Władysław Bartoszewski nie żyje. "Powiedział mi: Umrę tak, jak żyję - w biegu. Zazdrości mi pan? Ja powiedziałem: zazdroszczę"

Władysław Bartoszewski nie żyje. - Powiedział mi kiedyś: Panie Michale, umrę tak, jak żyję - w biegu. Zazdrości mi pan? Ja powiedziałem: zazdroszczę - wspomina jego przyjaciel, scenarzysta filmowy Michał Komar.
Władysław Bartoszewski zmarł w wieku 93 lat. Na antenie Radia TOK FM wspominał go Michał Komar, scenarzysta i krytyk filmowy, przyjaciel Władysława Bartoszewskiego.

- Władysław Bartoszewski nie był ani lewicowcem, ani prawicowcem. Sam siebie nazywał umiarkowanym, chrześcijańskim konserwatystą. Miał ogromnie dużo wspólnego z chrześcijańskimi demokratami niemieckimi, uważał, że to jest ten umiar, który prowadzi do pojednania - powiedział w rozmowie z TOK FM Michał Komar.

Jak podkreślił, to niesamowite, że osoba o tak ciężkim doświadczeniu okupacyjnym tak szybko - bo już w latach 60. - zaczęła działać na rzecz pojednania z Niemcami. - Wykonywał na tym polu gigantyczną pracę, zgodnie z listem biskupów polskich. Zawsze podkreślał, że jest głęboko wierzącym chrześcijaninem, traktował to bardzo szeroko - podkreślał Komar.



- Powiedział mi kiedyś: Panie Michale, toż ja własnymi rękami grzebałem swoich najbliższych, własnymi rękami ich nakrywałem gruzem. I popatrzył na swoje ręce - wspominał. - Ja nie chcę go żegnać, bo on jest ze mną - mówił.

"To dzieło powinno być wydawane w wielkich nakładach..."

Komar, autor dwuczęściowego wywiadu-rzeki z Władysławem Bartoszewskim, rozmawiał też o dziedzictwie profesora. - Stworzył, dzięki wsparciu "Tygodnika Powszechnego" i dzięki pomocy Zofii Lebinówny, gigantyczne dzieło pt. "Ten jest z ojczyzny mojej". To relacje Żydów i Polaków, którzy opowiadają o ratowaniu Żydów na terenach okupowanych przez Niemcy. To dzieło powinno być wydawane w wielkich nakładach w języku francuskim, angielskim, niemieckim, rosyjskim - żeby pokazywać, jak to działało naprawdę - podkreślił Komar.

Władysław Bartoszewski: niezapomniane cytaty >>>

Bartosz Wieliński z "Gazety Wyborczej" stwierdził wcześniej w TOK FM, że będzie miał do Niemców pretensje, jeśli nie powstanie niedługo ulica imienia Bartoszewskiego w Berlinie. - Może nie ulica, ale może taka ławeczka, jaką oferowano Janowi Karskiemu, bo Władysławowi to się należy - stwierdził Komar.

Przyjaciele Bartoszewskiego mieli do niego żal

Wspomniał też, że Bartoszewski miał w głowie wiecznie otwarte archiwum - pamiętał wszystkie szczegóły zdarzeń, w których brał udział. - Powiem pani w tajemnicy. Parę osób, jego przyjaciół z czasów okupacji, miało do niego żal, że po 60 latach od tamtych czasów on pisał recenzje ich wspomnień i poprawiał: nie odbywało się to w kuchni, ale w pokoju na lewo od... Mieli żal - przyznał. - Jerzy Lerski, bardzo wybitna postać, obraził się na Władysława Bartoszewskiego, że po 1986 roku, czyli 43 lata po wydarzeniach, napisał, że jednak Lerski się myli, ponieważ spotkanie odbyło się nie na Hożej 17, tylko na Hożej 52...

Władysław Bartoszewski - życiorys >>>

Prowadząca audycję Hanna Zielińska poruszyła też temat słynnego określenia "dyplomatołki", którego Bartoszewski użył kiedyś w odniesieniu do polskiej dyplomacji. - Nie wszyscy wiedzą, że chodzi o Koziołka Matołka, który był ukochanym bohaterem lektur młodzieńczych Władysława Bartoszewskiego i Leszka Kołakowskiego - powiedział.

"Umrę tak, jak żyję - w biegu. Zazdrości mi pan?"

Dziennikarka podkreśliła, że w rzeczywistości niewiele wiadomo o życiu prywatnym Władysława Bartoszewskiego. Podobno rodzina prosiła go już ostatnio, żeby trochę przystopował. - On mi powiedział kiedyś: Panie Michale, umrę tak, jak żyję - w biegu. Zazdrości mi pan? Ja powiedziałem: zazdroszczę - przyznał Komar.

Bartoszewski lubił żartować, miał też ogromny dystans zarówno do siebie, jak i do Polaków. Komar wspomniał w tym kontekście zdarzenie z obozu internowania z 1981 roku, do którego zawieziono ich razem z innymi osobami.

- Na parterze, kiedy zgromadzono grupę kilkudziesięciu osób obstawionych nieprawdopodobną ilością uzbrojonych panów, dowodzący jednostką powiedział: Wybierzcie sobie przewodniczącego. Wtedy Jurek Markuszewski, reżyser radiowy, powiedział: ''Wybierzmy Bartoszewskiego, ponieważ on ma największe doświadczenie więzienne'' - wspomniał.

Sikorski: "Flagi będą opuszczone do połowy masztu" >>>

- Rozpoczęła się dyskusja. Ja stałem przy akwarium, przy którym umierały dwie rybki - akwarium było zarośnięte jakimiś straszliwymi glonami, one prawie że już brzuchami do góry pływały. W pewnym momencie, kiedy wskazano na Władysława Bartoszewskiego, on powiedział: ''Tak, zgadzam się!'' I w tym momencie te rybki się odwróciły i zaczęły żywo płynąć - powiedział z rozbawieniem Komar.

"Trzeba ciągle wracać, żeby to żyło"

- Trzeba ciągle wracać do takich ludzi - podkreślił. - Trzeba ciągle wracać, żeby to żyło. Jeżeli nie będziemy tego robili, to to umrze - mówił, dodając, że najlepiej robić to nie poprzez stawianie pomników, ale mówiąc, opowiadając, robiąc filmy i wspominając.

- To był człowiek, który wiedział, że Rzeczpospolita może istnieć tylko dzięki działaniu aktywnemu, a nie przez ciągłe narzekanie, łzawienie i gile u nosa - dodał na koniec.

Władysław Bartoszewski zmarł w Warszawie w wieku 93 lat.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!