Brytyjczycy i Amerykanie wiedzieli o zbrodni katyńskiej, ale nie chcieli drażnić ZSRR. MSZ publikuje dokumenty

MSZ udostępnił odtajnione dokumenty z brytyjskiego Archiwum Narodowego z lat 1942-1980. Z not, pism i materiałów niemieckich przechwyconych przez wywiad brytyjski, jasno wynika, że alianci wiedzieli o zbrodni katyńskiej. Dlaczego więc milczeli? - Obawiali się powtórki sytuacji z I wojny światowej, kiedy to Niemcy zawarli traktat brzeski na Wschodzie i zwrócili się ku Zachodowi - przypomina prof. Wojciech Materski.
POLUB NAS
Zamieszczone na stronie MSZ dokumenty były już stopniowo odtajniane i udostępniane badaczom i historykom. Materiały wytworzone w czasie wojny zostały odtajnione już w latach 70. i od tego momentu brytyjskie Archiwum Narodowe stale upublicznia kolejne kolekcje dokumentów "katyńskich", a ostatnie odtajnienie miało miejsce 31 grudnia 2014 roku, kiedy to udostępniono materiały z 1980 i 1981 roku.

Trzy grupy dokumentów

Materiały można podzielić na trzy grupy. Pierwsza z nich ukazuje działania brytyjskie w czasie wojny i w okresie tuż po jej zakończeniu. Druga część to materiały z lat 50., które ilustrują stanowisko Wielkiej Brytanii wobec tzw. komitetu Maddena, który został powołany przez Kongres USA w celu wyjaśnienia zbrodni katyńskiej. Z kolei trzecią grupę stanowią materiały z lat 70. dotyczące działań Foreign Office wobec inicjatywy budowy w Londynie pomnika upamiętniającego zamordowanych oficerów.

O ile część prezentowanych dokumentów, zwłaszcza z okresu II wojny światowej, była już publikowana i wykorzystywana przez historyków, to materiały z lat 50. i 70. były jak dotąd bardzo rzadko wykorzystywane, a część z nich pozostawała dotychczas nieznana.

Alianci obawiali się powtórki traktatu brzeskiego?

Znawca problematyki katyńskiej, prof. Wojciech Materski zwraca uwagę, że w 1943 roku bardzo poważnie brano pod uwagę możliwość zawarcia przez Niemców i Sowietów pokoju.

- Zastanawiano się, czy może powtórzyć się sytuacja z I wojny światowej. Wtedy w pewnym momencie Niemcy zawarli pokój na Wschodzie (traktat brzeski) i wszystkimi siłami odwrócili się w kierunku zachodnim. To było poważnie rozpatrywane i tego się alianci obawiali. Dlatego nie prowokowano Sowietów sprawą zbrodni katyńskiej, nie było bowiem wiadomo, co się może stać na frontach wojny. To są okoliczności, o których w Polsce się czasem zapomina - mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową historyk PAN.

Raport Owena O'Malleya

Dokumentem, który dobrze obrazuje skomplikowaną sytuację po ujawnieniu informacji o tym, co wydarzyło się w Katyniu, jest raport z maja 1943 roku Owena O'Malleya. O'Malley był ambasadorem Wielkiej Brytanii przy polskim rządzie na uchodźstwie w Londynie.

- Napisał, że rozumie motywacje, jakimi Rząd Jej Królewskiej Mości kieruje się, milcząc w sprawie Katynia, bo rzeczywiście najważniejsze jest utrzymanie sojuszu wojskowego z ZSRR i aktywna walka Armii Czerwonej z Niemcami. O'Malley pytał jednak, czy Brytyjczycy mogą brać na siebie taki garb moralny, wiedząc przecież doskonale, że to Sowieci popełnili tę zbrodnię - przypomniał prof. Materski.

Zobacz raport Owena O'Malleya

USA liczyły na udział ZSRR w walkach na Dalekim Wsch.

Historyk zwraca uwagę, że Waszyngton był jeszcze bardziej zainteresowany współpracą z ZSRR niż Londyn. W tym czasie eksperci Departamentu Obrony przygotowywali opracowania, z których wynikało, że wojna amerykańsko-japońska może potrwać nawet 50 lat i spowodować śmierć miliona Amerykanów.

- Amerykanie chcieli zrobić wszystko, żeby Armia Czerwona weszła do wojny na Dalekim Wschodzie. Dlatego w sprawie Katynia do konferencji w Teheranie jest martwa cisza. Nic w ogóle, żadnych wypowiedzi, po prostu nie ma żadnych pytań w sprawie mordu NKWD, wszystko jest wygłuszane, dementowane, ucinane, obkładane surową tajemnicą. (...) Ale sama obietnica to było za mało. Amerykanie dalej nie mogli mówić, że wiedzą, kto w tym Katyniu mordował i przyłączać się do polskich protestów w tej sprawie. To była tylko obietnica, to jeszcze mogło się nie spełnić - wyjaśnił prof. Wojciech Materski.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!