"JOW-y są niebezpieczne", "Nasza demokracja jest fasadowa". Eksperci o niedzielnym referendum

Na trzy pytania dotyczące systemu państwa, finansowania partii i kwestii podatkowych odpowiemy już w tę niedzielę. Sprawdź, co o pytaniach sądzą eksperci.
Naukowcy, ekonomiści i publicyści debatowali o pytaniach referendalnych na konferencji zorganizowanej na początku tygodnia przez Fundację Batorego. Wspólnie z przedstawicielami fundacji wybraliśmy najmocniejsze wypowiedzi, które padły podczas dyskusji.

1. pytanie referendalne:





Dr hab Zdzisław Ilski, politolog: - Demokracja, którą dziś realizujemy, jest demokracją fasadową, ułomną. Polacy przestali być podmiotem oddziałującym na bieg wydarzeń w państwie. Są raczej obiektem różnego rodzaju zabiegów socjotechnicznych ze strony polityków, mediów czy innych ośrodków. Proporcjonalny system wyborczy w znacznym stopniu się do tego przyczynia.

- 60 krajów na świecie stosuje JOW-y, w tym potężne demokracje, takie jak amerykańska, kanadyjska czy indyjska - mówi ekspert.



Dr hab. Radosław Markowski, socjolog i politolog: - Rozpisywanie referendum o tak fundamentalnej konstytucyjnej wadze na trzy miesiące wcześniej jest obrazą dla obywatela. Nie wolno robić takich rzeczy.

- W ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii do wyboru kandydata UKIP trzeba było 3 milionów 780 tysięcy głosów, a jednego kandydata Szkockiej Partii Narodowej 26 tysięcy głosów - dodaje.



Aleksander Smolar, publicysta, prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego: - Niewątpliwie w krajach o młodej demokracji - a takim jesteśmy - system większościowy jest bardzo niebezpieczny. Można sobie wyobrazić sytuację, w której większość uzyskuje partia bądź koalicja, która uzyskała mniejszość głosów w wyborach, co prowadzi do tego, że większość społeczeństwa może się czuć wyalienowana, nie mając żadnej reprezentacji politycznej.



Jerzy Stępień, prawnik, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku: - W przypadku okręgu jednomandatowego liczba osób, która utożsamia się z wybranym, jest znacznie większa niż w ordynacji proporcjonalnej.

2. pytanie referendalne:





Dr hab. Robert Gwiazdowski, przewodniczący rady Centrum im. Adama Smitha: - Gdyby Jan Kulczyk postanowił sfinansować wybory kilku posłom, którzy doprowadzą do tego, że rząd zbuduje mu most energetyczny do Niemiec, to byśmy przynajmniej wiedzieli, że ci posłowie mają zadanie wyznaczone przez wielkiego oligarchę. A tak możemy się dosłuchiwać, o czym Kulczyk u Sowy rozmawiał z ministrem czy może o czym rozmawiał z premierem.



Grażyna Kopińska, ekspertka programu Odpowiedzialne Państwo Fundacji Batorego: - Subwencja roczna na wszystkie partie to 54 miliony. Zestawmy to z faktem, że dwie prywatne firmy zarządzające kawałkami naszych autostrad dostają dofinansowania z budżetu państwa na poziomie 1 miliarda 200 milionów złotych - czyli 22 razy tyle, ile wszystkie partie polityczne w Polsce.



Prof. Paweł Śpiewak, socjolog i historyk idei: - W każdej partii jest "czarna kasa", najczęściej trzymana przez oligarchię partyjną, która ją rozdaje wedle uznania. Nie ma żadnej kontroli społecznej nad sposobami wydawania pieniędzy partyjnych, a są to pieniądze podatników i powinny być w sposób jawny rozliczane. Obecny model finansowania partii politycznych tej jawności nie zapewnia.

3. pytanie referendalne:





Wojciech Kostrzewa, ekonomista i menedżer, prezes zarządu i dyrektor generalny grupy ITI: - Myślę, że przez wprowadzenie zasady in dubio pro tributario dla wielkich przedsiębiorstw niewiele zmieni. One i tak mają zasoby, by wdawać się w - nawet wieloletnią - dyskusję z władzami podatkowymi, jeżeli tylko widzą w tym sens. Oczekuję natomiast znacznej poprawy, jeżeli chodzi o los małych i średnich przedsiębiorstw.



Dr Irena Ożóg, wiceminister finansów w latach 2001 - 2003: - Nie popieram tego pytania w referendum, i to zdecydowanie. Zasada in dubio pro tributario nie ma charakteru ustrojowego. Referendum jest zbyt ważną instytucją dla państwa - z punktu widzenia szacunku dla państwa i prawa - aby można ją było rozmieniać na drobne.



Dr Stanisław Kluza, minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego: - Zadanie tego pytania w referendum o niczym nie rozstrzyga. Jest to pytanie retoryczne. Można by je porównać do pytania: "czy chcesz być zdrowy, bogaty i piękny, czy chory, biedny i brzydki?". Takich pytań się w referendum po prostu nie stawia.



Piotr Kuczyński, inwestor giełdowy i analityk: - Wpisanie zasady in dubio pro tributario w chwili amoku wyborczego do ordynacji prowadzi do dużych zawirowań.



Koszt referendum: 90 mln zł

W referendum 6 września Polacy odpowiedzą na pytania, czy są za: wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz czy są za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika.

Referendum zarządził poprzedni prezydent Bronisław Komorowski. Jego wynik będzie wiążący, jeżeli w głosowaniu weźmie udział więcej niż połowa uprawnionych.

Jednodniowe referendum kosztuje 90 mln zł. Diety dla obwodowych komisji wyborczych to ponad 35 mln zł. - Karty do głosowania będą kosztować 4 mln zł - mówi szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj.

Jak mówi Tokaj, sporządzenie spisu osób uprawnionych do głosowania kosztuje ponad 7 mln zł. - Reszta to wspomaganie informatyczne, działalność komisarzy wyborczych, obwodowych komisji, wydatki kancelaryjne, w tym karty do głosowania i nakładki na karty - mówi.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: