Gronkiewicz-Waltz: Nie dałabym sztabowcom Komorowskiego prowadzić kampanii PO

- Momentami, zwłaszcza na początku, kampania była słaba - oceniła w RMF FM Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem kampania była "zbyt powolna i mało polaryzująca", ponieważ "prezydent chciał zgody". Przyznała jednocześnie, że "hejtów było bardzo dużo".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Ja byłam odpowiedzialna za kampanię w Warszawie, gdzie wynik jest bardzo dobry i jest bardzo wysoka frekwencja - mówiła na antenie RMF FM Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy i wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej. - Nie dałabym tym samym sztabowcom kampanii do przeprowadzenia - zadeklarowała.

Jej zdaniem "trzeba robić kampanię w internecie, na Twitterze", bo to środki, które docierają. - Hejtów było bardzo dużo, przeciwnicy bardzo ostro pracowali. Kandydat był miły i grzeczny, ale zajścia podczas spotkań z prezydentem były bardzo nieprzyjemne i umówmy się, że nie byli to ludzie, którzy się nagle skrzyknęli - stwierdziła. Pytana, czy uważa, że osoby te były inspirowane przez sztab Dudy, dodała: - Tego nie powiedziałam. Na pewno były zorganizowane.

Bieńkowska obraziła Polaków?

Gronkiewicz-Waltz nie potwierdziła, czy sztab Komorowskiego wydał na kampanię 19 mln zł. - Ta suma nie padła na posiedzeniu zarządu - mówiła. A jakie wnioski przedstawia zarząd? - Nie rozmawialiśmy za dużo o porażce. Pewne rzeczy powiedzieliśmy - trzeba bardziej intensywnie zrobić kampanię, która będzie. Mówiliśmy o nowym otwarciu - opowiadała.

Prezydent stolicy przypomniała też, że pierwszy raz od 1989 roku mamy do czynienia z ośmioma latami rządów jednej formacji. - Zrobiliśmy bardzo dużo reform koniecznych, trudnych, niepopularnych. Za to się zawsze płaci - oceniła.

Przyznała też, że "taśmy zrobiły szkodę" Platformie, a słowa Elżbiety Bieńkowskiej o wynagrodzeniu poniżej sześciu tysięcy złotych są "dla Polaków rzeczywiście obraźliwe".

Kolonie z Kaliszem

Prowadzący audycję Konrad Piasecki pytał prezydent o ewentualne przetasowania w rządzie przed wyborami. - Premier Ewa Kopacz podejmie takie działania, jeśli ministrowie się nie sprawdzą - mówiła. W jej ocenie "jedni sprawdzają się lepiej, inni gorzej".

Czy PO zamierza przyjąć do partii dawnych liderów lewicy? - Absolutnie jestem temu przeciwna - stwierdziła. Nie chodzi jednak o osobiste antypatie. - Z Rysiem Kaliszem jeździłam na kolonie od dziecka, bardzo go lubię - stwierdziła, ale dodała, że "Platforma musi mieć swój charakter, a nie inkorporować osoby, którym nie powiodło się życie polityczne".



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!