Afera wokół SKOK. Giertych: To nie tylko problem Wołomina, a całego systemu. Kurski: Nieprawda [U LISA]

Czy afera wokół SKOK to największa afera III RP? Według Jacka Kurskiego, sprawa dotyczy jedynie placówki w Wołominie, która miała związki z WSI. - To problem nie jednego SKOK-u, a systemowy. Zapłaciliśmy z podatków 3,5 miliarda złotych, by ratować nieudany projekt senatora PiS - mówił Roman Giertych w programie "Tomasz Lis na żywo".
Program "Tomasz Lis na żywo" poświęcony kwestii nadużyć w SKOK-ach rozpoczął się burzliwie. Do głosu dorwał się bezpartyjny polityk Jacek Kurski i oświadczył: - Nie mam żadnego związku ze SKOK-ami - powiedział, po czym "zlustrował" resztę gości: - Czy po drugiej stronie są jakieś związki z bankami komercyjnymi? - dopytywał. Odpowiedział mu Ryszard Petru, wydając oświadczenie podobne do Kurskiego.

- Ale czy zarabiał pan na bankach komercyjnych? - dopytywał Kurski ekonomistę Ryszarda Petru, po czym skierował się do mecenasa Romana Giertycha: - A czy pańskie kancelarie nie bronią oskarżonych wyłudzenia? No to mamy role rozdane - podsumował. Goście byli oburzeni, prowadzący Tomasz Lis musiał zainterweniować.

Giertych: SKOK to problem systemowy

Kurski próbował potem wyjaśniać, że to on występuje w roli niezależnego obserwatora i będzie bronił SKOK-ów, bo są "próbą wyłamania konkurencji wśród banków komercyjnych". - To próba wywieszenia na rynku malutkiej polskiej chorągiewki. Teraz mamy do czynienia z gigantyczną operacją medialną, by przeciągnąć odpowiedzialność za SKOK Wołomin - kierowanego przez WSI, i którego broni pan Giertych, na resztę placówek - mówił.

Roman Giertych odparł atak: - To problem nie jednego SKOK-u, a systemowy. Zapłaciliśmy z naszych podatków 3,5 miliarda złotych, by ratować nieudany projekt senatora pańskiej partii - mówił.

- Nieprawda - wtrącił się Kurski.

- Ja panu nie przerywałem pańskich chamskich wynurzeń - ripostował Giertych.

2500 śledztw ws. SKOK-ów

Głos zabrała też dziennikarka "Gazety Wyborczej", która od dziesięciu lat zajmuje się tematem SKOK-ów. - Problem w tym, że kasy kilkanaście lat działały poza kontrolą państwową. Początkowo była to mała instytucja finansowa, która rozrosła się do ogromnych rozmiarów. Obecnie ma około 2 milionów członków - mówiła Bianka Mikołajewska.

- Po kilkunastu latach desperackiej obrony przed nadzorem, politycy PiS chcą zepchnąć odpowiedzialność na polityków PO. To dość żałosne. PiS chce odciąć sprawę SKOK-u Wołomin od reszty systemu, ale Wołomin nie funkcjonował poza systemem. Senator Bierecki stał na czele kasy i od lat przekonywał, że sobie świetnie radzi z kontrolą, że są prowadzone audyty. A obecnie jest prowadzonych 2500 śledztw - oceniła.

Petru: SKOK-i są dziesięć razy mniej wypłacalne od banków

Według Przemysława Wiplera z partii KORWiN, na przykładzie afery SKOK, państwo dowiodło, że jest "silne wobec słabych i słabe wobec silnych". - Podeszli do mnie ludzie, którzy mają depozyty w SKOK-u Wołomin. Za kilka dni kasy ogłoszą upadłość, a oni stracą oszczędności życia - mówił i dodał, że na ponad 50 SKOK-ów jedynie dwa mają poważne problemy, a na 2,5 tys. śledztw tylko cztery dotyczą menadżerów.

Z kolei Ryszard Petru twierdzi, że to problem całego systemu: - SKOK-i są dziesięć razy mniej wypłacalne od banków - powiedział i dodał: - Pan, panie Kurski, ucieka od tematu. To goebbelsowska propaganda.

- Kasa krajowa nie ma narzędzi prokuratorskich - bronił się Wipler. - Ktoś chce na tym skorzystać i przerobić rynek pod banki komercyjne - dodał. Audytorzy fałszowali dokumenty, a państwo było bezradne.

- Ja to potwierdzam. Prokuratura i służby działały niesprawnie - wtrąciła Mikołajewska. - Członkowie kas składali zawiadomienia o nieprawidłowościach od 2004 roku. Zgłaszali prokuraturze o wyprowadzaniu pieniędzy. I nic z tym nie zrobiono - dodała.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: