"Jedna koleżanka złamała kiedyś żebro, innej poleciała krew z nosa". Roller derby wkracza do Polski. W weekend pierwszy mecz międzynarodowy z polską drużyną

Z dziewczynami z Warsaw Hellcats Roller Girls, drugiej polskiej drużyny roller derby, spotykam się po ich treningu, w stołecznym klubie Progresja. - Wiecie, że na dwa tygodnie przed meczem alkohol i papierosy będą dla was zakazane? - pyta z uśmiechem swoje zawodniczki podchodzące do baru Paulina, kapitan teamu. Mecz, o którym mowa, to pierwsze takie wydarzenie w historii polskiego roller derby. Już w sobotę zawodniczki z Warszawy zmierzą się w Pradze z czeską drużyną.
Prawdopodobnie pierwszą wzmiankę o roller derby w polskiej popkulturze datuje się na 1977 rok. To wtedy premierę miał film "Kochaj albo rzuć", w którym jedna z bohaterek, Shirley, trenowała tę dyscyplinę w Stanach Zjednoczonych. - Na ten pomysł wpadliśmy podczas kilkumiesięcznej dokumentacji, którą robiliśmy w Ameryce. Zobaczyliśmy roller derby w telewizji. To bardzo dynamiczny sport. Postanowiliśmy wykorzystać to w filmie - wspomina Andrzej Mularczyk, scenarzysta "Kochaj albo rzuć".

Gdy w latach 70. mecze roller derby emitowano w amerykańskiej telewizji, nad Wisłą dyscyplina nie istniała. - Macie w Polsce taką grę? - pyta Shirley swojego ojca pod koniec "Kochaj albo rzuć". Zakłopotany mężczyzna próbuje udawać, że tak. W rzeczywistości jednak na pierwsze polskie drużyny trzeba było u nas czekać prawie 40 lat.



fot. Michał Korecki

Na czym polega roller derby? Na owalnym torze w szranki stają dwie pięcioosobowe drużyny wrotkarek. Oba zespoły składają się z czterech blokerek i jednej jammerki. Zadaniem tej ostatniej jest wyprzedzenie osób blokujących z przeciwnej drużyny i przejechanie całej długości toru. Blokerki nie mogą do tego dopuścić i muszą ją zatrzymać swoimi ciałami. Za minięcie każdej blokerki przeciwnej drużyny jammerka otrzymuje jeden punkt.

Gra trwa godzinę i składa się z kilkudziesięciu wyścigów. Każdy z nich może trwać maksymalnie dwie minuty.

Pierwsza polska drużyna roller derby, Bad to the Bone, powstała w 2013 roku w Poznaniu. Kilka miesięcy później, z inicjatywy założycielki, Wandy Grandy, powstał kolejny team, czyli Warsaw Hellcats Roller Girls. Obecnie w Polsce funkcjonuje 8 drużyn. - Polską społeczność roller derby szacowałabym na jakieś 200 osób. I wszystkie zaczęły się tym zajmować mniej więcej 1,5 roku temu - mówi Paulina, kapitan warszawskiego składu. Jej ksywka to Marla Killmiss.



fot. Aleksandra Baranowska

Posiadanie pseudonimu to drużynowy obowiązek. - Mają brzmieć "cool", z reguły to gry słów i parodie znanych nazwisk - dodaje Ala, pseudonim Poison ch'Alice. Inne dziewczyny noszą przydomki takie jak: Kate Mess ("mess" to po angielsku "bałagan"), Viv Vengeance ("vengeance" oznacza "zemstę") czy Sodomy Cake (dosłowne tłumaczenie: "sodomiczne ciastko").

Wydaje się, że w środowisku zawodniczek roller derby "agresywna" i "ostra" otoczka jest równie ważna co same umiejętności. - Ta dyscyplina nierzadko powiązana jest ze sceną punkową czy z klimatami rockabilly - mówi Sodomy Cake. - Kiedy byłyśmy w Berlinie, widziałyśmy, że tam do świata roller derby chcą przynależeć osoby z alternatywnych klimatów. Nie robią tego dla pieniędzy, bo nie ma z tego żadnych pieniędzy. Wszyscy do tego dokładają, bo to jest po prostu fajne. W Europie są oficjalne ligi roller derby, w Polsce, ze względu na koszty, ich nie ma - dodaje.

