Ustawa o in vito w roli zakładnika. "Kościół chce odzyskać pełną kontrolę nad sumieniami katolików"

Przyśpieszenie w sprawie in vitro to efekt kalendarza wyborczego. - Nie ma szans na załatwienie tej sprawy przed wyborami prezydenckimi. Ale wszystko jest obliczone na to, że będzie ważnym sporem przed wyborami parlamentarnymi - ocenia Roman Imielski z "GW". Wg Adama Szostkiewicza nieprzejednane stanowisko Kościoła katolickiego doprowadziło do "prawdziwego impasu i klinczu".
Pierwsze czytanie rządowej ustawy w sprawie in vitro i czterech innych projektów na temat zapłodnienia pozaustrojowego to kolejne światopoglądowe starcie - po głosowaniu w sprawie konwencji antyprzemocowej. Ale efektu sejmowych bojów prędko nie poznamy.

- Donald Tusk był mistrzem unikania sporów ideologicznych. W przypadku Ewy Kopacz kampania przyśpieszyła decyzje w sprawie in vitro. Chodzi o ugranie punktów wyborczych. Nie ma szans na załatwienie sprawy przed wyborami prezydenckimi. Ale wszystko jest obliczone na to, że będzie ważnym sporem przed wyborami parlamentarnymi - ocenił w TOK FM Roman Imielski z "Gazety Wyborczej".

Kościół walczący

Wybory to niejedyna przeszkoda na drodze do szybkiego przyjęcia przez posłów przepisów dotyczących in vitro. Sprawa stała się przedmiotem wielkiego sporu, w którym główną rolę chce odgrywać Kościół katolicki.

Choć jak zauważa Adam Szostkiewicz, in vitro powinno być przede wszystkim postrzegane jako problem medyczny.

- U nas nabrało to wymowy walki światopoglądowej, politycznej, a nawet wojny kulturowej. To problem bardzo skomplikowany przede wszystkim dla osób wierzących. Bo muszą oni liczyć się z głosem swoich liderów. A biskupi mówią, że in vitro jest złe, że to grzech, a projekt rządowy jest niegodziwy - stwierdził publicysta "Polityki".

Według Szostkiewicza dzięki sprawie przepisów dotyczących zapłodnienia pozaustrojowego "Kościół chce odzyskać pełną sterowność i kontrolę nad sumieniami katolików". - Także katolików zasiadających w parlamencie.

Klincz

Sondaże pokazują, że 71 proc. Polaków chce podpisania przez prezydenta ustawy o in vitro. W tej grupie muszą być katolicy, którzy stanowią większość polskiego społeczeństwa.

- Kościół postanowił w tej sprawie zupełnie zignorować opinie wiernych. Nie widzę dobrego wyjścia z tej sytuacji. Mamy więc prawdziwą pułapkę, impas i totalny klincz - uważa Adam Szostkiewicz.

Zdaniem publicysty tygodnika "Polityka", patrząc na nieprzejednane stanowisko Kościoła, warto przypomnieć, że hierarchowie mają na koncie kompromisy.

Przykładem jest słynna ustawa o planowaniu rodziny z 1993 roku, która reguluje kwestię aborcji. - A in vitro jest moim zdaniem mniej kontrowersyjne niż aborcja.

Jednak jak ocenia Roman Imielski, o kompromisie nie ma co marzyć. - Bo słowo "kompromis" dawno wypadło z polskiej polityki.

Koalicja jest podzielona w sprawie in vitro. Przedstawiciele rządu zapewniają, że projekt dotyczący in vitro ma poparcie zdecydowanej większości posłów PO. Ale jak w przypadku wszystkich projektów "światopoglądowych", nie ma zgody w PSL. Ustawy nie poprą zapewne "starzy" ludowcy, ale na "tak" mogą głosować - tak jak w przypadku konwencji antyprzemocowej - posłowie, którzy do klubu PSL przyszli z Twojego Ruchu.

Wielkanoc pod znakiem in vitro, gender i konwencji antyprzemocowej - homilie polskich biskupów>>>