Obama śpiewa "Amazing Grace" na pogrzebie pastora. Mocny, emocjonalny apel przeciw rasizmowi [WIDEO]

Podczas niezwykle emocjonalnego przemówienia na pogrzebie czarnoskórego pastora zamordowanego przez białego rasistę Barack Obama nagle zaśpiewał "Amazing Grace". Ta pieśń to symbol walki z rasizmem i niewolnictwem - napisał ją były handlarz niewolników, który nawrócił się na chrześcijaństwo.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

To, że Barack Obama potrafi całkiem dobrze śpiewać, wiadomo to co najmniej od czasu, gdy w czasie kampanii wyborczej w 2011 r. zaskoczył zebranych na wyborczym obiedzie swoją wersją amerykańskiego bluesowego klasyka "Sweet Home Chicago". Ale tym razem zaśpiewał - choć nie aż tak dobrze - pieśń o niezwykłym emocjonalnym ładunku. I w niezwykłych okolicznościach.

"Amazing Grace" zna niemal każdy Amerykanin. Ta XVIII-wieczna pieśń, napisana przez byłego handlarza niewolników, który nawrócił się na chrześcijaństwo, śpiewana przez wielu artystów gospel, jest mocno kojarzona z walką o równouprawnienie czarnoskórych w USA.

Gdy Obama zaintonował ją przed złożonym w większości z Afroamerykanów ponadpięciotysięcznym tłumem, początkowe zaskoczenie po chwili ustąpiło, a ludzie przyłączyli się do śpiewu. Po refrenie Obama niemal wykrzyczał, w stylu przypominającym kazania charyzmatycznych pastorów, nazwiska dziewięciu osób.

Prezydent przemawiał na pogrzebie czarnoskórego pastora. 41-letni Clementa Pinckney zginął w ubiegłym tygodniu wraz z ośmioma innymi osobami z rąk zamachowca w świątyni należącej do Afrykańskiego Kościoła Metodystyczno-Episkopalnego w Charleston. Kościół w Charleston jest jednym z najbardziej znanych w USA centrów życia społecznego czarnoskórej mniejszości.

Zabójcą okazał się biały, Dylan Roof, a sieć szybko obiegło jego zdjęcie z historyczną flagą konfederackiego Południa umieszczone na stronie wraz z rasistowskim manifestem.

Obama ostro przeciw rasizmowi w USA

Obama, który w drugiej części swojej ostatniej kadencji w Białym Domu nieraz już pokazał bardziej "ludzki", emocjonalny styl sprawowania urzędu, tym razem mówił o sprawie bardzo mu bliskiej - wciąż istniejącym problemie rasizmu w USA, którego sam był ofiarą. W przemowie, którą Reuters już określił jako jedną z najbardziej znaczących w jego dorobku, prezydent USA wspomniał ofiary masakry i apelował do amerykańskiego społeczeństwa, by tragedię w Charleston obrócić w dobro i zmniejszać podziały rasowe w Stanach Zjednoczonych.

Obama nawiązał też do ogólnonarodowej dyskusji, która przetoczyła się przez kraj w ubiegłym tygodniu - o pozbywaniu się z przestrzeni publicznej wciąż powszechnej na amerykańskim Południu flagi konfederatów. - Zbyt długo byliśmy ślepi na ból, który ta flaga, symbol rasowego panowania [białych nad czarnymi], wywoływała w wielu naszych obywatelach - powiedział. - Może teraz zrozumiemy, że rasowe uprzedzenia zarażają nas nawet wtedy, gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy - dodał.

Reuters pisze, że masakra w Charleston dotknęła trzech spraw ważnych dla Obamy - ograniczenia dostępu do broni, rasizmu i osobistej znajomości z pastorem Pinckneyem, którego poznał w 2008 r. Prezydent po masakrze w szkole w Newtown, gdzie zginęło 20 dzieci, próbował przewalczyć w Kongresie zaostrzenie praw regulujących dostęp do broni, jednak przegrał w Kongresie. - Zbyt długo byliśmy ślepi na rzeź, która dzieje się w tym kraju przez broń palną - podkreślił.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!