Katastrofa smoleńska. Wyciekł raport biegłych: "załoga była z łapanki, samolot nie miał prawa wystartować"

Katastrofa smoleńska. Z raportu przygotowanego dla prokuratury wynika, że załoga Tu-154M była kompletowana na ostatni moment i nie miała uprawnień do lotu - podaje tvn24.pl. Ponadto załoga przygotowywała się do lotu 20 min zamiast przepisowych dwóch godzin.
Katastrofa smoleńska była w dużej mierze efektem szeregu nieprawidłowości popełnionych przez załogę samolotu i osoby odpowiedzialne za organizację lotu - wynika z raportu, przygotowanego dla Prokuratury Wojskowej.

Reporterzy portalu tvn24.pl dotarli do tego dokumentu. W środę podawali, że z opinii biegłych wynika, iż piloci Tu-154M nie mieli uprawnień ani odpowiednich szkoleń, aby pilotować tego dnia prezydenckiego tupolewa. Ponadto dokumentację szkolenia kapitana Arkadiusza Protasiuka sfałszowano, a jego doświadczenie było niedostateczne.

Teraz na jaw wyszły kolejne wnioski z raportu biegłych. Wynika z niego, że załoga na lot do Smoleńska była kompletowana na ostatnią chwilę i nie miała odpowiedniego czasu na przygotowanie do lotu.

"Nawigator nie zauważał, że zapasowe lotnisko jest nieczynne w soboty"

Jak stwierdzają biegli, jeszcze 9 kwietnia zmieniano skład załogi. Osoba, która miała pełnić funkcję nawigatora, nie mogła wziąć udziału w rejsie ze względu na lot do 12 kwietnia. Kiedy wyznaczono kolejnego nawigatora, okazało się, że nie ma ważnej wizy do Rosji. Ostatecznie na nawigatora wyznaczono por. Artura Ziętka.

9 kwietnia rano por. Ziętek został powiadomiony w trybie pilnym o tym, że wyznaczono go do lotu do Smoleńska. Jeszcze tego dnia po południu brał udział w locie do Gdańska, a wieczorem przygotowywał się do kolejnego.

W związku z tym Ziętek nie miał dość czasu na odpoczynek - uznali biegli. Doszli też do wniosku, że ze względu na zmęczenie i pośpiech nawigator nie zauważał, że zapasowe lotnisko w Witebsku jest nieczynne w soboty.

Rosjanie przekazali dokumentację lotniska dwie godziny po katastrofie

Z raportu biegłych wynika, że załoga miała znacznie mniej czasu na przygotowanie do lotu, niż jest to wymagane. Wedle przepisów do lotu zagranicznego należy przygotowywać się nie mniej niż 2 godziny. Tymczasem załoga Tu-154M mogła przeznaczyć na to tylko ok. 20 minut.

Polacy nie mieli też aktualnych schematów i procedur, obowiązujących na lotnisku pod Smoleńskiem. Rosjanie nie przekazali stronie polskiej aktualnych dokumentów - przesłano je faksem dopiero ok. dwie godziny po katastrofie. Biegli zauważają, że jest to także częściowo wina polskiego dowództwa, które "nie podjęło energicznych działań".

Z ustaleń biegłych wynika, że jedynie technicy samolotu wykonali swoją pracę rzetelnie i bez zarzutu. 10 kwietnia poświęcili trzy godziny na sprawdzenie stanu samolotu, zajmowali się nim także wcześniej.

Te ustalenia biegłych posłużyły postawienia zarzutów "dwóm osobom funkcyjnym 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego", o których prokuratura mówiła na konferencji prasowej pod koniec marca.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!