Siemoniak ostro o Bieńkowskiej: Zdanie o pracy za 6 tys. obiegło Polskę. To katastrofalne

- To bulwersujące. Obywatele mogli pomyśleć, że wszyscy politycy tak się zachowują - mówił o bohaterach afery taśmowej Tomasz Siemoniak. Wicepremier na antenie TVN24 odniósł się w ten sposób do ujawnienia akt sprawy przez Zbigniewa Stonogę i ?politycznego trzęsienia ziemi? w rządzie.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Wielokrotnie rozmawiałem z panią premier i sądzę, że nikt w PO nie był zaskoczony dymisjami. W ubiegłym tygodniu mieliśmy spotkanie klubu parlamentarnego, na którym premier uzyskała bardzo mocny mandat do prowadzenia swojej polityki jako przewodnicząca partii. Wczorajsze decyzje dotyczyły rządu, którego jest szefową, i w którym w każdej chwili w stosunku do każdego ministra może podjąć odpowiednią decyzję - mówił w "Kropce nad i" Tomasz Siemoniak.

Wicepremier przekonywał, że decyzję Ewy Kopacz "przyjęto w PO bardzo dobrze". Gdy Monika Olejnik zauważyła, że posłowie wydawali się zaskoczeni rekonstrukcją rządu, Siemoniak tłumaczył, że klub PO liczy ponad 250 osób. - Dlatego o zmianach najpierw poinformowano opinię publiczną. W innym wypadku ta wiadomość od razu przedostałaby się do mediów - wyjaśnił.

Olejnik: Rządzi Zbigniew Stonoga, a nie Ewa Kopacz?

Prowadząca program chciała też wiedzieć, dlaczego dymisje nastąpiły dopiero teraz - afera taśmowa została przecież ujawniona niemal rok temu. - Ewa Kopacz nie była wtedy premierem, a ówczesny szef rządu [Donald Tusk - przyp. red.] przyjął inny sposób wyjaśnienia sprawy, licząc, że prokuratura zadziała sprawnie. Premier uznała, iż zwłaszcza po wycieku informacji z prokuratury nie można dłużej czekać. Ta sprawa staje się takim bagażem dla PO, że bez radykalnych cięć będziemy przez następne tygodnie, miesiące się z tego tłumaczyć - zaznaczył.

- Czyli rządzi Zbigniew Stonoga, a nie Ewa Kopacz? - dopytywała Olejnik. - Nie, nie można tego tak ocenić - protestował Siemoniak. - Po zobaczeniu tego, że akta z afery podsłuchowej będą elementem gry, pani premier powiedziała wyraźnie: dość gry sprawą podsłuchów; chcę, żeby w moim rządzie nie było osób, które w jakikolwiek sposób są z tym związane - podkreślił.

Nagrane osoby "powinny się wstydzić tego, co mówią"

Siemoniak odniósł się także do oświadczenia szefowej rządu. - Ewa Kopacz powiedziała słowo "przepraszam". Uważam, że zrobiła bardzo dobrze. Też czuję się za to odpowiedzialny, choć ani nie przeklinam, ani nie chodziłem do tych restauracji - mówił. - To absolutnie bulwersujące, że obywatele mogli pomyśleć, iż wszyscy politycy tak się zachowują. Jedzą za państwowe pieniądze, przeklinają i cynicznie podchodzą do państwowych spraw. Myślę, że środowe decyzje pani premier radykalnie nas od tego odcięły - zauważył.

Komentując nagraną rozmowę, b. minister infrastruktury i rozwoju Elżbiety Bieńkowskiej i szefa CBA Pawła Wojtunika Siemoniak stwierdził, że osoby te "powinny się bardzo wstydzić za to, co mówią". - Zdanie o pracy za 6 tys. złotych obiegło Polskę i jest to katastrofalne. Warto byłoby usłyszeć "przepraszam". Wiem, że to są prywatne rozmowy, ale nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek nawet w prywatnej rozmowie mógł tak oceniać rzeczywistość - powiedział.

Polityczne trzęsienie ziemi w rządzie

W środę premier poinformowała, że  z funkcji w rządzie zrezygnowali ministrowie: zdrowia Bartosz Arłukowicz, sportu Andrzej Biernat, skarbu Włodzimierz Karpiński oraz wiceministrowie: skarbu Rafał Baniak, środowiska Stanisław Gawłowski, gospodarki Tomasz Tomczykiewicz. Z funkcji szefa doradców premiera ustąpił Jacek Rostowski, a ze stanowiska koordynatora służb specjalnych - Jacek Cichocki (pozostaje on jednak szefem KPRM). Decyzję o rezygnacji z funkcji marszałka Sejmu podjął również Radosław Sikorski.

Zmiany w rządzie i Sejmie nastąpiły po publikacji w internecie materiałów ze śledztwa z tzw. afery podsłuchowej. Afera ta dotyczy prywatnych rozmów ministrów i polityków PO, które zostały podsłuchane i nielegalnie nagrane w warszawskich restauracjach od lipca 2013 roku, a upublicznione latem 2014 roku w mediach. W jednym z portali społecznościowych, na profilach biznesmena Zbigniewa Stonogi i jego gazety, opublikowano zdjęcia kilkunastu tomów akt śledztwa w tej sprawie, prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: