Afera podsłuchowa. Falenta był "wujem", nagrania "książkami", pieniądze "rentą". Co jest w aktach ujawnionych przez Stonogę?

20 tysięcy złotych "na zachętę", 10 tysięcy miesięcznie, a nawet "stanowisko w rządzie" - taką zapłatę miał oferować Marek Falenta kelnerom, którzy nagrywali VIP-ów w restauracjach. A w zamian? "Informacja, która w tych czasach jest najdroższym produktem". Akta opublikowane przez Zbigniewa Stonogę to jednak w większości informacje znane od wielu miesięcy.
Zbigniew Stonoga opublikował w internecie 20 tomów akt prokuratorskich w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Istotną część dokumentów stanowią zeznania kelnerów - Łukasza N. i Konrada L. Zeznania innych osób zamieszanych w sprawę są w większości zdawkowe. Wczoraj Zbigniew Stonoga został przesłuchany. Postawiono mu zarzut bezprawnego upubliczniania informacji z postępowania dotyczącego podsłuchów. Biznesmen ma zakaz opuszczania kraju.

W dokumentach znajdują się m.in. protokoły przesłuchań: Roberta Sowy i innych osób związanych z restauracją Sowa i Przyjaciele, którzy odpowiadają na pytania dotyczące standardów bezpieczeństwa lokalu i kadry; Rafała Baniaka z Ministerstwa Skarbu Państwa (dotyczące głównie znajomości z Falentą); innych kelnerów i osób spokrewnionych z podejrzanymi; biznesmenów odwiedzających ww. restaurację czy osób związanych biznesowo z Falentą.

W aktach znajdują się nawet zeznania Krzysztofa Rutkowskiego, który odwiedził restaurację, ponieważ "był ciekawy, jak wygląda słynny VIP-room, w którym dokonano rejestracji spotkania panów Sienkiewicza i Belki".

Co jest w materiałach opublikowanych przez Stonogę?

Gros materiałów stanowią dokumenty, tj. wnioski, listy do prokuratury czy fragmenty przepisów prawnych. Zawarte w opublikowanych przez Stonogę aktach informacje związane z aferą taśmową w najistotniejszych fragmentach nie wykraczają ponad to, co ustalił Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" w marcu tego roku.

Informacje na temat rozmów VIP-ów to jeden z wątków poruszanych przez kelnerów w zeznaniach. Wyjaśnienia pozwalają przyjrzeć się kulisom afery. W zeznaniach znajdują się jednak także spekulacje i opisy życia osobistego podsłuchiwanych. Wśród materiałów dowodowych, które dotąd nie były opublikowane, są również informacje osobiste i dane wrażliwe (również osób zupełnie niezwiązanych ze sprawą podsłuchów) oraz krótkie zeznania szefa CBA Pawła Wojtunika i biznesmena Jana Kulczyka. Są też nazwiska, adresy i numery PESEL osób podsłuchiwanych i postronnych.

Co jest w zeznaniach kelnerów?

Najistotniejsze z punktu widzenia afery podsłuchowej są zeznania kelnerów i dokładny opis ich działania - od momentu poznania Falenty aż do publikacji stenogramów rozmów.

Według zeznań Łukasza N. Falenta często bywał w restauracji Sowa i Przyjaciele. Znajomość mężczyzn przeradzała się w bardziej koleżeńską, aż Falenta zaproponował kelnerowi, by ten nagrywał ludzi biznesu i polityki, którzy odwiedzają restaurację.

Biznesmen chciał wykorzystać nagrania do własnych celów, o publikacji rozmów nie było mowy. "On jako multimilioner, dostając ode mnie informację, że dana firma chce kupić albo sprzedać jakąś spółkę, więc będzie spadek albo wzrost akcji, a on jako gracz giełdowy może wykorzystać do tego, żeby zarobić bardzo duże pieniądze" - zeznał Łukasz N. Pozyskane informacje miał też "wykorzystać do załatwienia jakichś spraw ze służbami".

"Byłoby dobrze, żeby wywalić Sienkiewicza ze stołka"

Wątek motywacji Falenty Łukasz N. rozwija w innym zeznaniu: "Powiedział mi, że Sienkiewicz poprzez służby celuje w Składy Węgla (należące do Falenty - red.), bo premier chce stworzyć państwowe składy węgla, żeby zdobyć głosy, co uniemożliwiłoby Falencie prowadzenie własnego biznesu". I bardziej bezpośrednio: "Byłoby dobrze, żeby wywalić Sienkiewicza ze stołka".

Z dokumentów wynika, że Falenta powiedział Łukaszowi N., że "zaaresztowali mu dużo ludzi ze Składów Węgla" i "jest problem z CBŚ". "Mówił, że jest jawne wchodzenie służb, które podlegają Sienkiewiczowi, i pokazywał mi na telefonie pismo, które dostał od służb, nie interesowałem się treścią, że ma do zapłaty 10 milionów zł na poczet jakichś tam zabezpieczeń. Powiedział, że najlepiej byłoby, żeby odpalić Sienkiewicza" - zeznał N.

Konrad L. zeznał natomiast: "Od Łukasza wiem, że celem działania Marka Falenty, sympatyzującego z ugrupowaniem PiS i prawicą, jest obalenie rządu RP. Łukasz informował mnie również, że Marek Falenta może chcieć wykorzystać ww. nagrania w kontaktach ze służbami specjalnymi. Nie wiem, czy chodziło o polskie, czy o obce służby".

Ile kelnerzy mieli dostać za nagrywanie?

Pieniądze? "20 tysięcy złotych na zachętę", o których mówi N., to tylko początek. Łukasz N. postanowił do "biznesu" dołączyć Konrada L., któremu znalazł pracę w Pałacu Sobańskich. L. na początek dostał pięć tysięcy złotych.

"Przez cały czas Falenta obiecywał nam jakieś pieniądze. Po około 2-3 miesiącach wspólnej działalności z Konradem doszliśmy do wniosku, że dobrze byłoby, gdybyśmy dostawali co miesiąc jakieś pieniądze za te nagrania. Ja taką kwestię poruszyłem na jednym ze spotkań z Falentą. Uzgodniłem z nim, że co miesiąc będzie wypłacał nam dziesięć tysięcy zł. Łącznie dla nas obu" - zeznał Łukasz N.

Nie był jednak uczciwy wobec kolegi. "Konrad myślał, że dostajemy pięć tysięcy zł na dwóch. Z tej kwoty dostawał dwa i pół tysiąca zł. Nie wiedział o pozostałych pięciu tysiącach zł, które zostawiałem dla siebie" - dodał.

Konrad L. zeznał, że łącznie otrzymał od Falenty kwotę 20 tys. zł.

Poza pieniędzmi pojawia się też wątek władzy. Według zeznań kelnera Falenta "jest blisko" z PiS i może zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. "Jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to ja mogę nawet dostać jakąś tekę z tymi informacjami, które mam. Czyli mogę dostać jakieś stanowisko w rządzie PiS" - czytamy w dokumentach. N. twierdzi jednak, że takiego rozwiązania nie brał pod uwagę.

Nagrano około 90 osób

Z zeznań obu kelnerów przebija się specyficzna relacja N. z Falentą. "Powodował taką atmosferę, jakbym był jego wspólnikiem. On mi imponował swoją osobą, a ja chciałem się wykazać" - zeznał Łukasz N. Konrad L. uznał natomiast, że Falenta "bardzo imponował Łukaszowi. Łukasz widział w nim swojego mentora".

Obaj od września 2013 r. do czerwca 2014 r. nagrali około 90 osób. Konrad L. przekazał Łukaszowi N. "około 40 rozmów, mniej lub bardziej istotnych". Ten przekazywał po kilka nagrań Falencie. Od siebie dołożył "około 50 rozmów".

Mężczyźni posługiwali się specyficznym slangiem. Falenta był "wujem", nagrania "książkami", odsłuchiwanie nagrań "czytaniem", program rezerwacji miejsc w Pałacu Sobańskich "biblioteką", a pieniądze otrzymane od Falenty nazywane były "rentą".

Panika kelnerów. "Ktoś może chcieć się zemścić"

Pewnego dnia Łukasz N. miał dostać od szefa PKN Orlen Jacka Krawca informację, że "są nagrania z restauracji Sowa i Przyjaciele ze spotkań biznesmenów i polityków oraz że na pierwszy ogień idzie spotkanie Sienkiewicz - Belka". N. wpadł w panikę. Miał napisać do Falenty: "Coś ty zrobił? Jestem skończony". Falenta stwierdził, że to blef, ale poinstruował, że kelnerzy mają usunąć dowody. Mieli się więcej nie kontaktować ze zleceniodawcą.

N. rozbił dysk twardy komputera młotkiem. Rozbił też kilka urządzeń, które służyły do nagrywania. Sprzęt wyrzucał do Wisły i bajorka na Sadybie. "Moją pierwszą reakcją było to, żeby poinformować te osoby, które przychodziły do restauracji, i te, które najbardziej lubiłem. Napisałem do Sławomira Nowaka, że dostałem od pana Krawca, że dostałem od niego takie informacje i że te nagrania mają być opublikowane w poniedziałek" - zeznał dalej.

Konrad L. po otrzymaniu informacji od kolegi "pozbył się ww. komputera oraz wszystkich posiadanych nośników, na których zarejestrowane były rozmowy ww. osób". Komputer i dyski wyrzucił do Wisły, dysk twardy laptopa do kosza na śmieci na warszawskim Mokotowie. "Przed wyrzuceniem, dyski twarde, komputer ASUS oraz urządzenia podsłuchowe celowo uszkodziłem mechanicznie poprzez kilkakrotne uderzanie w nie młotkiem" - podał.

Łukasz N. zeznał również, że "bardzo boi się o swoje życie". "Od kilku dni jeżdżą za mną jacyś ludzie i jestem śledzony. Spotykali się u mnie w restauracji Sowa i Przyjaciele ludzie wielkiego biznesu, dla których jestem osobą bardzo niewygodną i może zależeć im, żeby się mnie pozbyć, nawet zabijając mnie. Publikacja nagrań również niesie zagrożenie dla mojego życia lub zdrowia. Ktoś może chcieć się zemścić. Wnoszę o przydzielenie mi ochrony z uwagi na realne zagrożenie mojego życia lub zdrowia w związku z zaistniałą sytuacją" - czytamy w materiałach.

Co mówili w śledztwie Wojtunik i Kulczyk?

Zeznania Wojtunika to relacja jego spotkania z Sylwestrem Latkowskim, ówczesnym naczelnym "Wprost", które ujawniło pierwsze nagrania z podsłuchów. Wojtunik opisał dziennikarza jako sprawiającego wrażenie "osoby, która nie ma czasu na rzetelne pogłębienie i opracowanie materiału". "Akcentował, że nie chce materiałem doprowadzić do dymisji poszczególnych ministrów, a jego zdaniem taki będzie skutek publikacji" - zeznał Wojtunik.

Jego zdaniem Latkowski nie powiedział nic, co identyfikowałoby źródło pochodzenia nielegalnych nagrań. Miał jedynie powiedzieć, że w sprawę zaangażowany jest dziennikarz Piotr Nisztor.

Jan Kulczyk w swoich zeznaniach stwierdził natomiast, że korzysta czasami z prywatnego gabinetu Aldony Wejchert w Pałacyku Sobańskich, ale nie chadza do znajdującej się w budynku restauracji. "Według mojej wiedzy ten gabinet [Aldony Wejchert - red.] jest zabezpieczony przed dostępem osób trzecich. Jestem bardzo przeczulony na punkcie bezpieczeństwa prowadzonych rozmów" - zeznał.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: