Lasek: "Nie wszystko, co biegłym wydaje się, że słyszą, przetrwa konfrontację"

RMF FM opublikowało nowe stenogramy z ostatnich chwil Tu-154. - Kiedy pracowałem w komisji Millera, praca nad odsłuchami trwała 11 miesięcy i w międzyczasie było bardzo wiele wersji tzw. roboczych, ale wersja finalna była tylko jedna - mówi Maciej Lasek, szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
POLUB NAS
RMF FM ujawniło dziś niepublikowane wcześniej stenogramy z kokpitu samolotu Tu-154, który w 2010 r. rozbił się w Smoleńsku. Sprawę w programie "Kropka nad i" w TVN24 komentował szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych Maciej Lasek.

Monika Olejnik nawiązała do niedawnej katastrofy samolotu pasażerskiego linii Germanwings we francuskich Alpach. Zwróciła uwagę na to, że już dwa dni po wypadku ogłoszono dokładnie, co się wydarzyło na pokładzie i jakie były przyczyny katastrofy. - A tutaj przez pięć lat jest szarpanina - stwierdziła.

Lasek odparł, że ma duże zastrzeżenia, jeśli chodzi o sposób przekazywania informacji po katastrofie samolotu Germanwings. - Ze zdziwieniem słuchałem prokuratora, który w 48 godzin po wypadku wcielił się w rolę biegłego od pilotowania samolotu, biegłego od fonoskopii, biegłego od psychologii czy psychiatrii lotniczej, a na koniec sędziego, który skazał: tak, drugi pilot był winien. Jest to niezgodne z wszelkimi zasadami, których uczą zarówno przy badaniu wypadków lotniczych, jak i, wydaje się, przy pracy prokuratorów. Uważam, że śledztwo, które ma na celu określić przyczynę, ale także wskazać winnych, powinno być prowadzone rozsądnie. W przypadku katastrofy smoleńskiej śledztwo prowadzone jest w swoim tempie - zapewnił.

W komisji Millera było wiele wersji roboczych odsłuchów

Następnie szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych wytłumaczył, jak wygląda praca biegłych nad nagraniami i dlaczego trwa tak długo. Jak mówił, na zapis należy nałożyć odpowiednią metodologię odsłuchu, a dopiero po dogłębnej analizie biegłych można zaprezentować treść odsłuchu.

- Kiedy pracowałem w komisji Millera, kiedy przygotowywany był dla nas stenogram z odsłuchów przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne, praca ta trwała 11 miesięcy i w międzyczasie było bardzo wiele wersji tzw. roboczych, ale wersja finalna była tylko jedna - tłumaczył Lasek. - Nie wszystkie odsłuchy, które niektórym biegłym wydawało się, że słyszą, przetrwały konfrontację z metodologią - dodał.

"Badania fonoskopijne to nie jest matematyka"

- Dlaczego dopiero teraz odczytano więcej niż wcześniej? Nagle jest jakaś metoda, której nie było? - zapytała Olejnik.

- Badania fonoskopijne to nie jest matematyka - odparł Lasek. - To jest w pewnym sensie obiektywizacja subiektywnej metody odsłuchowej. Do pewnego stopnia każdy z nas słyszy coś inaczej. Dlaczego mamy wielu biegłych, którzy słuchają tego samego zapisu? Bo każdy z nas ma inną wrażliwość słuchową - stwierdził.

- Jak potem zdecydować, czyj odczyt jest prawidłowy? - dopytała dziennikarka.

- Właśnie dlatego jest kilku biegłych i na to jest nałożona odpowiednia metodyka. W przypadkach, w którym nie mamy pewności, są wpisywane kropki. W jakiś sposób trzeba wprowadzić tę obiektywność oceny. To jest metodyka wielokrotnie sprawdzana w sądach i weryfikowana. Biegli przechodzą też szkolenia i treningi - tłumaczył dalej Lasek.

Presja pośrednia i bezpośrednia

Olejnik zauważyła, że obecność przełożonego w kokpicie została nazwana presją pośrednią. W raporcie MAK-u było z kolei napisane, że była presja dowódcy. Jaka jest więc różnica? - Presja bezpośrednia to jest wydanie polecenia: Lądujmy. Czy w dzisiejszych materiałach zostało coś takiego powiedziane? Nie - podkreślił Lasek. - Nie ma konkretnego polecenia. Jest natomiast osoba trzecia, rozpoznana jako dowódca Sił Powietrznych, która samą swoją obecnością zaburza ten ciąg komunikacyjny, ale nie wydaje poleceń - to jest presja pośrednia - tłumaczył, podkreślając znów, że materiał opublikowany przez RMF FM to materiał roboczy i należy poczekać na zakończenie pracy nad nim.

"Zmieścisz się śmiało"?

Olejnik zapytała też, co może znaczyć zawarte w opublikowanych stenogramach wyrażenie "zmieścisz się śmiało". - To może dotyczyć zarówno konfiguracji samolotu w podejściu do lądowania i użycia klap 36 stopni - w raporcie napisaliśmy, że właściwe klapy to było 45 stopni, bo pas był za krótki - ale również może to dotyczyć pozycji samolotu względem ścieżki.

- Dzisiejsze zapisy tylko potwierdzają to, co wiemy od 2011 roku - podkreślił na koniec rozmowy Lasek. - Procesy decyzyjne były przerywane przez osoby trzecie, występował element presji pośredniej, załoga popełniła szereg błędów. Nie ma też żadnego dowodu na to, że mógł być wybuch czy cokolwiek innego - stwierdził. Ekspert dodał również, że wrak ani czarne skrzynki rozbitego samolotu z punktu widzenia wyjaśnienia przyczyn katastrofy nie wniosą nic do śledztwa.

Notatka niemieckich służb o zamachu? "Było dementi"

Monika Olejnik pytała też o mającą się jutro ukazać książkę niemieckiego dziennikarza, który twierdzi, że na pokładzie Tu-154 doszło do zamachu. Ma ona zawierać notatkę Federalnej Służby Wywiadowczej Niemiec, w której napisano, że możliwym wyjaśnieniem katastrofy Tu-154 jest wysoce prawdopodobny zamach przy użyciu materiałów wybuchowych przeprowadzony przez wydział FSB działający pod przykryciem pod dowództwem generała Jurija D. z Moskwy.

Jurgen Roth pisze też, że na pokładzie były umieszczone ładunki tnt ze zdalnymi zapalnikami, ich umieszczenie niemożliwe byłoby bez zaangażowania polskich sił.

- Wydaje mi się, że ten materiał daleki jest od prawdy - stwierdził Lasek. - Całkiem niedawno można było znaleźć w mediach dementi niemieckiej służby bezpieczeństwa, że taka notatka w ogóle powstała. Traktowałbym to raczej w kategoriach "political fiction" - dodał.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Komentarze (119)
Lasek: "Nie wszystko, co biegłym wydaje się, że słyszą, przetrwa konfrontację"
Zaloguj się
  • siwywaldi

    Oceniono 184 razy 146

    Z tej rozmowy wynika jedno: niby nie było wywieranej na pilota presji, ale była.

    Ludzie ! Przecież każdy, kto choć trochę zna wojskowe "porządki", WIE czym jest obecność generała w kabinie dowodzonej przez kapitana. TYM BARDZIEJ że kilka miesięcy wcześniej miała miejsce scysja Kaczyńskiego z pilotem, który ODMÓWIŁ lądowania w Tbilisi

  • boguslawbch6808

    Oceniono 140 razy 94

    -Piwko jest!
    - No to spadamy.

  • milleniusz

    Oceniono 117 razy 71

    Niezgodne z zasadami orzec po dwóch dniach co jest najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy? A zgodne z zasadami jest rozmemłać sprawę na dziesięciolecia? Dawać pożywkę spiskowym teoriom i płacić społeczne koszty obłędnych prokuratorsko-wojskowych procedur, których efekty na dodatek są w dużej mierze tajne, bo społeczeństwo jest za głupie, aby poznać warsztat pracy śledczych? Bo się naruszy dobro śledztwa ujawniając te stenogramy? Bo dobrem śledztwa jest to, aby zataić, że przez 5 lat pracowali na słabej jakości cyfrowych kopiach analogowego zapisu taśmy, dopiero teraz dostali kopię wyższej jakości? W warstwie merytorycznej rzeczywiście to niewiele zmienia - wiary w zamach nic nie podważy, racjonalne przyczyny katastrofy też są znane. Ale w warstwie komunikacji i odbioru społecznego tej sprawy to jest katastrofa. Katastrofa nieprzerwanie trwająca od 10 kwietnia 2010 roku.

    Wybacz Panie Lasek, ale chyba wolę styl francuski. Nawet jeśli cokolwiek pospieszny. U nas pilot morderca-samobójca byłby domniemanym sprawcą, panem L. przez parę lat, nikt by nie wiedział kim jest, powstało by z 5 spiskowych teorii, rodzina by twierdziła, że ktoś go podmienił w kokpicie, a wierzący w Yeti by pisali, że to sprawka UFO, sztucznej mgły, helu, wodoru, czy azotu.

  • jozekzczikago

    Oceniono 73 razy 57

    dla wszystkich zwolenników piu bzdziuu i rozpylonej mgły, słowem dla bezmyślnych wyznawców kaczego kupra, pytanie retoryczne, kto i po co chciałby pozbyć się takiej bezwartościowej kartoflanej masy? odpowiedź-nikt, bo tak żałosnego człowieczka plus jeszcze bardziej żałosnego, jego psychopatycznego brata nie było!!!!! nawet Poniatowski pachołek Katarzyny II nie był tak fałszywy jak te kartofle!!!!!

  • chris_yyz

    Oceniono 91 razy 53

    A jednak to byl zamach. Pare osob przezylo katastrofe, ale zostali dobici.
    Nie dobito tylko naszego Prezydenta. Do dzis Kaczor kuje kilofem rudy uranu gdzies w ruskiej kopalni.

  • slowianska_dusza

    Oceniono 60 razy 50

    Powiedzmy to otwarcie: PiS podziwia Rosję i jest zafascynowany jej służbami i wytworami jej techniki. Jak inaczej wytłumaczyć to, że pisowcy utrzymują, że Rosja była w stanie umieścić niewykrywalne ładunki wybuchowe w polskim samolocie rządowym, bardzo precyzyjnie w czasie i przestrzeni wytworzyć mgłę, a 20-letni samolot jej produkcji może skrzydłami ścinać grube drzewa? Ponadto rosyjskie służby tak działały, że w ułamku sekundy, już po szorowaniu kadłubem samolotu o korony drzew i słowach "Kur** mać" odpaliły ładunki wybuchowe. Z kolei ich kontrolerzy byli świetnie grającymi aktorami: niby powiedzieli, że nie ma warunków do lądowania, ale nie zakazali tego i naprowadzali. Ruscy są więc zdaniem PIS-u niesłychanie sprytni i wszechmocni, dysponują genialną techniką, są świetnie zorganizowani. Po prostu wszystko gra jak w zegarku.

  • kontra.punkt

    Oceniono 55 razy 49

    Problem z lądowaniem rozpoczął się znacznie wcześniej - podczas słynnego lotu do Tbilisi, po którym Prezydent publicznie wyzwał pilotów od tchórzy. To oczywiste, że następni będą chcieli lądować za wszelką cenę. Trafiło na Smoleńsk ale równie dobrze mógłby to być Kijów czy inny Bukareszt.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX