Seria wpadek Petru. Lider .Nowoczesnej nie znał odpowiedzi na bardzo proste pytania [3 CYTATY]

To nie jest dobry czas dla Ryszarda Petru. Lider .Nowoczesnej w ciągu zaledwie trzech dni aż trzy razy został przyłapany na niewiedzy dotyczącej działań własnego ugrupowania lub nieznajomości nazwisk.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Nie zna szczegółów ustaw .Nowoczesnej


Zaczęło się od korytarzowej rozmowy z reporterką TVN24, która liderowi .Nowoczesnej zadała banalne - jak mogłoby się wydawać - pytanie: "Jaką większością głosów - zwykłą czy kwalifikowaną - w projekcie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, autorstwa .Nowoczesnej, mieliby być wybierani sędziowie?".

Zadanie wyjaśnienia szczegółów własnego projektu przerosło jednak lidera partii opozycyjnej. Na szczęście z pomocą przyszła partyjna koleżanka Kamila Gasiuk-Pihowicz. "Ile mamy w tej ustawie?", dopytywał desperacko Petru.



Nie wie, ile ustaw złożyła jego partia

Kolejna ciężka przeprawa czekała Petru w porannym studiu TVP Info. Po krótkiej dyskusji na temat apelu o powołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego przewodniczący .Nowoczesnej został zapytany o to, czy realizowane są obietnice jego ugrupowania o aktywności legislacyjnej w Sejmie.

- Złożyliśmy około dziesięciu ustaw - stwierdził Petru. Jak jednak wyliczyła prowadząca rozmowę Kamila Biedrzycka-Osica, w lasce marszałkowskiej bez nadania druku znajduje się obecnie tylko pięć projektów. "A to nie wiem, ale wczoraj zostało zgłoszonych kilka propozycji", bronił się polityk. "Ale już razem z tymi jest pięć", podsumowała dziennikarka.

Przekręca nazwiska

W tej samej rozmowie Petru zdradził, że wielokrotnie zwracał się z prośbą do prezydenta Andrzeja Dudy o spotkanie. Chodziło zwłaszcza o ujawnienie, jakie nowe fakty ws. wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku zadecydowały o powołaniu nowej komisji smoleńskiej. Ale nie tylko.

- Już kilka pism do prezydenta napisałem. Był apel o to, żeby się z nami spotkał w sprawie przyjęcia ślubowania sędziów TK, potem miałem pewien pomysł na rozwiązanie kryzysu w Trybunale. Za każdym razem była wymijająca odmowa - stwierdził.

Później pewność siebie Petru znacznie zmalała, a to za sprawą nie pierwszego już przypadku przekręcenia czyjegoś nazwiska.

- W związku z czym, albo jest spotkanie z panią Sadowską, czyli z ministrem w Kancelarii Prezydenta RP... - kontynuował Petru. W tym momencie przerwała mu dziennikarka, poprawiając: Sadurską. Na sugestię dziennikarki, że "znowu naraża się na komentarze za przekręcanie nazwisk" Petru odpowiedział wymijająco: - Nie przekręcam, ale nazwisko angielskiego premiera brzmi [Dejwid Kamerun], a na Donalda Tuska na początku mówiono [Task].

Odniesienie do wymowy nazwiska premiera Davida Camerona miało być zapewne prztyczkiem dla Jarosława Kaczyńskiego. Wątpliwe jednak, by w tej konkretnej sytuacji tego typu personalne wędrówki pomagały liderowi .Nowoczesnej.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!