Ćwiąkalski: Te materiały od trzech miesięcy krążyły po Warszawie. Zlekceważono to

Gazeta Stonoga publikuje akta. - Według moich informacji te materiały krążyły po tzw. Warszawie od mniej więcej trzech miesięcy. I dziwię się, że przez tak długi czas nie podjęto żadnych kroków, by próbować ustalić źródło przecieku - mówił w Radiu TOK FM prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Komentował w ten sposób ujawnione przez Zbigniewa Stonogę akta śledztwa z afery taśmowej.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Gdzie są służby, które albo nie wiedzą, albo - jeszcze gorzej - wiedzą i nic nie robią? - pytał. - Skoro wiedzieli dziennikarze, wiedziały o tym służby. Zlekceważono to - mówił. - Problem przecieków w Polsce jest taki, że nie ściga się dostatecznie energicznie ich sprawców - stwierdził Ćwiąkalski, podkreślając, że tym razem nie chodzi o dziennikarzy i tajemnica dziennikarska nie wchodzi w grę.

Kto doprowadził do przecieku?

Ćwiąkalski zaznaczył, że osoba, która udostępniła akta sprawy, wykazała się ogromną nieodpowiedzialnością. Kim mogła ona być? - Albo pełnomocnicy pokrzywdzonych, albo sami pokrzywdzeni, podejrzani, ich obrońcy albo pracownicy prokuratury. To krąg osób, który mógł te materiały przekazać dalej. Innych możliwości nie ma - zaznaczył były minister sprawiedliwości.

Zdaniem Ćwiąkalskiego przeciek Stonogi negatywnie odbije się na innych postępowaniach. - Wyobraźmy sobie, że ktoś składa zeznania jako świadek, dużo wie. Ale jak sobie uświadomi, że jego zeznania ukażą się w prasie, woli zapomnieć, co ma zeznać. Woli nie wchodzić w szczegóły - mówił.

Stonoga ujawnia

Wczoraj wieczorem na Facebooku opublikowano zdjęcia akt ze śledztwa w sprawie tzw. afery podsłuchowej, które prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Ujawniono materiały z 13 tomów akt śledztwa spośród ponad 20 tomów akt.

Więcej o: