"Dyrektor FBI to głąb". Goście Olejnik ostro po słowach o winie Polaków: Trzeba wezwać ambasadora

- W każdym państwie znajdzie się głąb z historii. W USA jest ich stosunkowo dużo - tak Stanisław Żelichowski z PSL skomentował w Radiu Zet nazwanie Polaków przez szefa FBI "współwinnymi" Holocaustu. Goście Moniki Olejnik zgodnie przyznali, że ambasador USA w Polsce powinien być wezwany przez Grzegorza Schetynę, by złożyć wyjaśnienia.

Polub i bądź na bieżąco!

- Mordercy i ich współwinowajcy z Niemiec, Polski, Węgier przekonali samych siebie, że uczynili to, co było słuszne i od czego nie było ucieczki. To jest to, co robią ludzie. I to powinno nas naprawdę przerażać - powiedział James B. Comey, dyrektor FBI, w Muzeum Holocaustu. Dodał, że wizyty w muzeum będzie wymagał od każdego nowego funkcjonariusza biura.

"W każdym państwie znajdzie się głąb"

O słowach szefa FBI w programie "7 dzień tygodnia" w Radiu Zet rozmawiali goście Moniki Olejnik. - W każdym państwie znajdzie się głąb z historii. W USA jest ich stosunkowo dużo, taki jest tam system kształcenia - stwierdził Stanisław Żelichowski z PSL.

Poseł zaznaczył, że trudno mieć do szefa FBI pretensje, że nie zna historii Polski. - Ale on nie zna też historii USA. Bohater Stanów Zjednoczonych Jan Karski przewoził wiedzę o tym, co działo się w Polsce, poruszał niebo i ziemię i pies z kulawą nogą się nie zainteresował - zauważył.

Praktycznie wszyscy goście, reprezentujący opcje od PO przez SLD po PiS, zgodzili się, że wyjaśnienia powinien złożyć Stephen Mull, ambasador USA w Polsce. Jak na razie reakcją na słowa szefa FBI był list Ryszarda Schnepfa, polskiego ambasadora w Waszyngtonie. - To niedopuszczalne słowa świadczące o niewiedzy, oczekujemy sprostowania - powiedział dyplomata dziennikarzom.

MSZ po programie Olejnik: Ambasador USA otrzyma notę dyplomatyczną >>>

- Zbyt delikatnie - stwierdził Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta ds. historycznych. - Powinien kategorycznie zaprotestować przeciwko kłamstwu i zażądać przeprosin. Nie rozumiem, na czym miałaby polegać pogawędka z ambasadorem. Że ambasador spojrzy mu w oczy i powie, że jest głupcem, nie zna historii Europy i świata i obraził naród, który w walce z nazizmem poniósł największe ofiary? Niezbędna jest kategoryczna reakcja państwa - zaznaczył.

Nałęcz podkreślił też, że mamy do czynienia nie z "głupcem", ale dyrektorem FBI. - A jeśli on chce taką wiedzę przekazywać funkcjonariuszom, chyba się niebiosa otworzą i grom w niego strzeli - stwierdził Nałęcz.

Także Jarosław Gowin z Polski Razem podkreślił, że nie można bagatelizować sprawy nazywając Comeya głupcem. - Szefowie FBI czy CIA to ludzie świetnie wykształceni, przedstawiciele amerykańskich elit politycznych i jeśli ktoś taki ma taką świadomość historyczną, to ostatni dzwonek alarmowy - mówił polityk.

- Comey powiedział kilka dni temu, że mordowali Polacy, Węgrzy i Niemcy. Za jakiś czas jego następca powie, że mordowali Polacy, Węgrzy i naziści. A w końcu zostaną Polacy i Węgrzy - zaznaczył.

"Nie będziemy zapraszać szefa FBI na stypendium"

Bartosz Kownacki z PiS dodał, że polityka historyczna nie zdaje egzaminu. Podobnego zdania był Gowin. Nałęcz bronił się, wskazując, że jest ona bardzo konsekwentna i w tym samym duchu prowadzili ją Donald Tusk, Jarosław Kaczyński czy Hanna Suchocka.

- Nie będziemy zapraszać szefa FBI na stypendium - stwierdziła wreszcie Monika Olejnik. - Nawet gdybyśmy prowadzili świetną politykę historyczną, pan Comey powiedziałby, co powiedział. Może tak został wychowany. Ważne, że MSZ od lat walczy z dziennikarzami, którzy piszą o "polskich obozach". Nie jest tak, że jesteśmy bezradni - skwitowała.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: