W 33 krajach za handel i przemyt narkotyków karzą śmiercią. Jest jeden region, gdzie robią to często

Koniec kwietnia 2015 r., indonezyjska wyspa Nusakambangan. Osiem osób, w tym obcokrajowcy, staje przed plutonem egzekucyjnym - za handel i przemyt narkotyków. Wybucha skandal, ale protestuje głównie Zachód. Bo większość z 33 krajów, gdzie za narkotyki grozi śmierć, leży w Azji. I nie widzą tam nic złego w tej karze.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Pluton żołnierzy był skuteczny. Według policji egzekucje przebiegły zgodnie z planem, bez żadnych przeszkód. Protesty Zachodu nie pomogły, bo w kulturze Indonezji kara śmierci za przemyt narkotyków jest szeroko akceptowana. Kraj posiada najostrzejsze na świecie przepisy antynarkotykowe, a mieszkańcy (około 75 proc.) je popierają. W 2013 r. wznowiono wykonywanie orzeczonych wyroków śmierci po nieoficjalnym moratorium, które obowiązywało przez cztery lata.

Azja bez litości dla narkobiznesu

W Singapurze, jeśli mamy przy sobie narkotyki powyżej ustawowych limitów (np. 30 g kokainy czy 500 g marihuany), prawo zakłada, że nimi handlujemy. A za to grozi kara śmierci. Od 1991 r. wykonano ją 326 razy. W ostatnich latach Singapur zaprzestał wykonywania wyroków, ale kara pozostała w kodeksie. Z kolei w Wietnamie w 2011 r. w związku z narkotykami skazano na karę śmierci co najmniej 27 osób. W Malezji w 2011 r. za przemyt narkotyków aresztowano 3845 osób. Wykonano 83 wyroki śmierci, w tym 22 na obcokrajowcach.

Dla porównania: w USA kara śmierci grozi za przemyt i handel na naprawdę dużą skalę, kwalifikują się tu zatem głównie bossowie potężnych karteli narkotykowych. Dlaczego śmierć za narkotyki to domena Azji?



Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl: Dlaczego w wielu kulturach azjatyckich sprzedaż i przemyt narkotyków są karane śmiercią?

Dr Rahul Sagar*: Są dwa powody: kulturowy, czyli odpowiedzialność i zobowiązania wobec społeczeństwa, i praktyczny - chęć powstrzymania rozwoju narkobiznesu.

Stosowanie kary śmierci ma podłoże kulturowe?

- Gdy w Europie ktoś bierze narkotyki, to swoją postawą mówi: "To jest mój wybór, ja zdecydowałem o podjęciu tego ryzyka". Z azjatyckiego punktu widzenia to nie jest twój wybór, ponieważ twoje zażywanie narkotyków będzie miało skutki dla innych ludzi - możesz im zrujnować życie. Charakterystyczna dla społeczeństw w tym regionie jest kultura porządku społecznego: przekonanie, że ludzie mają wobec swoich dzieci, partnerów, rodziców, sąsiadów i w szerokim rozumieniu społeczeństwa pewne zobowiązania.

Na przykład rodzinne?

- Dokładnie. W rozumieniu wielu kultur tego regionu rodzina jest chyba najważniejszym zobowiązaniem, jakie może mieć człowiek. A zatem twoje osobiste pragnienia powinny zostać podporządkowane porządkowi społecznemu. Ludzie, którzy uzależniają się od narkotyków albo po prostu ich używają, często robią to kosztem swojej rodziny i swoich sąsiadów, czyli przedkładają swoje pragnienia nad obowiązki wobec społeczeństwa.

A co z prawem jednostki do życia?

- W naszym rozumieniu społeczeństwo nie jest zobowiązane do zapewnienia jednostce konkretnego traktowania czy troski, skoro ta jednostka pokazała, że nie troszczy się o społeczeństwo. Jeśli ludzie angażują się w tego rodzaju antyspołeczne działania, to społeczeństwo nie jest im nic winne. Nie musi się nimi opiekować, opłacać np. pobytu w więzieniu przez całe życie.

Dlatego tak akceptowane jest przyznawanie sobie prawa do pozbawienia kogoś życia?

- Wschód rozumuje tak: jeśli popełniasz drobne przestępstwo, jesteś traktowany z godnością, zgodnie z literą prawa. Ale jeśli handlujesz narkotykami, stanowisz dla społeczeństwa zagrożenie, złamałeś swoje zobowiązania. Zażywanie narkotyków jest destruktywne, ma negatywne skutki dla innych ludzi i chcemy, by było jasne, że nasz kod społeczny nie może być łamany.

To wydaje się brutalne - skazać kogoś na śmierć. Ale jeżeli społeczeństwo ma karmić, ubierać i monitorować kogoś, kto jest zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale też dla społeczeństwa, to jest to oceniane jako jeden krok za daleko.

Na Zachodzie coraz łagodniej traktuje się narkotyki, w szczególności marihuanę - niektóre kraje, a także część stanów USA, zalegalizowały jej użycie. A Wschód wykonuje wyroki.

- Singapur i kilka innych krajów azjatyckich rozróżnia oczywiście różne klasy narkotyków. Ale czy miękkie narkotyki mają być zalegalizowane? W USA ta debata dopiero się zaczęła. Myślę, że kraje takie jak mój będą ostrożne i będą czekać na naukowe analizy szkodliwości marihuany, raporty psychologów czy pracowników socjalnych dotyczące skutków społecznych legalizacji w innych krajach.

Chcą poczekać i zobaczyć?

- W pewnym sensie stan Kolorado to teraz laboratorium, które Singapur może obserwować (śmiech). Singapurczycy wierzą w naukę i opierają swoje decyzje na przesłankach naukowych. Jeśli pojawią się mocne dowody naukowe, że marihuana szkodzi mniej niż np. papierosy czy alkohol (a te towary są w Singapurze ze względu na swoją szkodliwość bardzo wysoko opodatkowane), mogą zmienić zdanie. Ale to ten typ społeczeństwa, który będzie niechętny zmianie, chyba że właśnie otrzyma mocne dowody, że może to zrobić.

Czy ekspansja zachodniej kultury, która dosięga także Azji, zmienia podejście do kary śmierci?

- Kraje Azji Wschodniej upodabniają się w wielu aspektach życia społecznego do Zachodu, coraz większa jest różnorodność rodzajów związków, preferencji seksualnych, tego, czy ludzie się żenią, czy nie, czy mają dzieci, czy nie. Już rośnie status jednostki. Ale jest kilka kwestii, w których dezaprobata dla chaosu, społecznego nieuporządkowania jest duża, w tym narkotyki. To pokłosie historii regionu. Wiele krajów Azji Południowo-Wschodniej doświadczyło nieporządku, chaosu i przemocy, np. Chiny.

Wasalizacja wobec mocarstw europejskich, wojny opiumowe...

- Dokładnie tak. Historia wciąż wywołuje emocje. A na dodatek jest aktualna do dzisiaj. To jest drugi powód istnienia kary śmierci za narkotyki w azjatyckich kodeksach karnych: chęć powstrzymania rozwoju całego procederu w krajach azjatyckich. Smutna rzeczywistość wygląda tak, że Azja ma problem - narkotyki u nas po prostu rosną. W Europie ten problem nie jest aż tak duży. A u nas - Afganistan, opium w Indiach, "złoty trójkąt": Birma, Laos, Kambodża. To nadal w tych miejscach zaczyna się wiele światowych szlaków transportu narkotyków. Podobnie jak Ameryka Południowa, tak i Azja Południowo-Wschodnia to miejsce, gdzie znajduje się wiele wytwórni. I to sprawiło, że rządy krajów azjatyckich bardzo ostro walczą z handlarzami i z samym handlem.

Liczą, że wyeliminują ten biznes?

- Nie łudzą się, że wyeliminują, ale mają nadzieję, że go zmniejszą. Spożycie narkotyków w Hongkongu czy Singapurze jest prawie zerowe. A wyższe w takich krajach jak Wietnam, Laos czy Kambodża. Zastosowanie kary śmierci daje rządowi możliwość wysłania sygnału: "Będziemy powstrzymywać handel, a dla tych, którzy w nim uczestniczą, wzrosną koszty".

Władza chce pokazać, że nie żartuje?

- Tak. Społeczeństwa azjatyckie, w tym Singapur, próbują poprzez używanie kary śmierci powstrzymać rozwój narkobiznesu. Od lat w Singapurze nie wykonujemy wyroków śmierci - ale kara wciąż jest w arsenale środków i można po nią sięgnąć, gdy chcemy pokazać, że są takie przestępstwa jak handel narkotykami, które nie będą tolerowane. Może pan jechać z niedozwoloną prędkością, kraść, korumpować, oszukiwać. To są przestępstwa. Ale narkotyki niszczą tkankę społeczną. Po prostu nie są akceptowane.



Dr Rahul Sagar wykłada nauki polityczne w Yale NUS College (kooperacja Yale i NUS, czyli Narodowego Uniwersytetu w Singapurze) oraz w Katedrze Polityki Publicznej im. Lee Kuan Yew na NUS. Wcześniej był adiunktem na Uniwersytecie Princeton. Zajmuje się głównie teorią polityki i polityką publiczną, pisał o problematyce tyranii, władzy i realizmu politycznego. Jego pierwsza książka - "Tajemnice i przecieki: Dylematy tajemnicy państwowej" - otrzymała wiele prestiżowych nagród i wyróżnień, m.in. CHOICE Outstanding Title i National Academy of Public Administration's 2014 Louis Brownlow Award. Dr Sagar publikował bądź wypowiadał się dla m.in. CNN, BBC, ABC, Foreign Affairs, New York Review of Books, Washington Post, Guardian, The Atlantic, Forbes i Sydney Morning Herald.



Michał Gostkiewicz Dziennikarz Gazeta.pl. Specjalizuje się w wywiadach, rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Muhammadem Yunusem, Andrzejem Stasiukiem, Chrisem Niedenthalem i prezydentem elektem Andrzejem Dudą. W Gazeta.pl pisze o sprawach zagranicznych, fotografii i podróżach, prowadzi też bloga Realpolitik i bywa na Twitterze.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Skomentuj:
W 33 krajach za handel i przemyt narkotyków karzą śmiercią. Jest jeden region, gdzie robią to często
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX