu kłopoty z policzeniem uczestników na marszu opozycji



Eksperci są zdania, że podanie dokładnych liczb w przypadku dużych demonstracji nie jest w zasadzie możliwe. Musimy opierać się na różnych - mniej lub bardziej zawodnych - metodach szacowania, które dają tylko przybliżone dane. Serwis Ijnet.com podaje jednak - powołując się na ekspertów - kilka najczęściej stosowanych i najdokładniejszych sposobów.

Metoda Herberta Jacobsa

Jedną z najbardziej podstawowych jest metoda Herberta Jacobsa, która pozwala oszacować liczbę uczestników manifestacji stacjonarnych. Jacobs w latach 60. miał okazję obserwować protesty studentów na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley przez okno swojego gabinetu. Przestrzeń zajmowaną przez tłum podzielił na kilka mniejszych sekcji, ustalił średnią liczbę osób w każdej, a następnie pomnożył przez łączną liczbę wszystkich sekcji.



Jak wynika z rozmowy TVN Warszawa z wiceprezydentem stolicy Jarosławem Jóźwiakiem, ratusz posługuje się podobną metodą. - Zakładamy, że jest ok. 3-4 osób na metr kwadratowy w zależności od wypełnienia terenu razy liczba metrów kwadratowych, które mamy z danych geodezyjnych. W przypadku osób, które się przemieszczają to jest 1-2 osoby w zależności od tłumu - wyjaśniał.

Dzisiejsze demonstracje z góry. Porównaj marsz KOD i narodowców na ZDJĘCIACH >>>



Rzecznik stołecznej policji wspomina o podobnej metodologii - funkcjonariusze przyjmują obecność dwóch osób na metr kwadratowy. Ale uwzględniają także inne "naniesienia czasowe: scenę, samochody, tereny wyłączone z użytkowania", stąd podawane przez nich dane mogą się różnić od tych z ratusza.

Mając dane dotyczące "gęstości" tłumu - czyli ile mniej więcej osób przypada na metr kwadratowy - oraz wiedząc, jaką powierzchnię zajmuje demonstracja, możemy spróbować sami określić, które z dostępnych szacunków są najtrafniejsze.

Zakładamy stacje kontrolne albo korzystamy z komputera

Innym sposobem szacowania jest zorganizowanie stacji kontrolnych. W metodzie "jednego punktu" lokalizujemy stację blisko środka pochodu i liczymy, ile osób przez niego przechodzi w określonym przedziale czasowym.

Dokładniejsze dane może nam dać ustawienie dwóch - odpowiednio od siebie oddalonych - stacji i pytanie losowo wybranych przechodniów, czy mijali już poprzednią. W ten sposób szacujemy, ile osób zliczyliśmy podwójnie.

Warto również wspomnieć o technologii analizy obrazu, która cały czas się rozwija i dostarcza coraz bardziej precyzyjnych danych. Istnieje obecnie wiele programów komputerowych do szacowania m.in. na podstawie zdjęć satelitarnych, lotniczych czy nagrań wideo.

A jeśli sami dysponujemy takimi fotografiami - najlepiej w wysokiej rozdzielczości, żeby mieć możliwość liczenia głów - możemy pokusić się o samodzielną analizę. W tym celu rysujemy na zdjęciach siatkę, która podzieli obszar na mniejsze sekcje - dalej wystarczy już tylko skorzystać z metody Herberta Jacobsa. Dużym minusem jest fakt, że teren prawie zawsze jest zróżnicowany, a ludzie mogą być ukryci pomiędzy drzewami, budynkami czy po prostu w cieniu. Tym samym nasze szacunki i tak nie będą zbyt dokładne.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!