Pracownik Dudy widział wypadek na A4. I szczegółowo opisał go na swoim blogu

1. Marcin Kędryna jechał w konwoju prezydenta, kiedy doszło do wypadku
2. Na swoim blogu zdał szczegółową relację z wydarzenia
3. Kędryna: Akcja BOR-u szybka, a limuzyna bezpieczna dla VIP-a

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

"Jechaliśmy w kolumnie A4 na wschód. Między naszym Sharanem a prezydenckim BMW jechało jedno BOR-owskie audi. Na kolanach miałem komputer" - tak relację z wypadku prezydenckiej limuzyny rozpoczyna na swoim blogu Marcin Kędryna, specjalista od mediów społecznościowych Andrzeja Dudy.

Pracownik Kancelarii towarzyszył prezydentowi w trakcie feralnej jazdy trasą A4. Jechał w konwoju w bliskiej odległości limuzyny BMW. Jego opowieść jest udramatyzowana, ale również pełna szczegółów dotyczących wypadku.

"Samochód zrobiony tak, by VIP przeżył"

Kędryna napisał, że kierowca, z którym jechał w konwoju, tuż za Wrocławiem zasygnalizował mu, że z samochodem prezydenta coś się dzieje. "Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że z beemki lecą kawałki gumy" - relacjonuje. Według opisu, samochód zaczęło mocno ściągać na prawą stronę jezdni, ale kierowca starał się trzymać w pewnej odległości od pobocza i nie "zjeżdżać na trawę". Kiedy opona całkowicie się rozleciała, auto wyleciało z drogi i tyłem wpadło do płytkiego rowu.

Akcja BOR-u, która nastąpiła potem, była zdaniem świadka wypadku ekspresowa. "Nim zdążyłem się ogarnąć i wysiadłem, wkoło beemki byli już BOR-owcy (...) Podjeżdża X5 [BMW - przyp. red.]. PAD wsiada. Nie wiem, czy staliśmy dwie minuty" - czytamy w jego relacji.

Niedługo później konwój zjechał na stację benzynową. Z relacji Kędryny wynika, że prezydent Duda był wtedy w dobrym nastroju, nawet żartował ze współpracownikami: "PAD w automacie robi sobie kawę. Rzuca jakimś żartem o sensowności jeżdżenia w pasach".

Kędryna wspomina również o tym, że samochód BMW 760 High Security jest wyjątkowo bezpieczny. I, powołując się na własne "motoryzacyjne doświadczenia", stwierdza, że kierowca prezydenta nie popełnił żadnego błędu. "Każdy z nich mógł być śmiertelny. Dla innych ludzi na drodze. Może niekoniecznie dla Prezydenta, bo ten samochód zrobiony jest tak, by VIP przeżył" - napisał bloger. To jednak nie zmienia jego zdaniem faktu, że opony w takich samochodach "nie powinny wybuchać".

Wypadek bada prokuratura

Przypomnijmy: w czasie piątkowego przejazdu prezydenckiej kolumny autostradą A4 w okolicach Lewina Brzeskiego w samochodzie prezydenta uszkodzeniu uległa opona. Auto, którym jechał, wpadło w poślizg i zsunęło się do rowu. Prezydentowi ani żadnej z towarzyszących mu osób nic się nie stało. BOR we współpracy z policją ustala przyczyny zdarzenia.

Okoliczności incydentu z udziałem prezydenckiej limuzyny bada prokuratura.



Pod naszymi tekstami o wypadku prezydenta pojawiały się komentarze naruszające jego dobre imię. Z tego względu zdecydowaliśmy, że wyłączymy możliwość komentowania pod niektórymi tekstami.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: