Po tekście o trotylu na wraku tupolewa: Gmyz na Twitterze: Wygrałem proces z "Rzeczpospolitą"

"Wygrana przed sądem. "Rzeczpospolita" Hajdarowicza musi sprostować informacje, które opublikowała na mój temat, kiedy mnie wyrzucano" - napisał na Twitterze Cezary Gmyz". Chodzi o oświadczenie "Rz" po jego zwolnieniu po publikacji tekstu "Trotyl na wraku tupolewa".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

O dzisiejszym zwycięstwie Cezary Gmyz poinformował na Twitterze:



Jak informuje Telewizja Republika, sprawa dotyczyła oświadczenia Rady Nadzorczej Zarządu wydanego po zwolnieniu Gmyza z "Rzeczpospolitej".

Gmyz: "Rzeczpospolita musi sprostować to, co o mnie napisała"

Podano w nim informację, że Cezary Gmyz zobowiązał się do przedstawienia do 5 listopada do godz. 14 dokumentów, nagrań i wszelkich materiałów, na podstawie których napisał wyżej wymieniony tekst.

Proces w I instancji Gmyz wygrał w marcu 2013 roku, później Sąd Apelacyjny zmienił wyrok na korzyść Presspubliki - wydawcy "Rzeczpospolitej". Dzisiejszy wyrok Sądu Apelacyjnego jest wynikiem kasacji przed Sądem Najwyższym.

Oznacza to, jak mówi w rozmowie z Gazeta.pl rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Warszawie Barbara Trębska, że sąd utrzymał w mocy korzystny dla Gmyza wyrok I instancji, zgodnie z którym "Rzeczpospolita" (a dokładnie występujący w procesie jako strona obecny naczelny "Rz" Bogusław Chrabota) ma opublikować sprostowanie o treści jak poniżej:

'Nieprawdą jest, że kiedykolwiek zobowiązałem się do dnia 5 listopada 2012 r. do godz. 14:00 przedstawić władzom spółki Presspublica bądź też władzom redakcji "Rzeczpospolitej" dokumenty, nagrania i wszelkie materiały, na podstawie których napisałem artykuł "Trotyl na wraku tupolewa"'.

Skutki tekstu o trotylu

Gmyz musiał odejść z "Rz" właśnie po publikacji tego artykułu. Dowodził w nim, że na szczątkach rozbitej w Smoleńsku maszyny wiozącej śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego są ślady materiałów wybuchowych - trotylu i nitrogliceryny. Wybuchła burza medialna i polityczna. Jeszcze tego samego dnia gazeta wydała oświadczenie ze zdaniem: "Nie można jednoznacznie stwierdzić obecności trotylu i nitrogliceryny". To mogły być te składniki, ale nie musiały".

Prokuratura wojskowa zaprzeczyła, że są takie ustalenia, wskazała, że znalezione ślady mogą oznaczać obecność substancji wysokoenergetycznych, ale też ślady wielu innych substancji. W wyniku publikacji pracę stracili Gmyz i ówczesny naczelny "Rzeczpospolitej" Tomasz Wróblewski. Sam Gmyz, obecnie pracujący w Telewizji Republika, nigdy nie wycofał się z twierdzeń zawartych w tekście.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: