"Newsweek" ma nagrania Schetyny. Oto plan na powrót do władzy i dowód: to w niego wierzy PO

?Newsweek? dotarł do nagrania z zamkniętego spotkania Grzegorza Schetyny z członkami warszawskiej Platformy. Kandydat na szefa partii zadeklarował, że PO może wyprowadzić na ulicę milion osób.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Według relacji "Newsweeka" na spotkaniu z warszawskimi działaczami Schetyna wystąpił jako kandydat na szefa partii. Miało to miejsce kilka dni po demonstracjach KOD-u przeciwko ustawie o Trybunale Konstytucyjnym.

Komentując te protesty Schetyna mówi: - Jeżeli zrobić następną taką rzecz, to musi być nie na pięćdziesiąt tylko na dwieście tysięcy (ludzi - red). Nikt tego nie zrobi, jeśli my tego nie zorganizujemy. I to zrobimy. Trzeba być gotowym, że będzie 500 tys. ludzi. Przywieziemy z kraju milion, jak będzie trzeba. Trzeba być gotowym na wszystko, nawet na takie twarde warianty.

To właśnie ulica i Europa mają być miejscami działań Platformy jako opozycji. - Byłem w zeszłym tygodniu w Brukseli, rozmawiałem tam z politykami, oni są kompletnie zszokowani - wyjaśnia Schetyna.

Grzegorz, musisz?

Działacze na spotkaniu to zdecydowanie stronnicy Grzegorza Schetyny. Były marszałek bryluje wśród kolegów, rzuca żarty i ironiczne komentarze. Sala co i rusz wybucha śmiechem. Jeden z działaczy wygłasza nawet krótką laudację. - Pan marszałek to świetny organizator, jedyny człowiek w tej chwili, który może stanąć naprzeciw buldoga z bejsbolem, jakim jest Kaczor. Panie przewodniczący, my chcemy zdecydowania, niech strzeli pana w tej duszy to, co w panu siedzi (...) Panie marszałku, oczekujemy zdecydowania! - apeluje.

Śmiertelne błędy

Schetyna na nagraniu mówi też o "śmiertelnych błędach" Platformy. Tymi słowami określa sytuację, do której doszło podczas sejmowej debaty nad ustawą o Trybunale Konstytucyjny. Posłowie PO wyszli wówczas z sali plenarnej. - Więcej tego błędu nie popełnimy. A jak już wychodzimy, to wszyscy. A nie kogoś zostawiamy, bo to jest już kompletnie absurdalne. Jeszcze robimy konferencję na schodach. I jeszcze nie byliśmy w stanie wytłumaczyć, dlaczego wychodzimy - mówi Schetyna i dodaje: - Piszczeliśmy, żeby nas dopuścić do głosu. Nie dostaliśmy głosu, więc poszliśmy wszyscy i stanęliśmy na schodach.

Kolejnym "śmiertelnym błędem" było to, że nie powołano komisji śledczej do spraw SKOK. "Wszystko było na stole" - stwierdza były szef MSZ. Co dalej? Przegrane "trochę na własne życzenie" wybory prezydenckie i to, że nie postawiono przed Trybunałem Stanu Zbigniewa Ziobry. "I to, co nas dobiło, to to, że nie postawiliśmy Ziobry przed TS. To było na końcu. To był gwóźdź do trumny! - podsumowuje Schetyna, a ktoś z sali dopowiada: - Ziobro do trumny!

"Petru niesiony mediami"

Były marszałek wspomina również o Ryszardzie Petru, który kreuje się na lidera całej opozycji. - On jest niesiony mediami centralnymi. Wszyscy są zachwyceni. Świeżość, wspaniały polityk - ironizował Schetyna. - Gdyby ktoś z nas (...) powiedział do jakiegokolwiek posła, żeby się przestał walić w łeb, to by nas rozgnietli. Nie byłoby nas. A tutaj słyszymy, że to takie świetne, dowcipne, nowa jakość, prawdziwy lider się urodził - dodaje.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!