Dziewięcioro studentów wybrało się na narty, żaden nie wrócił żywy - tajemnicza tragedia na Uralu

Tajemnicza śmierć grupy studentów do dziś zastanawia świat. Co strasznego wydarzyło się na przełęczy Diatłowa?

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Było ich dziewięcioro, wszyscy młodzi i zdrowi. Wysportowani. Narciarstwo uprawiali od lat i doskonale wiedzieli, jak zachowywać się na wyprawie. To miała być odskocznia od obowiązków i uczelni. Miesiąc później znaleziono ciała - zagadka ich śmierci do dziś czeka na całkowite wyjaśnienie.

Sześć ciał na Martwej Górze

Przełęcz Diatłowa bierze swoją nazwę od Igora Diatłowa, jednej z ofiar i pomysłodawcy feralnej wyprawy. W lutym 1959 roku Diatłow i pozostali członkowie grupy - dwie dziewczyny i sześciu chłopaków - zamierzali zdobyć górę Ortoten w północnym Uralu.

Niewiele wiadomo na pewno o tym, co stało się na przełęczy. Zespół ratunkowy wysłano parę dni po terminie, w którym Diatłow miał przesłać telegram o sukcesie wyprawy. Studenci obóz rozbili na zboczu Chołatczachl. W języku zamieszkujących ten region Mansów "chołatczachl" znaczy "martwa góra". Sześć ciał odnaleziono prawie dwa kilometry od obozu, kolejne trzy nieco dalej - na dnie płytkiego wąwozu.



Oficjalny raport jako przyczynę śmierci "diatłowowców" podaje "nieznany żywioł, któremu nie byli się w stanie przeciwstawić". Część uczestników wycieczki zmarła z powodu hipotermii, a część - z powodu obrażeń odniesionych w nieznanych okolicznościach. W tej historii pojawia się wiele znaków zapytania.

Ślady czegoś przerażającego

Wypadki w górach nie są niczym rzadkim, ale tragedia na przełęczy Diatłowa wyróżnia się spośród innych. Pierwszym uderzającym faktem jest w niej to, że ciała członków ekspedycji odnaleziono częściowo rozebrane. Niektórzy mieli na sobie fragmenty ubrań zdarte z ciał innych. Namioty, w których obozowali, zostały rozcięte od środka, jakby próbowano wydostać się z nich w panice.

Ofiary odniosły różnego rodzaju obrażenia: pęknięcie czaszki, złamania kości klatki piersiowej. Jedna z dziewczyn nie miała języka. W śniegu znaleziono tylko ślady dziewięciu par stóp, więc śledczy wykluczyli udział osób trzecich.

Wszyscy uczestnicy wyprawy byli doświadczeni i mieli ze sobą odpowiednie wyposażenie. Jednak pozostawili za sobą wszystko, także rzeczy, które mogłyby uratować im życie.

Najbardziej dziwi jednak to, że odzież uczestników była napromieniowana. Dawka nie była śmiertelna, ale na tyle duża, że wykraczała poza normy spotykane w zwykłych okolicznościach.

Wiele hipotez

Do dziś nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się na przełęczy. Na cztery kolejne lata dostęp do przełęczy został zamknięty, przynajmniej dla cywili.

Zagadką przełęczy zajął się magazyn International Science Times. Zdaniem autora artykułu najbardziej prawdopodobna jest hipoteza lawiny. Według raportu, siła która spowodowała obrażenia na ciałach części uczestników wyprawy była porównywalna z "uderzeniem auta" - a w przyrodzie odpowiednikiem takiej siły mogłaby być rozpędzona masa śniegu.

International Science Times wskazuje też na wyjaśnienia dla pozostałych tropów - język jednej z narciarek mógł zostać zjedzony przez dzikie zwierzęta, zaś to, że członkowie ekspedycji byli częściowo rozebrani mogło być skutkiem medycznego zjawiska, które zdarza się przy hipotermii.

Cześć mózgu, podwzgórze, wystawione na działanie chłodu, zaczyna "wariować". Chory sądzi, że temperatura jest dużo wyższa niż w rzeczywistości. W takiej sytuacji, aby się ochłodzić, zaczyna zdejmować z siebie ubrania.

Brzmi dość przekonująco. Inne hipotezy są dużo dziwniejsze: według jednej "diatłowowcy" uciekali przed zbiegłymi więźniami gułagu lub zostali zaatakowani przez Mansów.

Według innej zostali zamordowani przez KGB, bo wiedzieli za dużo. Niektórzy powtarzają mity, że w śmierć studentów zamieszane były tajemnicze siły - yeti, UFO bądź legendarna Złota Baba, postać z podań ludów Uralu.

Tragedia ta wciąż budzi ogromne zainteresowanie. Od lat 90 na jej temat incydentu powstał szereg książek reporterskich i filmów dokumentalnych, powieści i filmów fabularnych, a nawet gra komputerowa, stworzona przez polską firmę. Nadal jednak nie wiemy, co wydarzyło się na prawdę.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Skomentuj:
Dziewięcioro studentów wybrało się na narty, żaden nie wrócił żywy - tajemnicza tragedia na Uralu
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX