Szef zostawił umierającego pracownika na przystanku. "Bał się jechać do szpitala, bo zatrudniał go na czarno"

Gdy właściciel firmy budowlanej zauważył, że jego zatrudniony na czarno pracownik jest ranny, chciał odwieźć go do szpitala. Po drodze jednak zmienił zdanie i porzucił 38-latka na przystanku autobusowym. Mężczyzna zmarł.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas



Dlaczego szef nie pomógł pracownikowi? - Prawdopodobnie bał się konsekwencji tego, że mężczyzna zatrudniony był u niego na czarno - tłumaczy podkomisarz Paweł Łotocki z komendy w Będzinie.

Zgłoszenie o leżącym na przystanku mężczyźnie policja dostała dziś wieczorem. Gdy funkcjonariusze dojechali na miejsce, 38-latek już nie żył - czytamy w policyjnym komunikacie.

Przyczyną śmierci był prawdopodobnie upadek z rusztowania

Choć mężczyzna nie miał przy sobie dokumentów, policji udało się ustalić jego tożsamość i dotrzeć do właściciela firmy budowlanej, w której był nielegalnie zatrudniony.

Szef firmy przyznał, że dziś po południu zauważył rannego pracownika leżącego koło rusztowania. Wciągnął go do samochodu i początkowo zamierzał zawieźć do szpitala. Po kilku kilometrach zmienił jednak zdanie i zostawił umierającego na przystanku w Siemoni. Mężczyzna nie przeżył.

Z sekcji zwłok wynika, że przyczyną urazu był prawdopodobnie upadek z rusztowania. Pracodawca przyznał się do zarzutu nieudzielenia pomocy i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Grożą mu nawet 3 lata więzienia.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!