Waszczykowski: Na niemieckich żartach się nie znam, ale... [NAJLEPSZE CYTATY]

Szef MSZ Witold Waszczykowski był gościem "Faktów po Faktach". Mówił m.in. o tym, że rząd weźmie pod uwagę opinię Komisji Weneckiej, ale podkreślił, że "nic nie robi się w ciągu nocy". Nocne posiedzenia Sejmu tłumaczył natomiast presją opozycji i mediów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Przedstawiciele Komisji Weneckiej uważają, ze sprawa powinna zostać wyjaśniona poprzez rozmowy polityczne i nie wymagałaby takiej ingerencji. Natomiast rozpętano histerię nie tylko w Polsce, ale też w Europie, pod hasłem "przyjedzie Komisja Wenecka, ukaże Was i każe unieważnić wybory". Takie było nastawienie części mediów i części polityków - mówił Witold Waszczykowski w TVN24.

Jednocześnie stwierdził, że delegaci byli "zakłopotani sytuacją w Polsce". - Wskazywali jednoznacznie, że jest to problem, który powinien zostać rozwiązany politycznie poprzez docieranie się. Byli zagubieni, gdy słuchali tych wystąpień - dodał.



Wyjaśnił, że dzisiejsze problemy Polski wynikają z "nieporozumienia się pewnych instytucji" i "nie było potrzeby uruchamiać Europy". Prowadząca rozmowę Anita Werner zwróciła uwagę, że to właśnie Waszczykowski zaprosił przedstawicieli Komisji. - Gdybyśmy my nie uruchomili, Komisja byłaby nam nasłana przez inne instytucje europejskie. Wtedy nie mielibyśmy możliwości panowania nad tym procesem - tłumaczył.



Prowadząca pytała, czy rząd będzie wdrażał zalecenia Komisji Weneckiej. - Rząd na pewno weźmie opinię Komisji pod uwagę, natomiast nic nie robi się z dnia na dzień, w ciągu nocy - mówił Waszczykowski. A co z nocnymi obradami Sejmu? - To robiliśmy w wyniku presji, że rząd nie wprowadza reform, które zapowiedział w kampanii. I tak jesteśmy znowu oskarżeni, że to znowu jest za szybko. Wolałbym, żebyście się państwo zdecydowali, co jest do zarzucenia rządowi - stwierdził.



Szef MSZ pytany o możliwość zamachu w Smoleńsku odpadł, że "musi to brać pod uwagę". - W ciągu kilku lat pracy zespołu smoleńskiego wielu fachowców wskazywało na takie rozwiązanie. Ja nie jestem ekspertem, ale jeśli kilkudziesięciu [ekspertów - red.] mówi, że tak mogło być, to ja muszę to odnotować, muszę to przyjąć do wiadomości - mówił.

Wyjaśnił też, że Rosjanie oddaliby wrak, gdyby "mieli czyste sumienie". Jednocześnie stwierdził, że wrak został w dużej mierze "rozkradziony". - Proszę porozmawiać w Polsce z osobami nawet ze swojego środowiska, które potwierdzą, że mają kawałek wraku na pamiątkę. Tam były całe pielgrzymki z Polski. Ten wrak jest nie do odtworzenia - przekonywał dziennikarkę.



W rozmowie poruszono także temat karnawałowej parady w Duesseldorfie, w której biorą udział prześmiewcze figury, m.in. polityków. Jednym z nich był Jarosław Kaczyński, który - przebrany za dyktatora - trzymał pod butem figurę Polski. Szef MSZ wystosował w tej sprawie list do swoich niemieckich odpowiedników.

- Gdyby narodowcy 11 listopada urządzili sobie taki piknik na temat Niemców, to co by państwo powiedzieli w tej telewizji? - pytał Waszczykowski. Dodał, że "spirala może ruszyć". - Zaczną się okładki w czasopismach. Kibice pojadą z transparentami (...) Jeśli będzie pozwolenie na tego rodzaju wzajemne szydzenie, to może dojść do incydentów - podsumował.



Waszczykowski zapowiedział, że podczas spotkania z szefem MSZ Niemiec Frankiem Walterem Steinmeierem spyta: "Frank, po co nam to? Zatrzymajmy to!". - A jak Frank powie "nie znasz się na żartach"? - dopytywała Werner. - Na niemieckich żartach się nie znam, ale problem polega na tym, że zaczną się polskie żarty i tego procesu nie zatrzymamy - skwitował polityk.



Warto przeczytać: satyryczny przewodnik po naszej nowej rzeczywistości "Nowa Polska" >>



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: