Banany, jakie znamy, mogą zniknąć z powierzchni Ziemi w ciągu kilku lat. Oto dlaczego

60 lat temu świat jadł lepsze banany - kremowe, słodkie i aromatyczne. Co się z nimi stało? Wyginęły niemal bez śladu. I to samo może stać się z bananami, które jemy dziś.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

60 lat temu na rynkach królowały banany odmiany Gros Michel. Zdaniem tych, którzy mieli okazję ich spróbować, miały bardziej kremową konsystencję i były słodsze od bananów, które dziś kupujemy w supermarketach.

Ponadto ich zapach był znacznie intensywniejszy i bardziej przypominał sztuczny aromat bananowy dodawany do gotowych deserów. Możliwe więc, że smak Gros Michela wydałby się współczesnemu konsumentowi nienaturalny.

Mało kto z nas będzie jednak miał szansę się o tym przekonać, bo odmiana Gros Michel niemal całkowicie wyginęła. Ale to nie koniec złych wiadomości. Taki sam los może spotkać banany, które teraz jemy na co dzień. Wszystko przez to, że owoce, którymi się zajadamy, są klonami.

Dzikie banany - brzydkie, ale genetycznie zróżnicowane

Jeśli samo słowo "klon" wzbudziło w Was takie obrzydzenie, że zamarzyliście o prawdziwych, nietkniętych ręką człowieka bananach, musimy Was rozczarować. Dziki banan wygląda tak (a smakuje nie lepiej):



Podstawowa różnica między dzikim a hodowlanym owocem jest widoczna na pierwszy rzut oka - banany, które trafiają na nasze stoły, nie mają pestek.

Z czego więc wyrastają nowe bananowce? Z sadzonek pobranych ze starych roślin. Oznacza to, że całe odmiany hodowlanych bananów są genetycznie identyczne, czyli są klonami.

W przeciwieństwie do nich dzikie banany rozmnażają się płciowo. Każdy dziki bananowiec ma więc unikalny zestaw genów. To znaczy, że w sytuacji, gdy choroba zaatakuje cały gatunek, może się okazać, że niektóre rośliny są na nią odporne.

Bananowy kryzys

Takiej ochrony nie mają uprawy komercyjne. Boleśnie przekonali się o tym hodowcy, gdy w latach 20. XX wieku banany Gros Michel zaatakowała choroba panamska. Grzyb, który ją powodował, był odporny na środki ochronne i mógł przeżyć w glebie nawet 30 lat. Do tego rozprzestrzeniał się błyskawicznie - wystarczyła odrobina zainfekowanej wody lub grudka ziemi przeniesiona na butach.

Bezradni plantatorzy musieli wypalać całe zarażone plantacje. Do lat 60. Gros Michel praktycznie wyginął. Branża bananowa znalazła się w kryzysie, ale w końcu znalazła rozwiązanie: banany Cavendish, które może i były ciut mniej smaczne, ale za to odporniejsze na chorobę panamską.

"To przyjemność móc podziwiać te piękne owoce"

W latach 1998-2000 r. "cavendishe" stanowiły prawie połowę światowej produkcji. To właśnie te długie, słonecznie żółte owoce, które zwykle widujemy w sklepach. Zawdzięczamy je pewnemu angielskiemu diukowi i jego utalentowanemu ogrodnikowi.

Do Wielkiej Brytanii banany dotarły w XVII w. i długo były przysmakiem, na którzy mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. W 1834 r. tuż przed Bożym Narodzeniem dostawa owoców trafiła do Williama Spencera Cavendisha, szóstego diuka Devonshire.

"Szanowny Panie, banany dotarły do mnie bezpiecznie. To prawdziwa przyjemność móc podziwiać te piękne owoce. Dziś zostały one podane na kolację i cieszyły się uznaniem wszystkich gości" - pisał diuk w liście do kapelana, który przesłał mu egzotyczny ładunek.

Jeszcze bardziej niż diuk bananami zafascynowany był jego ogrodnik Joseph Paxton. Zaczął hodować owoce w wielkich szklarniach posiadłości Cavendisha.

Z angielskiej posiadłości banany Cavendish powędrowały w świat. Zaczęto je uprawiać m.in. na Wyspach Kanaryjskich, ale prawdziwą popularność zdobyły dopiero, gdy musiały zastąpić Gros Michel.

Powrót choroby panamskiej

Konsumenci przyzwyczajeni do Gros Michel nie byli zachwyceni smakiem cavendishy. "Nowe" banany okazały się też mniej trwałe. Aby nie gniły w ładowniach, trzeba je przewozić zielone, a potem przyśpieszać ich dojrzewanie za pomocą etylenu.



A co z ich głównym atutem, czyli odpornością na chorobę panamską? Cóż, grzyb, który ją powoduje, w przeciwieństwie do bananów ewoluuje. W Azji Południowej kilka lat temu pojawił się wyjątkowo agresywny szczep, który przedostał się już do Australii i Afryki.

Grzyb atakuje zarówno banany Cavendish, jak i lokalne odmiany. Jeśli nie uda się go powstrzymać, konsekwencje mogą być poważne.

I nie chodzi tylko o to, że nie będziemy mogli wkroić jak co rano banana do owsianki. Globalny przemysł bananowy wart jest miliardy dolarów i stanowi źródło dochodu lub żywności dla 400 milionów ludzi. Średnio jedna piąta kalorii spożywanych przez mieszkańców Afryki pochodzi z bananów.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!