Przez upał PSE ograniczają dostawy prądu. Kopacz: Nie ma powodów do paniki, ale oszczędzajmy energię między godz. 11 a 15

Stopień zasilania 20 - Polskie Sieci Elektroenergetyczne wprowadziły ograniczenia w związku z upałami i niskim poziomem wód niezbędnych w procesie chłodzenia. - Nie ma powodu do paniki, ale apeluję o obywatelską postawę, oszczędzajmy energię, zwłaszcza między godz. 11 a 15 - mówiła po posiedzeniu zespołu zarządzania kryzysowego premier Ewa Kopacz.
- Ta sprawa ma dla mnie charakter bezwzględnie priorytetowy. (...) Zobligowałam wszystkie odpowiedzialne służby do całodobowego monitoringu sytuacji energetycznej - powiedziała po spotkaniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego Kopacz.

Według premier w razie potrzeby Polskie Sieci Elektroenergetyczne będą przygotowane również na zwiększenia mocy, mimo że część bloków energetycznych jest w tej chwili w remoncie. Jak mówiła, naprawy remontowanych w tej chwili bloków zostaną przyspieszone, a remonty tych, które miały być planowo wyłączane, zostaną przesunięte aż ustaną upały, czyli wg prognoz o ok. 10-11 dni.

Mieszkańcom i szpitalom nie grożą przerwy w dostawach

- Indywidualnym odbiorcom oraz instytucjom takim jak szpitale nie grożą przerwy w dostawach energii - zapewniła po spotkaniu zespołu zarządzania kryzysowego nt. zagrożeń funkcjonowania systemu elektroenergetycznego premier Ewa Kopacz. Jak mówiła, wysokie temperatury wpływają na pracę elektrowni, przede wszystkim konieczność ograniczenia dostaw energii do dużych przedsiębiorstw. Podkreśliła, że sytuacja jest poważna, bo prognozy na nadchodzące dni są "niekorzystne".

Do zakładów dociera tzw. moc minimalna

Od 10 rano do dużych fabryk i zakładów przemysłowych w Polsce dociera tylko tzw. moc minimalna - co umożliwia wyłącznie utrzymanie najbardziej niezbędnych procesów technologicznych.

W ArcelorMittal Poland (czyli dawnej Hucie Katowice) już nie działają walcownie, a wielki piec pracuje na pół gwizdka. Zakład wstrzymał produkcję na dużej i średniej walcowni, wyłącza to, co może wyłączyć - pisze katowicka "Gazeta Wyborcza".

Wyłączone bloki w Kozienicach, Turowie, Bełchatowie, Opolu...

Dopiero o godz. 22 PSE mają przywrócić stopień zasilania 11, czyli normalny. Nieoficjalnie wiadomo, że w wielu rejonach kraju przywracane są do pracy stare bloki w elektrowniach, które były utrzymywane w rezerwie, i na polecenie PSE pracują teraz w tzw. wymuszeniu. Mogą być awaryjne. Wyłączono za to bloki w Kozienicach, Turowie, Bełchatowie, Opolu, Połańcu, Sierszy, Łagiszy, Stalowej Woli i Rybniku.

W takich okolicznościach każda nieprzewidziana awaria w elektrowni może przyczynić się do awarii systemu energetycznego na szeroką skalę.

"Odbiorcy indywidualni na chwilę obecną nie są zagrożeni"

Ograniczenia przesyłu energii mają na celu uniknięcie niekontrolowanych wyłączeń prądu. "Przeciążenie sieci podczas upałów powoduje nadmierne zużycie prądu w związku z pracą klimatyzatorów, pralek i zmywarek" - podkreśla katowicka "GW".

- Mamy bardzo trudną sytuację - stwierdził w TVN24 Janusz Skulich z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. I sytuacja ta może tak szybko nie ustąpić - tak jak upały.

Które instytucje dotkną ograniczenia?

Fabryki, zakłady przemysłowe i instytucje potrzebujące ponad 300 kW (mocy umownej) będą miały ograniczone dostawy - informuje TVN24.

Przyczyny - zdaniem ekspertów - są dwie: upały, które utrudniają pracę elektrowni, oraz masowo wykorzystywana klimatyzacja, co przekłada się na rekordowe zapotrzebowanie na prąd. A także przestarzałe sieci przesyłowe.

- Polskie elektrownie chłodzone są wodą z rzek i jezior. Temperatury powyżej 30 stopni, z którymi mamy do czynienia już od ponad tygodnia, sprawiają, że poziom wód jest na niskim poziomie, a do tego woda jest za ciepła, by efektywnie chłodzić nią bloki w elektrowniach - mówi Justyna Piszczatowska z portalu WysokieNapiecie.pl. Dodaje, że Polacy, szukając wytchnienia przed upałem, włączają klimatyzację i inne urządzenia chłodzące, a w efekcie zapotrzebowanie na moc w systemie sięga rekordowych poziomów.

Przyczyny ograniczeń: upał, klimatyzatory...

- Wydawałoby się, że skoro potrzebujemy więcej energii, niż polskie elektrownie są w stanie wytworzyć, to wystarczyłoby zwiększyć import. To nie do końca tak działa. Upał wpływa też na pracę sieci przesyłowych. Są one przeciążone i nie jesteśmy w stanie podeprzeć się importem - podkreśla. Najmocniej na ryzyko ograniczeń wystawione są duże miasta, bo to w nich zapotrzebowanie na moc w szczytowych momentach rośnie najbardziej.

Piszczatowska dodaje, że Polacy często i chętnie używają klimatyzacji i innych urządzeń - w efekcie zapotrzebowanie na moc w systemie sięga rekordowych poziomów.

Ekspert: Operator może zadzwonić o zredukowanie poboru prądu

- 20. stopień oznacza, że operator może np. zwrócić się do jakiejś huty telefonicznie z prośbą o zredukowanie zapotrzebowania poboru - mówi prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki. Jego zdaniem przyczyną obecnego stanu rzeczy jest zaniedbywanie konwencjonalnych źródeł energii. - Operator nie ma więc narzędzi do działania. Jeśli budujemy wiatraki, to jednocześnie powinniśmy budować elektrownie gazowe, które będą szybko regulowały dostawy mocy - tłumaczy.

Według naukowca sytuacja wróci do normy, co nie znaczy, że wywołujące ją czynniki znikną. Za rok będzie to samo. Obecnie w Polsce zainstalowanych jest 4000 MW mocy energii wiatrowej, a mamy pozwolenie na 18 000 MW. Jeśli nie będzie tego wiatru, a będzie gorąco, to będziemy mieli problem. Jeszcze większy problem pojawi się, gdy będzie chłodno i wiatru będzie dużo. Wtedy system praktycznie zacznie się rozpadać.

- Te czynniki będą i trzeba mówić o tym, że w Polsce potrzebne są źródła rezerwowe, szybko działające. Są droższe niż te klasyczne, wielkie bloki, ale są potrzebne, bo inaczej pewnego dnia stracimy zasilanie. Trzeba sobie powiedzieć, że przetrwaliśmy ten 2015 rok, ale rok 2016 może być jeszcze gorszy - powiedział Mielczarski.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!