Powojenne Niemcy: 60 proc. pracowników MSZ było nazistami. Minister: Rozliczmy naszą przeszłość

Trzecia Rzesza upadła, ale ludzie pozostali. W czasach powojennych byli członkowie NSDAP robili kariery w administracji nowych Niemiec. Nawet w MSW jak pokazują najnowsze badania.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Szefem jednego z departamentów MSW był człowiek, który decydował o polityce edukacyjnej narodowych socjalistów. Inni uczestniczyli w przymusowych sterylizacjach. Byli też wysoko postawieni członkowie NSDAP, SS i SA.

Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych było w czasach powojennych pełne urzędników, których "w dzisiejszym pojęciu trzeba określić mianem hitlerowskich sprawców". Do tego wniosku doszli niezależni naukowcy z Centrum Badań Historii Najnowszej w Poczdamie (ZFF), którzy przeprowadzili badania na zlecenie ministra spraw wewnętrznych RFN Thomasa de Maiziere.

Historycy badali biografie pracowników zarówno Federalnego MSW w Bonn jak i enerdowskiego MSW w Berlinie Wschodnim.

Frank Boesch i jego zespół odkryli w aktach personalnych z latach 1949 -1970 wyjątkowo dużą liczbę pracowników z hitlerowską przeszłością.

Dwie trzecie urzędników MSW było nazistami

Jak stwierdzili naukowcy z Poczdamu, w roku 1950 połowa pracowników bońskiego MSW była swego czasu członkami NSDAP; w 1956 -1961 odsetek ten wynosił nawet 66 proc. Jak twierdzą naukowcy był to najwyższy odsetek nazistów ze wszystkich zachodnioniemieckich ministerstw.

Jak podkreśla historyk Frank Boesch: "byliśmy zaskoczeni, że także we wschodnioniemieckim MSW 14 proc. urzędników miało niegdyś legitymację NSDAP". Odsetek ten jest wyższy, niż naukowcy do tej pory zakładali i znacznie wyższy, niż podają wewnętrzne statystyki prowadzone jeszcze w NRD.

Brakowało kadr

Jak mogło do tego dojść pomimo denazyfikacji, jaką przeprowadzono po wojnie? I dlaczego akurat resorty wewnętrzne obydwu państw niemieckich miały tak dużo urzędników z nazistowską przeszłością?

Tłumaczy się to tym, że w czasach powojennych brakowało odpowiednio wykształconych kadr, a nie chciano przyjmować do pracy ludzi bez doświadczenia. W ten sposób urzędnicy, którzy pracowali w administracji w czasach Trzeciej Rzeszy i robili tam kariery, także w czasach powojennych znaleźli pracę. Nierzadko na stanowiskach kierowniczych w polityce i administracji państwowej.

Sieć dawnych powiązań

Taki skład kadry urzędniczej w MSW miał także wpływ na politykę personalną. Ludzie ci w dalszym ciągu się nawzajem wspierali. Naukowcy stwierdzili, że sieć dawnych nazistów odgrywała dużą rolę przy rekrutacji kolejnych byłych członków NSDAP.

W zachodnich Niemczech ówczesny Urząd Kanclerski w Bonn, kierowany przez Hansa Globke, miał wpływ na obsadzanie wysokich stanowisk w MSW. Globke sam zrobił swego czasu karierę w MSW Rzeszy - jako prawnik był autorem komentarza do Norymberskich Ustaw Rasowych. Pomimo tego, nic nie stało na przeszkodzie, by został on zaufanym człowiekiem kanclerza Konrada Adenauera.

Poza tym wiele osób ubiegając się o pracę w ministerstwach zatajało swoją nazistowską przeszłość. W czasie rozmów kwalifikacyjnych po prostu kłamali, wyjaśnia doktorantka Stefanie Palm, która w ramach badań ZZF przejrzała setki akt personalnych.

Ale nawet w przypadkach, kiedy czyjaś przeszłość wyszła na światło dzienne, nie miało to żadnych konsekwencji.

Zbadać wszystkie resorty

- To wstrząsające - twierdzi młoda historyk, podkreślając, że ciemna przeszłość wielu urzędników ministerialnych miała wpływ na politykę i ustawodawstwo. Naukowcy z Poczdamu dostrzegają szereg oznak antysemityzmu w departamencie ds. cudzoziemców MSW czy w cenzurze departamentu, któremu podlegały sprawy kultury.

- Aby zbadać dokładniej wpływ byłych nazistów na młodą RFN, projekt badawczy został przedłużony o dwa i pół roku - poinformował obecny na prezentacji wyników pracy badawczej w Berlinie minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere.

Nie jest to oczywiste, ponieważ przez lata Federalne MSW wzbraniało się przed rozliczeniem się z własną historią. Jeszcze w roku 2005 ówczesny szef resortu spraw wewnętrznych Otto Schily (SPD) twierdził, że w jego ministerstwie nie ma żadnej narodowo-socjalistycznej przeszłości, która wymagałaby zbadania. Także minister de Maiziere długo się wahał. Tymczasem jest jednak przekonany, że zadaniem wszystkich resortów jest zbadanie swojej własnej przeszłości w czasach hitlerowskich.

Jest to zadanie, z którym nie zmierzył się dotąd Urząd Kanclerski, chociaż wiadomo, iż jego szef Hans Globke, mimo swej hitlerowskiej przeszłości, mógł wywierać wpływ na politykę czasów powojennych.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!





Więcej o: