Tajemnicze statki u wybrzeży Japonii. Skąd się wzięły i co zabiło ich załogi? Pewne tropy prowadzą do Korei Płn.

Nie wiadomo, skąd przypłynęły. Nie wiadomo, dlaczego właśnie teraz. Nie wiadomo, co zabiło ich załogi. To, co wiadomo na pewno, to to, że od kilku tygodni u wybrzeży Japonii znajdowane są kolejne tajemnicze statki z martwymi osobami. Skąd się wzięły? Hipotez jest wiele, ale jedna z nich szczególnie interesująca.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Oto "Flota duchów":



"Flota duchów"

Pierwsze cztery jednostki Morze Japońskie wyrzuciło na brzeg na początku listopada - pisze "Daily Mail". Kolejnych siedem - w ciągu ostatnich 4 tygodni.

Na ostatniej jak dotąd jednostce - odkrytej ok. 400 km na północ do Tokio - znaleziono trzy ciała. To podniosło liczbę znalezionych na dziwnych statkach zwłok do 20.

Kim byli ludzie, których ciała znaleziono?

Nie wiadomo. Ratownicy powiedzieli dziennikarzom japońskiej telewizji NHK, że znalezione na pokładach wraków ciała "przypominały szkielety" i były w stanie bardzo silnego rozkładu. Ich identyfikacja nie była na razie możliwa.

Japońskie władze wszczęły śledztwo, mające odkryć tożsamość nieszczęśników. Opinię publiczną w Kraju Kwitnącej Wiśni rozgrzała szczególnie jedna teoria.

Skąd przypłynęły tajemnicze statki?

Znaleziony na jednym ze statków fragment materiału wygląda jak element flagi Korei Północnej:



Na kadłubie jednej z jednostek śledczy zauważyli z kolei napis, który odczytali jako "Koreańska Armia Ludowa". Pojawiły się więc domysły, że tajemnicza "flota duchów" to w istocie kutry rybackie z państwa Kim Dzong Una, a komunistyczna satrapia usiłuje, rozwijając rybołówstwo, zaradzić kiepskim zbiorom zboża - wskazuje News.com.au.

Na statkach, owszem, znaleziono sprzęt do łowienia ryb - liny, haki i inne narzędzia - pisze New Zealand Herald. Ale poza tym brak było na nich nowoczesnego sprzętu, m.in. lokalizatorów GPS.

Uciekali z Korei Północnej?

Kolejna teoria głosi więc, że członkowie załogi statków byli uciekinierami, którzy próbowali wydostać się drogą morską z reżimu Kima na czym się tylko dało, zgubili się i zmarli na morzu - podkreśla "Daily Mail". Japońska straż przybrzeżna uważa, że wraki mogły dryfować po morzu nawet całymi miesiącami, a dopiero ostatnie sztormy wypchnęły je na wybrzeże.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: