Naczelny "Faktu" przeprasza za publikację zdjęcia 10-latki. Ale to niczego nie zmienia

Zdjęcie zakrwawionej i przerażonej dziewczynki nigdy nie powinno było się ukazać. Przeprosiny redaktora naczelnego "Faktu" to pewien gest, ale w ogólnym rozrachunku znaczący niewiele. Zwłaszcza że jeszcze w czwartek Robert Feluś bronił okładki gazety.
"Hienizm roku", "jedna z najobrzydliwszych zbrodni medialnych", "czy wam kompletnie od..., drodzy redaktorzy?" - to tylko niektóre komentarze po czwartkowej publikacji "Faktu". Na okładce gazety znalazło się zdjęcie 10-latki uderzonej w głowę siekierą; zaledwie kilka godzin po wykonaniu fotografii dziewczynka już nie żyła.

Miała być #porannaprasowka ale nie będzie.Co za skurwysyństwo ze strony Faktu. Pod zamazanym fragmentem znajduje się...

Posted by Faktoid on  19 sierpnia 2015


Jeszcze wczoraj Feluś tłumaczył w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, że "nie można było zrobić innej jedynki, ponieważ mord ten jest okrutny i niepojęty". - Taki ma być tabloid w sytuacjach nadzwyczajnych - mówił.

Redaktor naczelny przyznał też, że "nie miał wątpliwości, czy zrobić taką okładkę". - Zdjęcie pokazuje ogrom tragedii, nie epatując przy tym okrucieństwem - bronił się.

Feluś: Zrobiliśmy błąd. Przepraszamy

Teraz dziennikarz zmienił zdanie. Feluś twierdzi, że "przez ostatni rok wspólnie z zespołem udowodnił, że Fakt stał się nowoczesnym medium bulwarowym, które niepotrzebnie nie pisze o skandalach, nie epatuje drastycznymi szczegółami i krwią". "Ta historia jest wyjątkiem, jeśli chodzi o poziom przerażenia i skalę społecznego problemu - stąd decyzja, aby użyć tego materiału" - czytamy w oświadczeniu.

"Dziś wiem, że było to niewłaściwe. Tak, zrobiliśmy błąd i dlatego chcemy przeprosić wszystkich, którzy poczuli się zranieni, dotknięci tą publikacją lub uznali ją za niestosowną" - pisze Feluś. I zaznacza, że jego intencją nie było zranienie kogokolwiek ani szokowanie okrucieństwem.

"Fakt" przekroczył granice

Publikacja tego zdjęcia to prawdopodobnie najgorsza rzecz w historii polskich tabloidów. Nie zmienią tego przeprosiny, które padły zresztą dopiero po tym, jak na gazetę spadła fala krytyki ze wszystkich stron. Nie jest też prawdą, że "Fakt" nie epatuje drastycznymi szczegółami i historiami o skandalach - gazeta robi to notorycznie, wystarczy wziąć do ręki jeden z jej numerów.

I najważniejsza kwestia: dla rodziny dziewczynki jest już za późno na tłumaczenia. Bo tym "wyjątkiem", który zdecydował się zrobić "Fakt", tylko przysporzono jej niepotrzebnego cierpienia.



Więcej o: