Erdogan otwarcie szantażuje UE. Oto, co powiedział Tuskowi i Junckerowi

Unia będzie "skonfrontowana nie z jednym martwym dzieckiem na plaży, ale z dziesięcioma, a nawet piętnastoma tysiącami" - miał powiedzieć Recep Erdogan Donaldowi Tuskowi i Jean-Claude Junckerowi. Ze spotkania wyciekły dokumenty, pokazujące, jak turecki prezydent szantażował unijnych liderów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Zaczęło się całkiem przyjacielsko - prezydent Turcji Recep Erdogan, szef Rady Europejskiej Donald Tusk i szef Komisji Europejkiej Jean-Claude Juncker spotkali się na kolejnej rundzie rozmów UE-Turcja. Rozmowy mają wypracować sposób pomocy dla Turcji, by ta mogła radzić sobie ze skutkami kryzysu imigracyjnego. A potem poszło o pieniądze.

Ze spotkania wyciekł zapis rozmowy. Czy raczej ostrej kłótni. W pewnym momencie Donald Tusk stwierdził, że "rozmowy były o 3 miliardach euro dla Turcji rozłożonych na 2 lata", a premier Davutoglu chce 3 miliardów rocznie przez 2 lata.

W tym momencie obecny przy rozmowie turecki minister spraw zagranicznych wyciągnął wewnętrzny dokument UE, w którym stało jasno: 3 mld rocznie. Erdogan zapytał wprost: 3 czy 6 miliardów? Juncker odparł: 3.

Erdogan atakuje: Możemy wsadzić ich w busy i otworzyć granicę

Rozwścieczony słabszą, niż się spodziewał, ofertą Europy, Erdogan stwierdził, że Turcja w sumie nie potrzebuje unijnych pieniędzy. I wprost zagroził, że może zalać Europę imigrantami, jeżeli nie zaoferują mu lepszych warunków umowy.

- Możemy otworzyć bramy do Grecji i Bułgarii w każdej chwili i wsadzić uchodźców w autokary. Jeśli mówicie: 3 miliardy, nie ma sensu dalej rozmawiać - skwitował ostro. Później pyta Tuska, "co Europa zrobi, jeśli nie będzie umowy", i dodaje, że UE zostanie skonfrontowana nie z jednym martwym dzieckiem na plaży, ale z dziesięcioma, a nawet piętnastoma tysiącami.



Oto te dokumenty:



Dziś Erdogan potwierdził autentyczność tych zapisów - podaje turecki dziennik "Zaman".

W dalszej części dyskusji Erdogan coraz ostrzej atakuje UE, wyrzuca Unii, że tak naprawdę nie chce przyjąć Turcji do Europy.

- W przeszłości zatrzymywaliśmy ludzi u bram Europy, w Edirne (miasto blisko granicy z Bułgarią, w europejskiej części Turcji) zatrzymywaliśmy ich autobusy - mówił dziś turecki prezydent.



Turecki problem z uchodźcami

Niemal cały impet napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu przejmuje na siebie Turcja. Dopiero potem setki tysięcy osób idą dalej - do Europy. Przez całą Turcję. A Unia nie ustaje w wysiłkach, by Ankara uszczelniła granice - tak, by uchodźcy pozostali w Turcji.

Jak podaje biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców, w 2015 r. w Turcji liczba uchodźców miała sięgnąć 1,9 miliona, z czego aż 1,7 to Syryjczycy. Zatem, podczas gdy Europa boryka się z problemami, przyjąwszy około miliona uciekinierów przed wojną i imigrantów ekonomicznych, jeden kraj - Turcja - ma ich prawie dwa razy więcej. Turecki budżet to dużo kosztuje.

Erdogan: Będę cierpliwy do pewnego momentu

Prezydent Turcji w dalszej części swojego wystąpienia mówił, że będzie cierpliwy "do pewnego momentu". A potem zrobi "to, co konieczne". Nie wiadomo, czy poprzez "konieczne" miał na myśli akurat zapowiedziane Tuskowi i Junckerowi otwarcie granic, czy też bardziej zdecydowane działania w samej Syrii.

Jak podkreślił, trzeba "znaleźć sposób zatrzymania Syryjczyków w ich własnym kraju. Dodał, że kryzys syryjski nie może być zażegnany "bez strefy zakazu lotów" i stref bezpieczeństwa w samej Syrii. Wskazał też, że liczba uchodźców może jeszcze wzrosnąć d0 600 000, jeśli naloty [przeprowadzane zarówno przez państwa zachodnie, jak i przez Rosję] nie ustaną.

Wrogiem Erdogana jest jednak przede wszystkim Rosja - niedawno rosyjski samolot myśliwsko-bombowy Su-34 kolejny raz naruszył tureckie granice. Poprzednim razem Turcy zestrzelili rosyjską maszynę. Prezydent Turcji oświadczył też, że Rosja musi zostać pociągnięta do odpowiedzialności za zabitych Syryjczyków. Jak uznał, Moskwa i Damaszek są łacznie odpowiedzialne za ok. 400 tys. zabitych.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: