Ostatni odcinek "Top Gear" z Clarksonem. "Telewizja-zombie", słoń w studio. "Przykro mi, że to się tak skończyło"

W telewizji BBC wyemitowano długo wyczekiwany ostatni odcinek programu "Top Gear" z Jeremym Clarksonem. W studio zamiast niego stał słoń, a przed telewizorami zasiadło ponad pięć milionów widzów. Oceny fanów były bardzo zróżnicowane.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Jeremy Clarkson został wyrzucony z "Top Gear" po tym, jak uderzył jednego z producentów programu. Telewizja BBC zapowiedziała, że nie zamierza przedłużyć umowy z prezenterem na kolejną serię programu. Wyemitowany został ostatni odcinek, w którego nagrywaniu brał udział Clarkson.

Dwaj pozostali prezenterzy, Richard Hammond i James May, część programu odbywającą się w studio musieli nagrać sami. Zdecydowano, że wyjątkowo nie będzie tam publiczności, a w tle postawiono plastikowego słonia o imieniu Jeremy. To dość dosłowne potraktowanie popularnego w języku angielskim wyrażenia "słoń w salonie", odnoszącego się do dużego problemu, o którym nikt nie chce otwarcie rozmawiać. Mimo że sprawa odejścia Clarksona była bardzo szeroko omawiana przez media, w tym samą BBC, w trakcie programu nie wspomniano o niej ani razu.



Ostatni odcinek "Top Gear" obejrzało około 5,3 mln widzów. To więcej niż w przypadku poprzednich odcinków programu, ale mimo symbolicznego znaczenia odcinka, oglądalności daleko było do rekordowej. Jak podaje BBC, w grudniu 2008 r. wynosiła ona ponad 8 mln osób.

"Gdyby Brytyjczycy chcieli zrobić naprawdę niemiecki samochód..." Zobacz 10 najlepszych tekstów Clarksona

"Martwe" fragmenty bez Clarksona

Nie wszyscy fani programu byli zadowoleni z ostatniego odcinka. "Wyobrażam sobie teraz jakiegoś wysoko opłacanego szefa BBC, który siedzi w ciemnym pokoju, kołysze się w przód i w tył i mamrocze w kółko: 'co my zrobiliśmy...'" - napisała na Twitterze jedna z osób oglądających program.



Wiele osób stwierdziło też, że telewizja BBC powinna była pozwolić nagrać Clarksonowi pożegnanie. Inni krytykowali sam ostatni odcinek i "martwe" fragmenty w studio nagrywane bez popularnego prezentera.



Wielu wielbicieli programu uznało jednak, że ostatni odcinek był na świetnym poziomie i wyraziło ogromny żal, że skończył się pewien jego etap.

"Jest mi bardzo przykro"

Jeremy Clarkson na Twitterze pożegnał się z fanami "Top Gear". "Wielkie podziękowania za wasze wsparcie i doping przez te wszystkie lata. Jest mi bardzo smutno i przykro, że to się tak skończyło" - napisał.



Program oceniły też media. Recenzje były bardzo zróżnicowane - od zachwytu nad humorem i jakością programu, po krytykę. Dla wielu dziennikarzy program bez Clarksona był niezręczny i bez życia. "To nie był prawdziwy odcinek 'Top Gear', to była pusta skorupa. Telewizja-zombie" - napisał "Daily Mail". Według "The Sun" May i Hammond "wydawali się zagubieni bez Clarksona", a fragmenty nagrywane w studio "były po prostu smutne".

Clarkson był prezenterem "Top Gear" od 1988 roku. Jest to jeden z najpopularniejszych programów telewizyjnych na świecie. Dziennikarz kontynuuje razem z pozostałymi prowadzącymi serię występów na żywo na całym świecie i negocjuje z innymi telewizjami stworzenie nowego programu.

Przeczytaj książki Jeremy'ego Clarksona i poznaj jego cięty język >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!