Finowie nie chcą przedmiotów w szkołach. Czy to początek rewolucji w edukacji?

Finowie reformują szkolnictwo. Każdy uczeń szkoły podstawowej będzie miał obowiązek wybrać sobie co najmniej jedne zajęcia w roku, które będą łączyły w sobie elementy tradycyjnych przedmiotów. - Jeżeli Finom uda się wprowadzić takie zmiany i całkowicie przerzucić się na multidyscyplinarny system na wszystkich poziomach szkolnictwa, to będzie to wielki krok dla edukacji - mówiła Tokfm.pl Aleksandra Pezda.
Fiński system edukacyjny od dawna jest uznawany za jeden z najbardziej efektywnych na świecie. Finlandia od lat znajduje się w pierwszej piątce krajów z najlepszymi notami w międzynarodowych rankingach edukacyjnych. Fińska młodzież spędza stosunkowo mało godzin w szkole, prac domowych zadaje się niewiele, a mimo to uczniowie radzą sobie świetnie na różnego rodzaju egzaminach.

Na czym polega geniusz fińskiego systemu? Po pierwsze, nauczyciele nie muszą podążać za ściśle określonym programem nauczania. Mają pełną dowolność, jeżeli chodzi o kolejność przerabianych tematów oraz czas, jaki im poświęcają. Po drugie, zajęcia mają angażować uczniów i zachęcać ich do kreatywnego myślenia i współpracy poprzez pracę w niewielkich grupach. Finowie zrezygnowali również ze szkół prywatnych. Powód jest prosty: płatne szkoły pogłębiają nierówności wśród uczniów. Kogoś stać na prywatną, lepszą szkołę, a kogoś nie.

Zmiany mimo wszystko

Mimo dobrze działającego systemu Finowie zdecydowali się na reformy. Wprowadzane powoli innowacje mają szanse zrewolucjonizować podejście do edukacji nie tylko w Finlandii, ale i na całym świecie. Jedno z głównych unowocześnień to wprowadzenie interdyscyplinarnych modułów zajęć w podstawówkach [7-16 lat]. Każdy uczeń będzie miał obowiązek wybrać sobie co najmniej jedne zajęcia w roku, które będą łączyły w sobie elementy tradycyjnych przedmiotów. Przykładem może być moduł z Unii Europejskiej obejmujący historie państw członkowskich, ekonomię, geografię itd.

Strzał w dziesiątkę

Reforma zostanie wprowadzona najpierw w Helsinkach. Jeśli odniesie zamierzony efekt, ministerstwo wdroży ją w całym kraju. Zdaniem wielu orędowników reformy system oparty na tradycyjnych przedmiotach jest przestarzały. - Stary system był odpowiedni w XX wieku, teraz musimy przygotować dzieci i pomóc im zdobyć umiejętności przydatne dziś i jutro - opowiadała w rozmowie z "The Independent", które nagłośniło sprawę, Marjo Kyllonen, dyrektor do spraw oświaty w Helsinkach.

- Koncepcja jest świetna - mówiła Tokfm.pl Aleksandra Pezda, dziennikarka i specjalistka ds. szkolnictwa. - Wielu ekspertów potwierdza, że reformowanie tradycyjnego systemu nauczania jest konieczne. Łączenie wiedzy z różnych zakresów jest bardzo ważną umiejętnością, niewątpliwie potrzebną w dzisiejszym świecie. Jeżeli Finom uda się wprowadzić takie zmiany i całkowicie przerzucić się na multidyscyplinarny system na wszystkich poziomach szkolnictwa, to będzie wielki krok dla edukacji. Na razie są to jednak tylko spekulacje - dodała.

Independent

Całe zamieszanie wokół sprawy wynika z niefortunnego artykułu w "The Independent", który sprawę nakreślił jako rewolucyjną, pisząc że Finowie już teraz całkowicie rezygnują z tradycyjnych przedmiotów. Według gazety wszystkie szkoły w Helsinkach od podstawówek do liceów miały przejść na system multidyscyplinarny już w 2016 roku. Tę informacje zdementowało fińskie Ministerstwo Edukacji, zaznaczając, że zmiany będą wprowadzane etapami, a sama reforma - jak na razie - dotyczy tylko podstawówek w zakresie jednego modułu rocznie.

Polskie trzy grosze

W Polsce do czasu "reformy 6-latków" z 2011 roku w klasach 1-3 obowiązywało nauczanie zintegrowane. W założeniach przypominało ono pomysły, które wprowadzają w życie Finowie. Wszystkie dzieci w od 7. do 9. roku życia uczyły się bez podziału na przedmioty. - W obawie przed słabymi wynikami z przedmiotów ścisłych, szczególnie z matematyki, wycofano się z tej koncepcji - komentowała Pezda.