Były szef kancelarii Komorowskiego: Musieliśmy zapłacić 30 tys. zł za mieszkanie dla Dubienieckiego

- Dzięki nam np. Hotel Klonowa zaczął przynosić zyski, a nie straty - mówił w RMF FM Jacek Michałowski, były szef Kancelarii Prezydenta Komorowskiego, odpierając zarzuty kancelarii Dudy. I atakował: - Na początku kadencji kancelaria zapłaciła 30 tys. zł za mieszkanie dla Marcina Dubienieckiego w "Klonowej" .

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Były szef kancelarii Bronisława Komorowskiego Jacek Michałowski w "Kontrwywiadzie" RMF FM odpierał zarzuty, stawiane kancelarii w raporcie otwarcia, sporządzonym przez urzędników kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy.

W raporcie Kancelarii Prezydenta (KPRP) pisano m.in. o likwidacji wyposażenia dwóch prezydenckich rezydencji, niegospodarności urzędników i przyznanych w ostatniej chwili nagrodach.

"Poprawiono stan materialny kancelarii"

Michałowski argumentował, że podczas całej kadencji Komorowskiego jego kancelaria dobrze gospodarowała majątkiem i nawet poprawiła stan materialny. - Cztery lata z rzędu otrzymaliśmy najlepsza ocenę po kontrolach NIK - mówił Michałowski.

Były szef KPRP mówił, że trzy nieużywane przez kancelarię nieruchomości przekazano Skarbowi Państwa. - Pozbywaliśmy się majątków, w który kancelaria ładowała pieniądze - powiedział.

- Hotel Klonowa, który za poprzedników przynosił milionowe straty, na koniec naszej kadencji już miał zysk - stwierdził Michałowski zaznaczając, że wciąż jest on własnością KPRP, ale "kancelaria już nie dokłada do niego pieniędzy".

- Wcześniej kancelaria dokładała, bo mieszkały tam różne osoby, które nie powinny były tam mieszkać - ma przykład pan Marcin Dubieniecki. Na początku mojego urzędowania kancelaria zapłaciła 30 tys. zł za "zarezerwowanie" dla niego mieszkanie - mówił były szef kancelarii.

"Raport sporządzili politycy, nie urzędnicy"

- Ja myślę, że ten raport przygotowali politycy, a nie urzędnicy - powiedział Michałowski i wyjaśnił, że "urzędnicy wiedza, jak się wydaje publiczny grosz, a politycy mają pewne wyobrażenie na ten temat i używają tych różnych argumentów właśnie do celów politycznych".

- Myślę, że robiły to osoby, które nigdy nie miały do czynienia z tak wielką instytucją, jaką jest Kancelaria Prezydenta, z tak wielkim budżetem - mówił.

- Dwa miliony złotych to jest wielka kwota. Natomiast za dwa miliony kancelaria Lecha Kaczyńskiego zbudowała salę kinową, która jest kompletnie nieużywana. Myśmy za tyle samo naprawili system przeciwpożarowy. Kancelaria od 2008 roku nie miała certyfikatu przeciwpożarowego - argumentował szef kancelarii Komorowskiego.

"Likwidowano popsute sprzęty"

Jednym z oskarżeń, wysuwanych wobec kancelarii Komorowskiego, było "likwidowanie" mienia o wartości 1,3 mln zł. - To jest kwota w momencie zakupy tych rzeczy, a nie w czasie likwidacji. One były wartości od kilku groszy do kilkudziesięciu złotych - mówił Michałowski.

- W każdej normalnej instytucji co jakiś czas robi się tak, że zgniły, popsuty sprzęt się po prostu likwiduje - wyjaśniał były szef kancelarii. - Proszę zwrócić uwagę, że kancelaria trwa już 26 lat - dodał.

Jako przykład zniszczonego sprzętu podał też m.in. szafy pancerne, których używać miał Antoni Macierewicz. - Znaleźliśmy z magazynach szafy pancerne, których Antoni Macierewicz używał, gdy zajmował się likwidacją WSI, ale nie zostawiono nam kluczy. Musieliśmy je za grube pieniądze otwierać - opowiedział Michałowski i dodał, że szafy okazały się być puste.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!