Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK, zrzekł się immunitetu. Chwilę po skierowaniu wniosku prokuratury do Sejmu

Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK, zrzekł się immunitetu. Chwilę wcześniej Prokuratura Generalna skierowała do Sejmu wnioski o uchylenie immunitetów Kwiatkowskiego i Jana Burego, szefa klubu parlamentarnego PSL. Obu śledczy chcą przedstawić zarzuty dot. m.in. wpływania na konkursy na stanowiska w delegaturach NIK.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Kwiatkowski o swej decyzji poinformował w oświadczeniu na stronach NIK. Dodał, że nadzór nad wszystkimi kontrolami i organizacją przekazał zastępcom. Kwiatkowski postanowił też wyłączyć się z "zewnętrznej" działalności, czyli m.in. udziału w komisjach sejmowych.

Bury: Zachowam się stosowanie do zaistniałej sytuacji

W reakcji na informacje, że prokuratura chce Janowi Buremu postawić zarzuty, on sam oświadczył, że zachowa się stosownie "do zaistniałej sytuacji". Zapewnił, że ma pełną świadomość niezależności Najwyższej Izby Kontroli i nigdy nie miał intencji, by w tę niezależność ingerować..

Bury w zamieszczonym na swojej stronie internetowej oświadczeniu podkreślił, że w związku z pojawiającymi się wobec niego w mediach zarzutami chce poinformować, że ma "pełną świadomość niezależności Najwyższej Izby Kontroli".

"Nigdy nie miałem intencji by w tę niezależność ingerować. Mam też wrażenie, że od ponad dwóch lat CBA prowadzi wobec mnie bezpardonową akcję mającą na celu wyeliminowanie mnie z życia publicznego" - stwierdził polityk PSL.

"Byłem i jestem osobą odpowiedzialną, mam czyste sumienie. Moje zachowanie będzie stosowane do zaistniałej sytuacji" - dodał.

Chwilę wcześniej Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej, poinformował o skierowaniu do marszałek Sejmu wniosków o uchylenie immunitetu Kwiatkowskiemu i Buremu.

Do trzech lat więzienia

Śledczy chcą postawić Kwiatkowskiemu cztery, a Buremu trzy zarzuty. Szefowi NIK w związku z niezgodnym z prawem wpływaniem na przebieg konkursów na szefów delegatury izby w Łodzi i Rzeszowie oraz konkursu na wiceszefa departamentu środowiska NIK. Zarzuty wobec Burego dotyczą nakłaniania funkcjonariuszy publicznych do wpływania na wyniki konkursów oraz wyniki kontroli w jednej z podkarpackich gmin. Ta ostatnia sprawa dotyczy najpewniej nieprawidłowości wokół pozyskiwania środków unijnych przez miejscowych biznesmenów.

Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, mówił nieco szerzej o zarzutach względem Kwiatkowskiego. - Prezes NIK unieważnił konkursowy egzamin, bo jego kandydat źle wypadł. Konkurs został unieważniony i powtórzony. W międzyczasie przekazane zostały pytania, by kandydat wiedział jak odpowiadać i konkurs wygrać - tłumaczył Goławski.

Rzecznik katowickiej prokuratury podkreślał, że zarzuty sformułowano na podstawie dowodów z podsłuchów. Zgromadzone przez śledczych rozmowy mają wskazywać na "dużą zażyłość" między szefem NIK a promowanymi przez niego urzędnikami.

Goławski zacytował kilka zdań z podsłuchanych rozmów. Prezes NIK miał powiedzieć do znajomego: "Zadam takie pytanie, że to prawda kandyduje pan, każdemu zadam po kolei, czy ta delegatura, co by pan w niej zmienił, zmienił w funkcjonowaniu całego NIK. Masz tam moją prezentację, więc sobie wybierzesz, dobrze będzie wyglądało".

Czyny, o które podejrzewani są Kwiatkowski i Bury, zakwalifikowano jako przestępstwo urzędnicze. Grozi za nie do trzech lat pozbawienia wolności.

"Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa"

Dziennikarze pytali też rzecznika PG, czy śledczy nie chcą swoimi działaniami wpłynąć na wynik wyborów. - To postępowanie prowadzimy od kilkunastu miesięcy. Prokurator działa zgodnie z planem śledztwa. Wszyscy jesteśmy w naszym kraju równi wobec prawa, niezależnie o funkcji, jaką pełnimy - podkreślił Martyniuk.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!