Donbas. Separatyści 10 dni blokowali konwoje humanitarne Rinata Achmetowa. Koniec cichego porozumienia?

Do niedawna ostatnią deską ratunku dla większości mieszkańców wschodniej Ukrainy była pomoc ukraińskiego oligarchy, znanego z finansowania separatystów, Rinata Achmetowa. Wczoraj miliarder zapowiedział, że wstrzyma misję humanitarną, jeśli rebelianci będą nadal blokować jego konwoje.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Ponad 5 milionów Ukraińców potrzebuje wsparcia - podało ukraińskie Biuro Koordynacji Pomocy Humanitarnej. Wcześniej - w kwietniu - OBWE alarmowało, że na wschodzie Ukrainy pogłębia się katastrofa humanitarna. - W licznych wsiach widzieliśmy zrujnowane szpitale, nie ma lekarstw. Wiele dzieci, które zostały w regionie, jest po prostu w stanie szoku, nie mają gdzie się bawić, uczyć. Ludzie nie mają dostępu do pomocy socjalnej - mówił rzecznik misji obserwacyjnej OBWE Michael Bociurkiw.

Do niedawna ostatnią deską ratunku dla większości mieszkańców Donbasu była pomoc ukraińskiego oligarchy, znanego z finansowania separatystów, Rinata Achmetowa. Jego fundacja - Sztab Humanitarny "Pomożem" - była do tej pory największym źródłem dostaw. Bo o ile międzynarodowe organizacje wciąż mają trudności z przekroczeniem linii frontu, o tyle fundacja Achmetowa dotychczas była traktowana ulgowo przez separatystów.

Fundacja "Pomożem" wspomagała rodziny Donbasu od roku - od momentu, gdy ukraiński rząd wstrzymał płacenie emerytur w Donbasie. Wozili produkty dla miejscowych z miast kontrolowanych przez Kijów do punktów dystrybucyjnych w samozwańczej Donieckiej Republice Ludowej. W końcu jednak napotkali na kłopoty.

"Nie można pozwolić cywilom umrzeć z głodu i chorób"

"Separatyści blokują nasze konwoje" - napisała w oświadczeniu fundacja "Pomożem". "Ani jedna misja humanitarna od 10 dni nie dotarła na niekontrolowane tereny Ukrainy. Wciąż badamy przyczyny tej sytuacji" - napisali na swojej stronie.

Ostatni raz konwój "Pomożem" przekroczył linię frontu 15 lipca. Dowiózł produkty do punktów dystrybucyjnych. "Te zapasy się już kończą. Sytuacja humanitarna przez ostatnie dni znacznie się pogorszyła i pomoc jest tam bardziej potrzebna niż kiedykolwiek. Nie można pozwolić cywilom umrzeć z głodu i chorób" - pisze "Pomożem".

"19 ciężarówek wiezie 20 tys. zestawów przetrwania"

Dlatego wczoraj fundacja wysłała kolejny konwój z Dniepropietrowska (kontrolowanego przez Kijów) do Doniecka (kontrolowanego przez separatystów). "19 ciężarówek wiezie 20 tys. zestawów przetrwania" - czytamy w komunikacie. "Tak jak przez ostatni rok, przestrzegamy wszystkich norm i procedur. Rinat Achmetow postawił przed nami zadanie (...) - pomóc starcom, dzieciom, inwalidom" - dodali.

Podkreślili też, że jeśli separatyści zablokują ten konwój, to jutro fundacja będzie zmuszona zamknąć swoje punkty dystrybucji we wschodniej części kraju. Dziś pojawiły się informacje, że konwój został przepuszczony przez linię frontu. "W ciągu dnia wolontariusze rozpakują produkty, a jutro trafia do punktów dystrybucyjnych" - brzmi najnowsze oświadczenie fundacji "Pomożem". Skąd jednak nieporozumienia między separatystami a Achmetowem, który jest uważany za fundatora tzw. Donieckiej Republiki Ludowej?

Cichy układ między Achmetowem a separatystami

Achmetow od początku grał na dwóch fortepianach. Już podczas euromajdanu nawoływał do pokoju i jednocześnie popierał byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Gdy ten uciekł z kraju, oligarcha próbował dogadać się z nowymi władzami. Niektórzy twierdzą, że w tym samym czasie wspierał powstanie "Donieckiej Republiki Ludowej". Wystąpił nawet publicznie jako mediator, gdy w kwietniu zeszłego roku siły Kijowa chciały szturmować zajęty przez separatystów budynek obwodowej administracji.

Pojawiały się doniesienia, że Achmetow płaci separatystom, użycza im samochodów, sprzętu, w zamian za ochronę jego rezydencji. W marcu tego roku były samozwańczy premier "Donieckiej Republiki Ludowej" Aleksandr Borodaj przyznał, że port w Mariupolu nie został zaatakowany przez separatystów, by Achmetow mógł wciąż eksportować swoje produkty do Europy Zachodniej. Borodaj dodał też, że DRL faktycznie żyje z pomocy humanitarnej, którą dostarcza Achmetow, ale też z jego przedsiębiorstw, które dają pracę i zarobek. Widać jednak, że w ten cichy układ między oligarchą a separatystami coraz częściej wkradają się nieporozumienia.

Jednak nacjonalizować majątek Achmetowa

Dla przedstawicieli tzw. DRL cichy układ to za mało. Chcą głośnej i jednoznacznej deklaracji. Zarzucają oligarsze, że chce zachować swoje wpływy w Kijowie i unika oficjalnego poparcia separatystów. A na taką deklarację czekają długo.

Już w maju zeszłego roku kierownictwo tzw. DRL wezwało Achmetowa do płacenia podatków od jego majątku bezpośrednio do ich budżetu. "Wielu mieszkańców Donbasu oczekuje od Achmetowa deklaracji lojalności wobec DRL i uznania suwerenności tego terytorium" - mówili przedstawiciele Noworosji.

Obecnie coraz częściej podnoszą się też głosy, by jego fabryki i kopalnie jednak znacjonalizować. W kwietniu tego roku projekt nacjonalizacji supermarketów Achmetowa trafił do Rady Najwyższej, tzw. DRL. - Poprzez sieć tych supermarketów idzie kontrabanda z DRL, ŁRL i z Krymu na terytoria podległe Ukrainie i na odwrót - tłumaczył pomysłodawca projektu. Dodał, że nacjonalizowanie tej sieci może być traktowane jako nałożenie pierwszej ekonomicznej sankcji tzw. DRL na Ukrainę.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: