"Propagandowy epos", "surrealistycznie jednostronna produkcja". Tak świat komentuje rosyjski dokument o aneksji Krymu

- Czego by pan życzył mieszkańcom Krymu? - Szczęścia - powiedział prezydent Rosji Władimir Putin dziennikarzowi w filmie "Krym. Droga do ojczyzny". "Rażąco, wręcz surrealistycznie jednostronna produkcja" - komentują międzynarodowe media.
POLUB NAS
W filmie dokumentalnym "Krym. Droga do ojczyzny", wyemitowanym w niedzielę przez telewizję państwową Rossija 1, prezydent Rosji wyjaśnił, w jakich okolicznościach i dlaczego zdecydował o aneksji Półwyspu Krymskiego, a także opowiedział o operacji specjalnej, której celem było wywiezienie obalonego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza z Doniecka na wschodzie kraju, gdzie ukrył się po ucieczce z Kijowa 22 lutego.

Autor dokumentu, Andriej Kondraszow, przyznał po premierze, że największą trudność w realizacji blisko trzygodzinnego filmu stanowiła rekonstrukcja zdarzeń, która wymagała gry aktorskiej. Dodał też, że dziennikarzy poraziła fenomenalna pamięć Władimira Putina. Film w głównej mierze składa się z tych dwu elementów: rekonstrukcji zdarzeń i wywiadu z rosyjskim prezydentem. "Dzięki temu wyjaśniło się, że mieszkańcy Krymu pozbyli się wszelkich powiązań, jakie były między nimi a Ukrainą", komentuje serwis Russia Today.

"Zbyt optymistyczny, nasuwa pytania"

Wielu komentatorów stwierdziło, że 2,5-godzinny film był jawnie propagandowy i zakłamany.

- Entuzjastyczna opowieść Putina o przyłączeniu Krymu wiosną 2014 roku może być zbyt optymistyczna, a przynajmniej może nasuwać pytania. O Donbas, o gospodarkę, o wewnątrzpaństwową izolację i o wiele innych rzeczy. Także lepiej się zabezpieczyć i poprosić Putina, żeby zmienił krawat i w innym pokoju nakręcić "Posłowie". Wówczas entuzjastyczne wspomnienia zmienią się w prawdziwy entuzjastyczny dokument podsumował dokument Oleg Kaszyn, niezależny rosyjski dziennikarz i bloger, który wyemigrował do Szwajcarii.

"Propagandowy epos o dobrym Putinie i słonecznym Krymie" - tak film dokumentalny skomentował rosyjski dziennikarz Ewgienij Babuszkin z portalu Snob.ru. "Bitwę o Krym wygrała Rosja i na Rossiji 1 pokazali epos, który podsumował smak zwycięstwa" - czytamy dalej. "To gigantyczne kino: 170 minut z przerwami na reklamy o innych patriotycznych filmach. Wiadomym jest, że nocą w roboczy poniedziałek nikt nie zdoła obejrzeć tego do końca. Ale w naszych czasach eposy istnieją nie dlatego, żeby się w nie wczytywać. One po prostu istnieją".

"Surrealistycznie jednostronny"

Również zagraniczne media wytknęły jednostronność filmu.

"Nawet podczas tajemniczej nieobecności Władimira Putina rosyjska telewizja przekazała Rosjanom i obcokrajowcom jasny komunikat: Putin mocno trzyma władzę i jest gotów użyć sił wojskowych swojego kraju, żeby chronić interesów Rosji i Rosjan" - pisze agencja Associated Press. "Dla zewnętrznego obserwatora, który był na Krymie w szczycie zeszłorocznego kryzysu związanego z aneksją, produkcja państwowej telewizji była rażąco, a czasem wręcz surrealistycznie jednostronna".

"Pojawiły się tam zaskakujące, ale nie podparte faktami twierdzenia, jak rzekomy spisek ukraińskich nacjonalistów, którzy mieli zatruć zbiornik, z którego mieszkańcy Krymu czerpali wodę pitną".

"Przez cały trwający 2,5 godziny dokument Putin stara się zarazem uzasadnić swoje działania - które większość państw Zachodu uważa za niezgodne z międzynarodowym prawem i które doprowadziły do sankcji gospodarczych pogarszających recesję w Rosji - i chwalić się nimi", pisze New York Times.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: