Katastrofa smoleńska: nowe nagrania. Macierewicz podaje "dowody" na ich sfałszowanie. Łojek: To bzdury, ile razy on był w kokpicie Tu-154M podczas lotu?

Katastrofa smoleńska. Nowe nagrania ujawnione przez RMF FM oceniał wczoraj w TV Trwam Antoni Macierewicz i wyliczał "przykłady niewiarygodności" tych materiałów. Skomentował je dla nas Edward Łojek z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. - To, że jest dźwięk uderzenia w kabinie, ma proste wyjaśnienie - mówił.
POLUB NAS
Szef PiS-owskiego zespołu ds. katastrofy oraz Bartosz Kownacki z PiS, rzecznik części rodzin ofiar, byli wczoraj gośćmi Telewizji Trwam. Rozmawiali o opublikowanych przez RMF FM nowych stenogramach z Tu-154M. - Prawda jest taka, że to jest odczyt zmieniony, najbliższy tezom rosyjskim - twierdził Macierewicz.

- Dzisiaj już możemy powiedzieć z absolutną pewnością, że to jest po prostu materiał sfałszowany - oświadczył Macierewicz. Wymienił kilka przykładów, które - jego zdaniem - dowodzą tego, że nowe stenogramy są niewiarygodne.

ZOBACZ 37 STRON STENOGRAMÓW UJAWNIONYCH PRZEZ RMF FM >>

Mikrofony rejestrują tylko w kabinie? Łojek: Bzdury, Macierewicz nigdy nie był w kokpicie w takich warunkach

- Pojawiła się informacja, że mikrofony, które znajdowały się w kokpicie, ściągały z nie dalej niż metra. Ta informacja dowodzi, że wszystkie osoby, które są słyszane na nagraniach, znajdowały się w kokpicie - przypomniał Macierewicz. Jego zdaniem jest to sprzeczne z informacjami na stenogramach, w których czytamy, że słychać odgłosy uderzeń.

- Wiemy, że uderzenie w skrzydło nastąpiło co najmniej w odległości 15-16 metrów od kokpitu, i to na zewnątrz. Jest oczywiste, że tych dwóch faktów nie można ze sobą zestawić - mówił szef PiS-owskiego zespołu smoleńskiego.

Z tezą Macierewicza rozprawia się Edward Łojek z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Jak powiedział w rozmowie z Gazeta.pl, wyjaśnienie dotyczące mikrofonów jest bardzo proste. - Takie uderzenie skrzydłem samolotu w drzewo czy cokolwiek innego jest przenoszone przez całą strukturę samolotu i słyszane w całej kabinie - powiedział nam członek PKBWL.

-To tak, jakby pan Macierewicz wyobrażał sobie, że np. jeżeli samolot wleci w obszar silnego opadu, np. deszczu czy gradu, to tego nie będzie słychać w kabinie - zaznaczył i dodał: - To bzdury. Najlepszym dowodem jest to, że Antoni Macierewicz nigdy nie był w takiej sytuacji w kabinie samolotu i nie wie, jakie dźwięki mogą być słyszane w trakcie lotu.

"Jak można stwierdzić, że ktoś wygląda przez okno po dźwięku?" Prosta interpretacja wypowiedzi

Macierewicz jako kolejny dowód fałszerstwa nowych dokumentów podawał jeden z komentarzy umieszczonych w stenogramach: "osoba trzecia patrzy przez okno". - Jak na podstawie nagrania dźwięku można stwierdzić, że osoba patrzy przez okno, jeżeli ona nic nie mówi? - zastanawiał się polityk PiS.

Nie zwrócił jednak przy tym uwagi, że przy tym komentarzu w stenogramie znajdowała się wypowiedź: "Tutaj jest pięknie z tej strony". - Te słowa mogą być zwykłą reakcją osoby, która wygląda przez okno samolotu i widzi, że z jednej strony widać ziemię, a z drugiej jest mgła - tłumaczył były członek komisji Millera. - Oczywiście na nagraniu nie widać fizycznie, że ktoś wygląda przez okno, ale taki komentarz jest interpretacją tych słów przez osobę sporządzającą stenogram - dodał Łojek.

Nowe stenogramy z katastrofy smoleńskiej

Jak wyjaśnił ekspert, tę wypowiedź w kokpicie można tłumaczyć w kontekście warunków atmosferycznych w dniu katastrofy. - Wtedy nad Smoleńskiem była mgła, ale kiedy samolot nadlatywał od zachodu, przez pewien czas leciał w obszarze, gdzie ta mgła jeszcze nie dotarła. I w fazie zniżania się z jednej strony kabiny było dobrze widać ziemię, co ktoś mógł skomentować słowami: "Pięknie z tej strony" - ocenił Łojek.

W stenogramach nie zgadza się godzina? "To może być banalna kwestia"

Zarówno Macierewicz, jak i internauci zwrócili uwagę, że o godzinie 8.07 osoba w kabinie, pytana o czas, odpowiada "wpół do ósmej". Ma to być kolejny przykład na rzekome sfałszowanie nowych stenogramów.

- To może być kwestia banalna, choćby spojrzenia na zły zegar - powiedział nam Łojek. - W tym samolocie jest kilka zegarów oraz na przykład pulpit urządzenia, na którym ustawia się datę i godzinę, które mają być zapisane jako początek zapisu danych przez rejestratory parametrów lotu. Możliwe, że tam był ustawiony taki czas i stąd ta wypowiedź. Mógł też po prostu spóźniać się zegarek osoby podającej czas, ale nie chcę tu spekulować - wyjaśnił członek PKBWL.



Nie ma komendy "Dochodź wolniej".

- Istotą sprawy nie jest to, że odczytano więcej słów, ale to, że zostały one odczytane zupełnie inaczej - przekonywał w TV Trwam Macierewicz. Jako przykład podał wypowiedź "odchodzimy", którą w nowych stenogramach odczytano jako "dochodź wolniej". - To jakiś absurd. Takiej komendy nie ma w lotnictwie wojskowym. I takiej komendy nie było - stwierdził polityk.

- Jeżeli ta wypowiedź - "Dochodź wolniej" - rzeczywiście padła, to trudno to nazwać komendą, tylko wypowiedzianym przez kogoś zdaniem. Jeśli jest ono dobrze odczytane, to prawdopodobnie odnosiło się do prędkości zniżania - wyjaśnił Łojek.

- Samolot zniżał się z prędkością 7-8 m/s, czyli ponaddwukrotnie szybciej od standardowej prędkości zniżania w tej fazie podejścia do lądowania. Ta uwaga drugiego pilota czy innej osoby, która przebywała w kokpicie, mogła być tylko i wyłącznie sugestią, żeby zmniejszyć prędkość opadania w celu przechwycenia ścieżki schodzenia - powiedział członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Jak dodał, podejście z tak dużą prędkością zniżania mogłoby doprowadzić do twardego lądowania czy lądowania z przelotem.

Zobacz porównanie starych i nowych stenogramów>>>

Nowe stenogramy z katastrofy smoleńskiej

Katastrofa smoleńska - ustalenia

Pojutrze piąta rocznica katastrofy pod Smoleńskiem, gdzie 10 kwietnia 2010 r. zginęło 96 osób - wśród nich prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią, parlamentarzyści, dowódcy wojskowi, duchowni i przedstawiciele rodzin polskich obywateli pomordowanych przed 70 laty w Katyniu.

Co wiemy o przyczynach? Efekt pracy polskich ekspertów to m.in. kilka całościowych opracowań o przyczynach katastrofy smoleńskiej, czterech podejrzanych w polskim śledztwie, dwa procesy.

Polska komisja ds. badania wypadków lotniczych opublikowała w lipcu 2011 r. raport ws. Smoleńska. Wskazano w nim na liczne nieprawidłowości po polskiej stronie oraz na odpowiedzialność rosyjskich kontrolerów i złe wyposażenie lotniska. Komisja podkreśliła, że przyczyną katastrofy był splot okoliczności. Raport wskazał m.in., że załoga chciała wykonać jedynie próbne podejście do lądowania, nie wykonała zaś automatycznego odejścia m.in. z powodu braków w wyszkoleniu.

Jak katastrofa w Smoleńsku zmieniła Polskę? Przeczytaj w wywiadach Teresy Torańskiej >>

Stenogramy i nieznana opinia biegłych ws. katastrofy smoleńskiej

Z kolei wczoraj Radio RMF FM podało, że dotarło do najnowszej, nieznanej jeszcze opinii biegłych prokuratury ws. katastrofy smoleńskiej oraz do stenogramów z kokpitu. Stacja ocenia, że ustalenia te są "szokujące" oraz znacznie odbiegają od wcześniejszych wyników prac zespołów eksperckich. Według dziennikarzy stacji biegłym, którzy na nowo odczytali zapis rejestratora rozmów w kokpicie, udało się rozpoznać o jedną trzecią więcej słów niż w publikowanych dotąd odczytach - RMF FM publikuje fragmenty tych stenogramów. Według stacji "w kabinie pilotów, do samego końca, przebywała osoba opisana przez biegłych jako DSP, czyli Dowódca Sił Powietrznych. DSP nie opuszcza kokpitu mimo wezwania stewardesy do zajęcia swoich miejsc, wydaje także polecenia członkom załogi".

Katastrofa smoleńska. Stenogramy: "K..., przestańcie proszę", "będziemy próbowali do skutku" - czytaj >>>



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: