Z rosyjskiej gazety usunięto artykuł o czołgiście rannym w Donbasie. Pracownicy "Nowej Buriacji" trzy dni wycinali tekst nożyczkami

Dlaczego wycinane tekstu zajęło aż trzy dni? Ponieważ usunięto go z... 50 tys. egzemplarzy "Nowej Buriacji". Zdaniem redaktora naczelnego nie jest to cenzura. - Usunęliśmy tekst, bo w internecie pojawiły się agresywne komentarze Ukraińców - stwierdził w rozmowie z Radiem Swoboda.
POLUB NAS
Dorży Batomunkujew przejechał 6 tys. km z Syberii, by walczyć na Ukrainie. Jak twierdzi - na ochotnika. Został ciężko ranny w bitwie w "debalcewskim kotle".

O tym, jak szkolił się pod ukraińską granicą, w nocy przekraczał granicę czołgiem, a później został ranny w bitwie, pisaliśmy ponad miesiąc temu. Wywiad, którego udzielił w marcu ukraińskiej "Nowej Gaziecie", był kolejnym dowodem obecności rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie.

Na początku kwietnia historię żołnierza z 5. Brygady Pancernej z Ułan-Ude opisała gazeta z leżącej nad Bajkałem autonomicznej Republiki Buriacji, skąd pochodzi Dorży. Zanim artykuł ukazał się drukiem, opublikowano go na stronie internetowej "Nowej Buriacji".

Jak podaje Radio Swoboda (Radio Wolna Europa), tekst po krótkim czasie zniknął ze strony. Jednak do tego czasu wydrukowano już numer gazety z tekstem o czołgiście. Aby się go pozbyć, pracownicy gazety dosłownie wycięli go nożyczkami z 50 tys. egzemplarzy pisma.

Matka żołnierza: Ministerstwo Obrony nie udzieliło żadnej pomocy "bohaterowi Noworosji"

Artykułu nie udało się całkowicie usunąć. Na Twitterze pojawiły się zdjęcia wydrukowanego egzemplarza, kopia tekstu zachowała się także w internecie.



Jego treść z pewnością mogła wzbudzić kontrowersje i wątpliwości rosyjskich władz. Pojawiła się tam m.in. wypowiedź matki żołnierza. - Ministerstwo obrony Rosji nie udzieliło żadnej pomocy Dorżemu, którego nazywali "bohaterem Noworosji" - powiedziała kobieta dziennikarzowi "Nowej Buriacji".

Redaktor naczelny: Wycięcie artykuły to nie cenzura

Jako powód wycięcia tekstu z gazety jej redaktor naczelny podaje dbanie o dobre imię rodziny i samego żołnierza. - Po opublikowaniu materiału na naszej stronie pojawiło się bardzo wiele agresywnych komentarzy od internautów z Ukrainy - powiedział Radiu Swoboda Timur Dugarżapow, redaktor naczelny "Nowej Buriacji".

Jak twierdzi Dugarżapow, była to niezależna decyzja redakcji. - Spekulacje, że ktoś zmusił nas do wycięcia tekstu, są niedorzeczne - stwierdził redaktor. Potwierdził, że pracownicy gazety ręcznie wycinali artykuł z 50 tys. egzemplarzy. - Zajęło to nam trzy dni - stwierdził.

Autor tekstu, Siergiej Basajew, powiedział, że zajął się tematem, ponieważ historia Batomunkujewa przyczyniła się do negatywnego postrzegania całej Buriacji. Dlatego zamierzał sprawdzić, czy jest ona prawdziwa i czy było więcej podobnych przypadków. - Teraz nie wiem, czy będę dalej zajmował się tym tematem - powiedział Radiu Swoboda.

"To pierwszy raz od 10-15 lat, kiedy usunięto już wydrukowany artykuł"

- Uważam, że usunięcie tekstu jest wynikiem cenzury prowadzonej przez służby - powiedział Radiu Swoboda Arkady Zarubin, dziennikarz buriackiej gazety "Arshan". Opowiadał o tym, jak do niego samego dzwonili przedstawiciele służb, chcący wpływać na jego pracę dziennikarską.

- To pierwszy przypadek od 10 czy 15 lat, kiedy usunięto artykuł z już wydrukowanej gazety - stwierdził. Jak opowiadał, paradoksalnie wycięcie artykułu tylko zwiększyło zainteresowanie sprawą. - Gdyby nie to, pewnie wiele mniej osób zainteresowałoby się sprawą Batomunkujewa - przypuszcza dziennikarz.

Zarubin uważa, że na Ukrainie walczą mieszkańcy Buriacji, jednak sądzi, że są to ochotnicy. - Nie jest to raczej masowe zjawisko. Jesteśmy małą republiką i gdyby bardzo wielu żołnierzy wyjechało walczyć, nie dałoby się ukryć tej informacji - stwierdził.

Według ambasadora Ukrainy przy ONZ Jurija Siergiejewa około 12 tysięcy osób walczących po stronie separatystów to żołnierze rosyjscy.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!