"Ja żyję. Ale dziewczyna za mną już nie". Zdjęcie zamordowanych w Turcji obiegło sieć

To zdjęcie zrobiły sobie działaczki lewicowej młodzieżówki z Turcji kilkanaście dni temu. W poniedziałek co najmniej jedna z nich zginęła w zamachu w mieście Suruc. Autorka fotografii opublikowała ją na Twitterze. Zdjęcie poruszyło sieć.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Madersahi Barajyikan przeżyła prawdopodobnie tylko dlatego, że... nie było jej na spotkaniu młodzieżówki Federacji Stowarzyszeń Młodych Socjalistów (SGDF) w Suruc. We wczorajszym zamachu bombowym w tym mieście na południowym wschodzie Turcji zginęło co najmniej 31 osób. W tym przyjaciółka Madersahi.

"Ja żyję, nic mi nie jest, nie mogłam tam pojechać. Ale dziewczyna w białej bluzce za mną nie żyje" - napisała Madersahi, autorka tych dwóch zdjęć:

Wbrew informacjom powielanym przez wielu internautów na Twitterze zdjęcia nie zostały zrobione tuż przed zamachem, a kilkanaście dni wcześniej. To nie zmniejsza jednak siły ich oddziaływania:

Na zdjęciu uśmiechnięci, pełni życia. Wczoraj zginęli

Fotografię Barajyikan zrobiła kilka tygodni temu, podczas świętowania sukcesu lewicowej, prokurdyjskiej Partii Ludowo-Demokratycznej w wyborach w Turcji (stronnictwo zdobyło 12,9 proc. głosów i 80 miejsc w parlamencie). Ale opublikowała ją wczoraj, po zamachu. Zdjęcie błyskawicznie obiegło turecki, a potem światowy internet. Ludzie podawali je dalej z podobnym przekazem - młodzi ludzie na zdjęciu byli pełni życia i zapału i chcieli pomagać - a wczoraj ich życie zostało w brutalny sposób przerwane, najprawdopodobniej przez tę samą organizację, której ofiarom chcieli pomóc.

Na konferencji w Suruc zebrali się bowiem ochotnicy, którzy mieli jechać do położonego niedaleko, za syryjską granicą, miasta Kobane. I je odbudowywać po miesiącach ciężkich walk z terrorystami z Państwa Islamskiego. Planowali zbudować bibliotekę, zasadzić nowe drzewa na miejscu zniszczonego lasu i zorganizować plac zabaw. Na Twitterze internauci przekazują sobie fotografię zabawek, które znaleziono na miejscu krwawego zamachu. Działacze SGDF planowali zawieźć je dzieciom z Kobane:





O terroryzmie i wojnach, w których giną ludzie, przeczytaj w książkach >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: