Odcinkowy pomiar prędkości już niedługo. Trwają odbiory urządzeń

Część z zainstalowanych urządzeń zacznie działać w najbliższych dniach. W sumie będą one rozmieszczone w 29 miejscach na polskich drogach. GITD wkrótce zacznie wysyłać pierwsze wezwania do sprawców wykroczeń.

Polub i bądź na bieżąco!

Zasada działania jest prosta - wjeżdżamy samochodem na odcinek objęty pomiarem, kamera odczytuje numery rejestracyjne naszego pojazdu oraz dokładny czas, kiedy to zrobiliśmy. Po kilku kilometrach przejeżdżamy pod kolejną kamerą. Na podstawie czasu przejazdu zostanie obliczona prędkość, z jaką przejechaliśmy ten odcinek. Jeśli średnia będzie wyższa niż dopuszczalna na tym fragmencie drogi, zostaniemy ukarani mandatem.

Pierwsze wezwania jeszcze w tym roku

Przepisy mówią, że odcinek pomiarowy może mieć maksymalnie 10 kilometrów w terenie zabudowanym, a poza nim jego długość może wynosić do 20 km. Lokalizacje, w jakich zostały umieszczone kamery, zostały wybrane ze względu na bezpieczeństwo i zagrożenie ilością wypadków. System będzie obsługiwany przez Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym w Warszawie (CANARD).

System miał być uruchomiony jeszcze przed wakacjami, ale ciągle pojawiały się komplikacje. W rezultacie niezbędna była gruntowna modernizacja całego systemu CANARD.

Marcin Flieger, dyrektor Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, powiedział, że "pierwsze wezwania do sprawców wykroczeń zaczną być wysyłane w najbliższych tygodniach" - informuje Interia.pl.

System był współfinansowany ze środków unijnych i - żeby tych pieniądze nie przepadły - musi on ruszyć przed 1 stycznia 2016 roku.



Pomiar za fotoradary

Odcinkowe pomiary prędkości w części zastąpią wiele fotoradarów. Od początku nowego roku straże gminne i miejskie stracą uprawnienia do ich używania. Jak informuje Tvn24.pl, szacuje się, że z dróg zniknie około 300 takich urządzeń.

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, przekonuje, że jeśli tych urządzeń nie przejmie Główny Inspektorat Transportu Drogowego, to on "będzie musiał je zezłomować". - Zezłomujemy pieniądze podatników i powiemy, że - te miejsca są od dzisiaj niebezpieczne.

Argumentuje, że prezydentom, wójtom i komendantom straży miejskich nie chodzi o wpływy z mandatów, tylko o to "aby nasi mieszkańcy, nasze dzieci przede wszystkim były bezpieczne" - czytamy w Tvn24.pl.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!