Dziewczyny z Warsaw Hellcats Roller Girls, podobnie jak wiele innych drużyn, kierują się zasadą "do it yourself" (ang. "zrób to sam"). I wszystko organizują na własną rękę: od treningów, przez wyposażenie, po wyjazdy na turnieje. - Każda drużyna składa się z około 20 zawodniczek, z których 14 może uczestniczyć w meczu - wyjaśnia Marla Killmiss. I dodaje: - Musimy organizować sędziów, sale, sprzęt. Nie mamy trenera. Rozgrzewamy się i ćwiczymy same. Niełatwo nam znaleźć miejsce do ćwiczeń - właściciele sal gimnastycznych boją się, że uszkodzimy ich parkiety. A przecież wrotki ich nie niszczą. I przez to musimy trenować w klubie rockowym - bo tu i tak podłoga jest zniszczona przez pogujących ludzi.



fot. Michał Korecki

Na Zachodzie istnieją męskie drużyny roller derby. W Polsce jeszcze taka nie powstała. Kiedy pytam dziewczyny, czemu tę dyscyplinę trenują głównie kobiety, słyszę: bo laski są twardsze. Kiedy cichną śmiechy, Sodomy Cake dodaje: - W Polsce jest tak, że jak się panom proponuje wrotki, to oni je uważają za "dziewczyńskie". Ale i to się zmienia. Słyszałyśmy, że i w Polsce ma powstać męska drużyna. W Stanach roller derby uprawiają wszyscy - kobiety, mężczyźni, powstają drużyny mieszane, jeżdżą nawet 70-letni ludzie.

Mimo wszystko roller derby rozwija się w Polsce szybko, a już istniejące teamy często ogłaszają nabory. Żeby przystąpić do Warsaw Hellcats Roller Girls, wystarczy mieć ukończone 18 lat i umieć jeździć na wrotkach lub rolkach. No i nie można bać się kontuzji - a te zdarzają się podczas treningów i meczów. - Żadnych poważniejszych urazów nie miałyśmy - uspokaja Poison ch'Alice. - Jedna koleżanka złamała kiedyś żebro, innej poleciała krew z nosa. Poza tym zdarzają się skręcone kostki czy pęknięte nadgarstki. Ale nic bardzo złego się nie stało. Zawsze może być gorzej - jak ostatnio byłyśmy na meczu w Berlinie, widziałyśmy, jak jedna z jammerek prawdopodobnie wybiła sobie szczękę - przyznaje jednak.



fot. Mateusz Pyzel

Już w najbliższą sobotę, 25 kwietnia, odbędzie się pierwszy w historii polskiego roller derby oficjalny mecz. Dziewczyny z Warsaw Hellcats Roller Girls zmierzą się w nim z czeską drużyną Prague City Roller Derby B - na ich terenie. W wyjeździe do Pragi warszawskiemu teamowi pomogli użytkownicy crowdfundingowego serwisu Wspieram.to - w kilkanaście dni udało się zebrać ponad 5000 złotych. - To tylko dofinansowanie naszego wyjazdu - mówi Aneta, znana pod ksywką Kitty von Blu. - Ale dzięki internautom koszty wyjazdu znacznie się zmniejszyły - zaznacza.

- W ostatnią sobotę kwietnia w Pradze zmierzymy się ze "świeżakami" starszej i bardziej doświadczonej drużyny, a w niedzielę rozegramy mecz treningowy z drużyną o podobnym do naszego stażu - wyjaśnia kapitan drużyny Marla Killmiss. - Poza tym one mają tam salę gimnastyczną z wyrysowanym już dla siebie torem do roller derby. W Polsce takich rzeczy brakuje. Ale jesteśmy dobrej myśli.