Bił się na szable z brytyjskim politykiem, teraz chce zostać merem Londynu. I zapowiada szarżę kawalerii

- Mam bardzo prosty program - mówi polski arystokrata Jan Żyliński i obiecuje londyńczykom milion mieszkań i... milion drzew. Choć o jego ewentualnej kandydaturze nie piszą żadne z dużych brytyjskich mediów, sam Żyliński twierdzi, że rozmawiał o tym z przedstawicielami Konserwatystów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- To długa droga i nie mam żadnej gwarancji, ale istnieje taka możliwość, że będę kandydował. Wszystko okaże się na początku października, gdy odbędzie się konferencja Partii Konserwatywnej - mówił w połowie czerwca Żyliński, co podaje polonijny portal Londynek.net.

Arystokracie wyraźnie spodobał się pomysł, by zostać kandydatem. - Rozmawialiśmy jakieś siedem godzin, potem zaprosiłem ich na kolację. Tak mnie to nakręciło, że stwierdziłem, że wolę kolacje polityczne niż zaproszenie nawet najładniejszej kobiety - opisywał spotkanie z członkami Partii Konserwatywnej, do której sam należy.

Trudno ocenić, czy polski arystokrata rzeczywiście ma szanse ubiegać się o start w wyborach. O jego kandydaturze nie wspominają żadne z dużych brytyjskich mediów, a jedynie portale polonijne.

Szarża polskiej kawalerii jako element kampanii

Sam książę, gdyby rzeczywiście kandydował, liczy na głosy Polonii. Według danych z 2011 roku w Londynie mieszka prawie 150 tys. osób polskojęzycznych, z kolei Żyliński twierdzi, że żyje tam prawie pół miliona Polaków. Faktem jest, że zarejestrowani obywatele innych państw UE mogą głosować w wyborach samorządowych.

- Mój program jest prosty. W ciągu kadencji wybuduję milion mieszkań i posadzę milion drzew - mówi arystokrata, podkreślając, że jest z natury ekologiem. Chce też dążyć do obniżenia o połowę opłat za komunikację miejską.

Wysokie ceny transportu rzeczywiście są bolączką londyńczyków. Dojeżdżający do pracy z odległych dzielnic miasta wydają obecnie na komunikację nawet 9 tys. funtów rocznie - informuje "The Mirror".

Żyliński nie zapomina o polskich akcentach. Jako mer chciałby doprowadzić do powstania pomnika polskich lotników walczących podczas II wojny światowej w bitwie o Anglię. Stawia też warunki: pomnik miałby stanąć nie dalej niż sto metrów od pałacu królowej i zostać sfinansowany przez brytyjski rząd.

Nie brakuje też pomysłów na kampanię. - Chciałbym w śródmieściu Londynu zorganizować szarżę polskiej kawalerii - mówi Żyliński i podkreśla, że walczy o przyjaźń, szacunek i dialog między Polakami a Brytyjczykami.

Walczył na szable z brytyjskim politykiem

Żyliński zdobył rozgłos po tym, jak w kwietniu wyzywał na pojedynek na szable brytyjskiego polityka Nigela Farage'a. Lider Partii Nacjonalistów Brytyjskich słynie z antypolskich wypowiedzi. - Mam dość dyskryminowania Polaków w Wielkiej Brytanii - mówił Żyliński.

Z początku Brytyjczyk odmówił. - Nie mam szabli i nie chcę wprowadzać przemocy do kampanii wyborczej - stwierdził Farage, który w tym czasie walczył o miejsce w parlamencie. Jednak ostatecznie doszło do pojedynku, który można zobaczyć na YouTube.



Kim jest książę, który wyzwał na pojedynek Farage'a? Przeczytaj wywiad z Janem Żylińskim na Gazeta.pl>>>

"Jestem po prostu Janek"

Korzenie arystokratycznej rodziny księcia Jana Żylińskiego sięgają XIII wieku. Książę urodził się i mieszka w Londynie, jest historykiem. Jest synem polskiego emigranta i polskiej ziemianki. -

Zawsze wiedziałem, że jestem kimś wyjątkowym, choćby dlatego, że byłem Polakiem urodzonym w Anglii. Poza tym cała ta generalicja dookoła... Na imieninach babci co drugi mężczyzna był ministrem, hrabią albo generałem. Od urodzenia czułem się jak młody John Kennedy. Ale ja jestem po prostu Janek - mówił w rozmowie z Polskim Radiem książę Jan Żyliński.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!