Przypadkiem odkryli nowy sposób walki z rakiem. I to dzięki malarii

Duńscy naukowcy przeprowadzali badania nad możliwością uchronienia kobiet w ciąży przed malarią. Przypadkiem mogli jednak odkryć sposób walki z rakiem. I choć brzmi to nieprawdopodobnie, to świetnie zadziałał na myszy, którym wszczepiono ludzkie odmiany nowotworów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Jak to możliwe? Należy zacząć od tego, skąd potrzeba badania wpływu malarii na kobiety w ciąży. Choroba jest w ich przypadku szczególnie groźna, ponieważ pierwotniak (zarodziec) powodujący malarię chętnie atakuje łożysko.

Z kolei podobieństwa między łożyskiem i nowotworem naukowcy badają już od dziesięcioleci. Dla układu odpornościowego organizmu są bowiem bardzo podobne - w obu przypadkach to tkanka rosnąca agresywnie w obcym organizmie. - Łożysko jest narządem, który w ciągu kilku miesięcy rośnie z kilku komórek do kilogramowego organu, który zapewnia płodowi tlen i pożywienie w obcym środowisku. W pewnym sensie guzy robią to samo - mówiła Ali Salanti z Uniwersytetu w Kopenhadze w rozmowie z The Independent.

Precyzyjny atak

W toku badań naukowcy zauważyli, że białko, którego zarodziec malarii używa, by wczepić się w komórkę, może się wczepiać także w komórki rakowe. Białko to wczepia się w konkretny węglowodan, który spełnia tę samą rolę w przypadku łożyska i nowotworu - sprawia, że szybko rosną.

Badacze mieli więc już element, który rozpozna komórki rakowe. Dołączono do niego toksynę, która miałaby nowotwór zaatakować. To terapia celowana, która niszczy precyzyjnie, bez usuwania zdrowych komórek.

Myszy z ludzkim nowotworem

Naukowcy rozpoczęli już testy. W warunkach laboratoryjnych zmodyfikowane białko niszczyło 90 proc. z tysięcy testowanych próbek nowotworów. Badano też myszy, którym zaimplementowano trzy rodzaje ludzkich nowotworów. Efekty? Lek zmniejszył guzy chłoniaka do jednej czwartej ich wielkości, całkowicie zniszczył raka prostaty u dwóch z sześciu myszy i pozwolił przeżyć pięciu na sześć myszy z przerzutem nowotworowym w kościach. W grupie kontrolnej nie przeżył żaden z gryzoni.

Należy pamiętać, że od myszy do ludzi jest jeszcze daleka droga i nie wiadomo, czy lek będzie działał w ludzkim organizmie i czy organizm przyjmie potrzebną dawkę bez efektów ubocznych. - Jesteśmy optymistami, ponieważ wygląda na to, że białko wbija się tylko w węglowodany właściwe łożyskom i guzom nowotworowym - tłumaczyła Salanti.

Kilka lat badań klinicznych

Jan Stradowski, szef działu nauki miesięcznika "Focus", tłumaczył na antenie TOK FM, że naukowców czeka kilka lat badań klinicznych, w trakcie których "może wydarzyć się wszystko". - Najczęściej okazuje się, że lek bardzo obiecujący, jeżeli chodzi o badania na pojedynczych komórkach albo zwierzętach laboratoryjnych, po dojściu do fazy badań na ludziach okazuje się zbyt toksyczny i szkodzi na coś, czego myszy nie mają, a my mamy, albo okazuje się, że u ludzi ta skuteczność z różnych przyczyn jest mniejsza albo żadna - mówił.

Podkreślał też, że trzy rodzaje nowotworów, które zaimplementowano myszom, to bardzo niewiele. - Nawet raki narządowe, np. raki płuca, mają takie odmiany, różnią się od siebie tak diametralnie, jakby były w innym narządzie. Różnią się także terapeutycznie, inaczej się je leczy i inne są prognozy dla pacjenta - wyjaśniał.

Przeżywalność bez zmian

- Jestem bardzo sceptyczny. Przez ostatnie 20 lat takich obiecujących leków była niezliczona ilość. Nawet terapie celowane, precyzyjnie uderzające w guz, po wejściu do badań klinicznych niestety nie trafiały tam, gdzie powinny - przypomniał Stradowski.

Prawdą jest, że mimo dziesięcioleci badań nad chorobami nowotworowymi, mimo mnóstwa leków i stosowanych terapii, nadal nie ma dużego postępu, jeśli chodzi o przeżywalność. A chorujemy coraz częściej, chociażby dlatego, że coraz dłużej żyjemy. - Niestety, na horyzoncie nie widać metody, która mogłaby istotnie wpłynąć na przeżywalność - konstatował publicysta.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!