Janda odpowiada Glińskiemu: Nie ma Pan zielonego pojęcia, jak działają "moje prywatne teatry"

W środę minister kultury zasugerował, że teatry Krystyny Jandy jako "prywatne" być może nie zasługują na dotację. Dziś aktorka odpowiada: "To nie są MOJE PRYWATNE TEATRY". I tłumaczy, jak działają.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Fundacja Krystyny Jandy ubiegała się o 1,5 mln złotych dotacji na Och-Teatr i Teatr Polonia. Początkowo ministerstwo kultury w ogóle odmówił przyznania pieniędzy aktorce - oficjalnie zadecydowała o tym "zbyt niska punktacja" złożonych wniosków i błędy w jednym z dokumentów. Ostatecznie, po odwołaniu się od decyzji, resort przyznał Jandzie 150 tys. zł.

Efekt? Jej teatry pokażą w przyszłym roku 5 zamiast 10 premier. Nie będzie też darmowych wakacyjnych spektakli na pl. Konstytucji w Warszawie - pisała "Gazeta Wyborcza". - Założyłam fundację, licząc, że państwo będzie moim partnerem. I rzeczywiście przez kilka lat było. Minimalnie w stosunku do naszej działalności, ale jednak. W tej chwili nie jest - mówiła w rozmowie z "GW". Aktorka we wcześniejszych wywiadach nie kryła też, że według niej zmniejszenie dotacji jest pokłosiem jej zaangażowania politycznego i krytycznych wypowiedzi pod adresem PiS.

Gliński: Nie jestem przekonany, czy system...

W środę do wywiadu z Jandą w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" odniósł się Piotr Gliński. - Nie oceniam na ogół poziomu artystycznego teatrów - choć teatr pani Jandy ma uznaną renomę. Natomiast nie jestem przekonany, czy system, w którym ktoś zakłada prywatny teatr i opiera go w dużej mierze na środkach publicznych, jest systemem właściwym - a jeśli tak, to w takim razie i inne prywatne instytucje powinny mieć równy dostęp do środków publicznych - przekonywał minister kultury.

Wicepremier tłumaczył też, że budżet resortu jest ograniczony - wnioski o dotację opiewały na kwotę 2,5 mld złotych, a ministerstwo mogło wydać na ten cel tylko 275 mln zł. Jak dodał, przyznawaniem środków zajmowało się szereg komisji, a jego uprawnienia przy podejmowaniu tych decyzji były ograniczone.

Gliński zaznaczył jednak, że założeniem nowego rządu było także "docenienie środowisk, które nie były zauważane przez ostatnie 8 lat i były traktowane - mówiąc delikatnie - bardzo niesprawiedliwie, co odbijało się na statusie materialnym wielu twórców, a także stanowiło wielką szkodę dla polskiej kultury".

Janda: To nie są "moje prywatne teatry"

Na reakcję Jandy nie trzeba było długo czekać. "Zwracam się do Pana publicznie, ponieważ wywiad, jakiego Pan udzielił na temat MOJEGO teatru, jak Pan to nazywa, był publiczny, a jak z niego wynika, nie ma Pan zielonego pojęcia, jak działają "MOJE PRYWATNE TEATRY"" - pisze.

Aktorka tłumaczy, że w sensie formalnym teatry należą do jej Fundacji i państwa. "Czyli - zysków nie biorę do kieszeni (przepraszam za ten zwrot, ale nie wiem jak to mogę wyraźniej nazwać, żeby wytłumaczyć) WSZYSTKIE ZAROBIONE PIENIĄDZE IDĄ NA CELE STATUTOWE! (produkcje spektakli, remonty, zakup sprzętu, koszty stałe)" - czytamy.

Janda podkreśla też, że dotychczasowa pomoc ze strony państwa przez 11 lat działalności Fundacji nie przekroczyła 10% budżetu. "Gdybym dziś podjęła decyzję o jej zamknięciu, według prawa muszę przekazać cały jej majątek innej fundacji o podobnych celach statutowych lub teatrowi państwowemu, natomiast wszystkie zobowiązania opłacić z własnych, PRYWATNYCH pieniędzy. I w tym sensie jest to MOJA FUNDACJA i MOJE PRYWATNE TEATRY. Są PRYWATNE tylko jeśli chodzi o ryzyko i zobowiązania. Takiej odpowiedzialności i ryzyka nie ponosi żaden z dyrektorów państwowych instytucji kultury" - kończy.





Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: